Skocz do zawartości


BrakLoginu

Tworzymy historyjkę - dokończ zdanie

Polecane posty

KapitanJackSparrow

pomachał nieświadomej na pożegnanie i ..

Dnia 23.10.2025 o 13:57, Monika napisał:

...bardzo dobrze - krzyknęła Monika. Ten kapitan nie ma za grosz poczucia humoru, to znaczy na, ale jak się śmieje z kogoś innego, z siebie już nie umie - pomyślała. Po czym pomaszerowała kręta dróżką prowadząca w dół do główne drogi gdzie był parking. Po drodze patrzyła na cudowne drzewa w kolorach czerwieni, żółci i brązu.. Jaka jesień jest piękna- pomyślała i wtedy na ścieżce minęła się wchodzącą po gorę....

 

Tak napisałaś 👆 bardzo niedobrze 😁

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


Liliana

Liliana uniosła brew jeszcze wyżej, co sprawiło, że kapitan poczuł się, jakby sam Posejdon z dna oceanu właśnie nań spojrzał. Przez chwilę żałował każdego słowa, jakie opuściło jego zbyt śmiałe usta, ale było już za późno — dżin wypuszczony z butelki, a rybka już zatrzepotała płetwą.

– Bigos, powiadasz… – przeciągnęła słowa Liliana, jakby smakowała je niczym egzotyczny owoc. – A rum?
– Antałek! – zawołał natychmiast kapitan, jakby tym jednym słowem mógł zbawić świat.
– A zatem... – westchnęła. – Niech będzie bigos i rum. Ale pamiętaj, kapitanie, że każde życzenie ma swój haczyk.

Powietrze zadrżało, jakby sam ocean wstrzymał oddech. Ziemia pod stopami zaczęła miękknąć, pachnieć przyprawami i dymem z ogniska. A potem – łup! – znaleźli się w środku domku Dyzia.
Kapitan rozejrzał się niepewnie. Ściany, choć drewniane, błyszczały jakby ktoś polakierował je wspomnieniem, a w kącie stał garnek tak wielki, że zmieściłby się w nim marynarz z przyzwoitym zapasem rumu.

Z kotła unosił się zapach bigosu, który nie był byle jaki – ten aromat miał ciężar wspomnień, melancholii i nocy spędzonych na sztormie. Liliana stała obok, rzeczywiście w tym samym „skąpym wdzianku”, a jednak jakimś cudem wyglądała bardziej jak bogini niż kobieta.

– No to, kapitanie, zgodnie z życzeniem – szepnęła, podając mu parujący talerz. – Ale pamiętaj: kto bigos od złotej rybki jada, ten już nie wraca taki sam.

Kapitan uśmiechnął się krzywo, po czym zamieszał łyżką w bigosie.
– Eee... jakby coś, to ja tam zawsze byłem „nie taki sam” – mruknął, wlewając sobie solidną porcję rumu.

A potem – jakby w przypływie odwagi, albo głupoty – dodał:
– Liliano… jak już skończę ten bigos, to może pokażesz mi, gdzie ten Dyzio spał? Tak... dla porównania lokalizacji.

Liliana zaśmiała się krótko, tak, że nawet dym z kominka się zawstydził.
– O, kapitanie... ty to jednak masz talent do pakowania się w tarapaty. Ale niech i tak będzie – niech noc zdecyduje, co z nas zostanie do rana.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KapitanJackSparrow

     Kapitan palaszował bigos, zachwycając się każdym jego kęsem. Był to najlepszy bigos na świecie. A czego tam nie było..
dziczyzna, karkówka, wołowinka, suszone śliwki i grzyby. Do tego robiony był długo i  na winie i różnistych przyprawach. Jack już wiedział, że nigdy jeszcze w swoim życiu nie jadł nic podobnego. Nawet zapomniał o trunku, który czekał na niego dzięki tej  czarodziejce.  Myślał intensywnie o haczyku, który wedle jej  zapowiedzi, miał na niego czekać. 
-,, Czyżby alimenty? "- rozmyślał.- ,,Słyszał by kto o wpadce z czarodziejką."  Na myśl o piszczącym dziecię w nocy  kapitan wzdrygnąl się i jął rozmyślać jakby tu uniknąć  takich nieprzewidzianych niespodzianek. Ha! Jest rozwiązanie! Ale czy się zgodzi ...i czyyy się godzi- rozterek kapitana nie było końca. 
Ale co to ...magiczna dziewczyna prowadziła go już za rękę po schodach na górę...
-Kuuurtyna! - wykrzyknął Jack.
( Treść+18 została ocenzurowana, )
( Uważnych i wtajemniczonych  czytelników chcących poznać treść odsyłam do ,opowiadania  ,,Chlebak"  😝😄 he he he) 
                                    *
Poranek wstał jak hymn świata — powoli, dostojnie, z majestatem, który przynależy jedynie chwilom narodzin.  Z ciemności nocy, jeszcze ciężkiej od snu ziemi, wyłoniła się pierwsza iskra światła. Niebo, dotąd bezdennie czarne, zaczęło się rozszczepiać barwami: fioletem nadziei, złotem przebudzenia i różem, w którym tliło się ciepło nowego dnia.

Karkonosze uśpione w milczeniu, powoli otwierały oczy — ich szczyty połyskiwały w promieniach słońca jak ostrza mieczy zanurzone w blasku. Z dolin unosiły się mgły które otuliły domek Dyzia i  snuły się między drzewami niczym duchy minionych nocy.

Świat nabierał głosu — najpierw szeptał wiatr, potem zaszumiał las, a wreszcie wśród ciszy rozbrzmiał pierwszy śpiew ptaka, dźwięk tak czysty, jakby był nutą samego początku. I wtedy wszystko — powietrze, kamień, źdźbło trawy — złączyło się w jedno tchnienie życia, w jedno westchnienie istnienia. Tą niczym nie zmąconą ciszę nagle zakłócił donośny krzyk....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Jacenty

..Krzyknął se Jaceny,gdy zobaczył w jakim tempie można jeść bigos.Gdyby nie był głodny,to może by nie krzyknął.Lecz następnie jak typowy Polak się ucieszył,że jakieś alimenty komuś grożą ewentualnie prawdopodobnie...a nie jemu..

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Liliana

...a nie jemu. Bo przecież jak to mówią — cudze nieszczęście smakuje lepiej niż własny bigos.
Jaceny więc usiadł wygodniej, poprawił kraciastą koszulę, i z miną filozofa po trzecim piwie stwierdził, że „życie to jednak kabaret, tylko bilety drożeją”.

Na stole zostało jeszcze pół miski bigosu, więc zgodnie z logiką narodową, nie mógł tego zmarnować. Wziął więc łyżkę, spojrzał na zegarek i uznał, że czas płynie szybciej niż parówki na promocji w Lidlu.

W tle ktoś z telewizora mówił o nowych podatkach, a Jaceny tylko się uśmiechnął — bo przecież podatki to taki folklor, jak pierogi w piątek.

Wtem zadzwonił telefon. Numer nieznany. „Oho” — pomyślał — „albo telemarketer, albo te alimenty jednak moje”.
Podniósł słuchawkę z niepewnością godną człowieka, który nie wie, czy w słoiku jest bigos czy dżem z 2017 roku.

— Halo? — powiedział.
— Dzień dobry, czy rozmawiam z panem Jacenym? — zapytała kobieta o głosie jak z reklamy kredytu bez prowizji.
— Zależy kto pyta — odparł ostrożnie, już sięgając po bigos, bo stres lepiej znosił z kapustą.

— Tu Komitet do Spraw Niespodziewanych Spraw Osobistych.
— To brzmi jak coś, co może się skończyć źle albo śmiesznie — mruknął.

I jak się okazało — miało być jedno i drugie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Natka

— Pan został wybrany do udziału w programie pilotażowym, w którym… no cóż, pański bigos odegra kluczową rolę — oznajmiła kobieta tonem zbyt poważnym, jak na takie zdanie. Jaceny zastygł z łyżką w powietrzu, próbując zdecydować, czy to żart, czy już halucynacje od kiszonej kapusty.
— Proszę czekać pod drzwiami, ekipa już jedzie — dodała, po czym rozłączyła się bez słowa wyjaśnienia.
Jaceny spojrzał na bigos, potem na drzwi i stwierdził, że jeśli ktoś naprawdę jedzie do niego przez bigos, to świat wymknął się spod kontroli jeszcze bardziej, niż myślał.
A mimo to… usiadł i zaczął jeść szybciej — bo przecież nikt mu tego bigosu nie skonfiskuje bez walki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KapitanJackSparrow


Jacka wyrwał ze snu hałas dobiegający z parteru. Brzmiało to jak… telefon? A nieee — jednak nie. Raczej coś między łoskotem walącej się szafy, a uderzaniem łyżki o spód garnka przez kucharza pozbawionego litości.

— Co tam się, do stu piorunów, kotłuje na dole? — mruknął, rozglądając się ospale po izbie.

W przestronnym łożu obok niego leżała czarnowłosa piękność, której kibić wyglądała tak, jakby sama natura uformowała ją specjalnie do pozowania w blasku wschodzącego słońca. Jack na moment przymknął oczy, wspominając noc, która mogła spokojnie konkurować z najlepszymi rozdziałami romansów: tych z okładkami, na których dorośli mężczyźni mają bardziej lśniące włosy niż bohaterowie fantasy. Jej długie czarne włosy, które jeszcze parę godzin temu opadając, łaskotały go w twarz, teraz spoczywały na kołdrze w artystycznym nieładzie — jakby sam wicher nocy zrobił im profesjonalną sesję zdjęciową.

Delikatnie wydostał się z jej objęć (co wymagało zręczności sapera i odwagi odkrywcy), zgarnął z podłogi odzienie i ruszył na dół, gotów zmierzyć się z… czymkolwiek, co tłukło się tam o świcie jak pralka na zużytych łożyskach. 

Na dole przywitał go znajomy pejzaż: dekadencki chaos. Stosy talerzy, butelek i szklanek zalegały jak eksponaty w muzeum imprezy, na której czas stracił znaczenie. Jednym słowem: balanga. Dwoma słowami: poważna balanga.🤣 

Przy stole zaś siedział Jacenty, który — jak gdyby nigdy nic — pałaszował słynny bigos Liliany, wyglądając przy tym jak ktoś, kto właśnie ogłosił rozejm z rzeczywistością .Raz  po raz stukał łyżką i dno garnka do chwili aż zobaczył intruza. 

— Słuchaj, Jack — powiedział, przeżuwając z godnością króla ucztującego w piżamie — jedzie tu jakaś ekipa telewizyjna. Będą kręcić reality show. O bigosie. Podobno o moim bigosie.

Jack spojrzał na niego, na kuchnię i na ogólny dramat przestrzeni. Faktycznie: niezły bigos się szykował. W różnych znaczeniach.

I wtedy jak bumerang — choć raczej jak bumerang wystrzelony przez maga, więc z efektem dźwiękowym — wróciły do niego słowa Liliany, wypowiedziane poprzedniej nocy:
„Ale niech i tak będzie — niech noc zdecyduje, co z nas zostanie do rana”.
„Ale pamiętaj, kapitanie, każde życzenie ma swój haczyk…”

Jack westchnął. No i pięknie. Noc zadecydowała. A teraz telewizja przyjeżdża kręcić bigos.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Natka

Zanim zdążył zapytać o szczegóły, drzwi wejściowe zatrzęsły się, jakby ktoś próbował je sforsować przy pomocy statywu i entuzjazmu.
Do środka wpadła ekipa telewizyjna: kamera, dźwiękowiec i prowadząca z uśmiechem tak szerokim, jakby bigos był jej osobistą religią.
W tej samej chwili bigos w garnku… zabulgotał podejrzanie i zapachniał tak intensywnie, że wszyscy jednocześnie zamilkli, a kamera sama się ustawiła w jego stronę.
— Czy ten bigos właśnie… rośnie? — zapytał ktoś niepewnie, gdy potrawa zaczęła się podnosić jak ciasto z ambicjami.
Jack przetarł twarz dłońmi i mruknął: — A więc to ten haczyk… życzenia z nocnej zmiany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Liliana

Poranek wstał jak hymn świata — powoli, dostojnie, z majestatem, który przynależy jedynie chwilom narodzin. Gdy pierwsze promienie słońca rozświetliły mglistą polanę, @Nomada spojrzała przez okno i uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że ten dzień będzie inny niż wszystkie poprzednie.

Po chwili wzięła plecak, zapięła kaptur i ruszyła w stronę lasu, gdzie szlak prowadził w głąb jesiennej ciszy. Każde drzewo miało tu swoją historię – ich konary złociły się i czerwieniały jak płomienie, choć nie było tu ognia, tylko czysta natura o świcie.

Idąc wzdłuż ścieżki, usłyszała nagle odgłos łamanych gałązek zza krzaków. Zatrzymała się i nasłuchiwała — serce biło jej szybciej, ale ciekawość zwyciężyła strach. Kiedy odsłoniła liście, ujrzała małego chłopca, który patrzył na nią z mieszaniną zdziwienia i zaciekawienia.

— Witam — powiedziała cicho. — Szukasz kogoś?
Chłopiec skinął głową i wskazał dalej ścieżkę, na której w oddali dostrzegła stare, opuszczone schronisko.

Razem ruszyli w tamtą stronę. W miarę jak słońce wspinało się wyżej, ich kroki stawały się lżejsze, a rozmowa — coraz bardziej naturalna i pełna śmiechu.

Na progu schroniska znaleźli porzucony dziennik — stary, oprawiony w skórę, który jakby czekał, by ktoś go otworzył.
Nomada pochyliła się i szeptem odczytała pierwsze słowa: „Każda podróż zaczyna się w środku serca, a nie na mapie…”
To zdanie brzmiało jak obietnica nowej, niezwykłej przygody.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nomada
3 godziny temu, Liliana napisał:


Nomada pochyliła się i szeptem odczytała pierwsze słowa: „Każda podróż zaczyna się w środku serca, a nie na mapie…”
To zdanie brzmiało jak obietnica nowej, niezwykłej przygody.

Chodźmy więc-powiedziała. Ruszyła zdecydowanym krokiem zostawiając ślad na wilgotnym mchu. Chłopiec podążył za nią.

 

 

 

 

 

 

 

Edytowano przez Nomada

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KapitanJackSparrow
2 godziny temu, Nomada napisał:

Chodźmy więc-powiedziała. Ruszyła zdecydowanym krokiem zostawiając ślad na wilgotnym mchu. Chłopiec podążył za nią.

 

 

 

 

 

 

 

Wkrótce okazało się że to nie był  chłopiec tylko kapitan😅🤣,  który skrył się w krzakach, licząc, że Nomada, tudzież inna niewiasta zapragnie skorzystać z porannej nagiej kąpieli jeziorku... Jak widać srodze się zawiódł, bo w istniejącym obecnie świecie elektroniki,  kopiące się nago kobiety wyginęły jak mamuty. 

Jak żyć mruknął niezadowolony ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wesoły
BrakLoginu

Nomada już miała się rozebrać i zażyć kąpieli, ale ona jednak się nie zdecydowała.

Poma­chał nieświadomej na pożegnanie i poczuł, jak chłodne powietrze poranka owiewa jego twarz. Ścieżka przed nim wiła się jeszcze w dół, prowadząc ku szerokiej drodze, która – jak sądził – zaprowadzi go aż do stacji. Kolory jesieni tańczyły na liściach, a wiatr szeptał coś, jak gdyby doceniając obecność podróżnika w swojej krainie spokoju i przemijania.

Wtedy … napotkał ją ponownie – Nomadę, którą minął kilka chwil wcześniej, kiedy szła w przeciwnym kierunku, niosąc na ramieniu koszyk pełen jagód. Tym razem spojrzała mu w oczy i zatrzymała się w pół kroku.

— Czyżby to nie byłeś ty z tamtej polany? — zapytała, nie kryjąc zdziwienia.

Kapitan przez moment milczał, jakby słowa wynurzone z mgły musiały odnaleźć swoje właściwe miejsce w jego myślach. W końcu skinął głową, uśmiechając się półgębkiem.

— Tak… to ja. Szukam odpowiedzi, które gdzieś się przede mną skryły… i chyba właśnie zaczęły wychodzić na światło dzienne.

Kobieta spojrzała wzdłuż drogi, jakby dostrzegając w niej coś, co dla innych umykało.
— Drogi bywają zwodnicze. Czasem to, czego szukamy, znajduje nas samego. — jej słowa odbiły się echem w powietrzu, jak metafora, którą można było potraktować dosłownie… albo metaforycznie.

I tak – oboje ruszyli dalej, stąpając po opadłych liściach i z każdym krokiem czując, jak ich opowieść dopiero się zaczyna.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nomada
Dnia 16.01.2026 o 23:40, BrakLoginu napisał:

Nomada już miała się rozebrać i zażyć kąpieli, ale ona jednak się nie zdecydowała.

Poma­chał nieświadomej na pożegnanie i poczuł, jak chłodne powietrze poranka owiewa jego twarz. Ścieżka przed nim wiła się jeszcze w dół, prowadząc ku szerokiej drodze, która – jak sądził – zaprowadzi go aż do stacji. Kolory jesieni tańczyły na liściach, a wiatr szeptał coś, jak gdyby doceniając obecność podróżnika w swojej krainie spokoju i przemijania.

Wtedy … napotkał ją ponownie – Nomadę, którą minął kilka chwil wcześniej, kiedy szła w przeciwnym kierunku, niosąc na ramieniu koszyk pełen jagód. Tym razem spojrzała mu w oczy i zatrzymała się w pół kroku.

— Czyżby to nie byłeś ty z tamtej polany? — zapytała, nie kryjąc zdziwienia.

Kapitan przez moment milczał, jakby słowa wynurzone z mgły musiały odnaleźć swoje właściwe miejsce w jego myślach. W końcu skinął głową, uśmiechając się półgębkiem.

— Tak… to ja. Szukam odpowiedzi, które gdzieś się przede mną skryły… i chyba właśnie zaczęły wychodzić na światło dzienne.

Kobieta spojrzała wzdłuż drogi, jakby dostrzegając w niej coś, co dla innych umykało.
— Drogi bywają zwodnicze. Czasem to, czego szukamy, znajduje nas samego. — jej słowa odbiły się echem w powietrzu, jak metafora, którą można było potraktować dosłownie… albo metaforycznie.

I tak – oboje ruszyli dalej, stąpając po opadłych liściach i z każdym krokiem czując, jak ich opowieść dopiero się zaczyna.

 

 

Chcę mieć taki dywan w salonie- pomyślała- dywan z motywem jesiennych liści. Nagle Kapitan przerwał jej wewnętrzne dywagacje o pięknie natury...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KapitanJackSparrow

— Kto ma dziś dywan w salonie?
Lecz po chwili zastanowienia dopowiedział szybko:
— Aaale… na takim dywanie można by robić różne fiki-miki we dwoje.
To była jedna okoliczność łagodząca, która dopuszczała w oczach Kapitana posiadanie arrasu na mieszkalnych, poziomych płaszczyznach. Ha! Nawet nie okoliczność łagodząca.
W tym momencie w Kapitanie obudził się Tommy Lee Jones ze „Ściganego” i pochwycił jedyny możliwy trop. Uniósł powieki wyżej i spojrzał na Nomadę zupełnie innym wzrokiem.
— Aaa, więc dlatego marzą się jej jesienne liście — pomyślał.
Obrazy, które podsunęła mu wyobraźnia, przeleciały przez głowę jak w kalejdoskopie. Nie na darmo siedział w krzakach nad jeziorem. Było teraz jak znalazł… Poranna naga kąpiel wśród kwitnących liliowców? Czemu nie. Dywan… kominek…
Głośno zaś, wyrwany z odmętów myśli, rzekł do Nomady jak śledczy na przesłuchaniu:
— A nie chcesz przypadkiem kominka?

Nomada zmrużyła oczy. Ten typ pytania znała aż za dobrze — zadane niby od niechcenia ale nachalnie podszyte podstępem. Kominek był przecież ciężką artylerią.
— Kominka? — powtórzyła powoli, jakby smakując słowo. — A po co mi kominek?
Kapitan odchrząknął. W jego głowie plan już się rozrastał, obrastał w detale i pękał w szwach od symboliki. Kominek to nie był zwykły element. Tam ciało do ciała..
-.ech - westchnął - No wiesz — powiedział tonem człowieka, który absolutnie nie ma nic do ukrycia — skoro już mamy dywan z jesiennymi liśćmi… to kominek tak jakoś… sam się nasuwa.
Nomada widziała ten błysk w jego oku — błysk człowieka, który już siedzi w fotelu, patrząc w ogień, który jeszcze nie istnieje. Z kubkiem czegoś ciepłego ....a nie to nie kubek... 🤣

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
KapitanJackSparrow

Dygresja 

Podążamy dalej w kierunku?

@Nomadawyciąga kryształ eukaliptusa wrzuca do kubka z gorącą wodą by otrzeźwić zatoki kapitana 🤣 lub wpada ekipa telewizyjna od @Lilianaaby nakręcić niezły bigos tj pornola 🤣

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.






  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 692
    • Postów
      260 251
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      949
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    annadatabase
    Najnowszy użytkownik
    annadatabase
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • KapitanJackSparrow
      Kebabem 
    • KapitanJackSparrow
      Dygresja  Podążamy dalej w kierunku? @Nomadawyciąga kryształ eukaliptusa wrzuca do kubka z gorącą wodą by otrzeźwić zatoki kapitana 🤣 lub wpada ekipa telewizyjna od @Lilianaaby nakręcić niezły bigos tj pornola 🤣
    • KapitanJackSparrow
      — Kto ma dziś dywan w salonie? Lecz po chwili zastanowienia dopowiedział szybko: — Aaale… na takim dywanie można by robić różne fiki-miki we dwoje. To była jedna okoliczność łagodząca, która dopuszczała w oczach Kapitana posiadanie arrasu na mieszkalnych, poziomych płaszczyznach. Ha! Nawet nie okoliczność łagodząca. W tym momencie w Kapitanie obudził się Tommy Lee Jones ze „Ściganego” i pochwycił jedyny możliwy trop. Uniósł powieki wyżej i spojrzał na Nomadę zupełnie innym wzrokiem. — Aaa, więc dlatego marzą się jej jesienne liście — pomyślał. Obrazy, które podsunęła mu wyobraźnia, przeleciały przez głowę jak w kalejdoskopie. Nie na darmo siedział w krzakach nad jeziorem. Było teraz jak znalazł… Poranna naga kąpiel wśród kwitnących liliowców? Czemu nie. Dywan… kominek… Głośno zaś, wyrwany z odmętów myśli, rzekł do Nomady jak śledczy na przesłuchaniu: — A nie chcesz przypadkiem kominka? Nomada zmrużyła oczy. Ten typ pytania znała aż za dobrze — zadane niby od niechcenia ale nachalnie podszyte podstępem. Kominek był przecież ciężką artylerią. — Kominka? — powtórzyła powoli, jakby smakując słowo. — A po co mi kominek? Kapitan odchrząknął. W jego głowie plan już się rozrastał, obrastał w detale i pękał w szwach od symboliki. Kominek to nie był zwykły element. Tam ciało do ciała.. -.ech - westchnął - No wiesz — powiedział tonem człowieka, który absolutnie nie ma nic do ukrycia — skoro już mamy dywan z jesiennymi liśćmi… to kominek tak jakoś… sam się nasuwa. Nomada widziała ten błysk w jego oku — błysk człowieka, który już siedzi w fotelu, patrząc w ogień, który jeszcze nie istnieje. Z kubkiem czegoś ciepłego ....a nie to nie kubek... 🤣
    • Tamara
      Ja też staram się nie wyrzucać jedzenia i nie słyszałam o takiej diecie. Zazwyczaj można sprawdzić skład produktów, które kupujemy, co zawierają w swoim składzie. Jeżeli jest apel o nie wyrzucanie jedzenia to chodzi raczej o to, żeby go nie marnować kiedy tyle ludzi na świecie głoduje. Nadto, jeżeli ktoś nie wyrzuca jedzenia to nie oznacza to, że musi zaraz przytyć. Prowadzenie zdrowego trybu życia jak chociażby uprawianie gimnastyki, bieganie, spacery , etc. z pewnością nie spowoduje nadwagi. No i oczywiście brak tzw. śmieciowego jedzenia. A przynajmniej jego ograniczenia.   
    • Gość w kośc
      pójdziesz do piekła za to...
    • LadyTiger
      Doszło do wykrycia, że szumowski chlał w pracy jako lekarz   Nie mieli obroku covidowego, bo przecież sam szumowski mówił, że nie wie, po  co ludzie to noszą 
    • LadyTiger
      Z krzyżem to też w sumie kulą w płot, bo to z kolei symbol historyczny w tej konkretnej sali   
    • Nafto Chłopiec
      Jak się człowiek mocno przypatrzy to da radę 😂
    • Nomada
      Dziś zostawię inny duet ;  )    :  )
    • Nomada
      Ma chyba ośmioletnią córeczkę. Gdy słodycz dojrzewa, zmiany mogą zaskoczyć. Pozytywnie?
    • Nomada
      W komentarzach na yt  pod utworem wszyscy pisali o Nim, ja jednak zwróciłam uwagę na Julię, Mrozu nic się nie zmienił a Julia tak.
    • Nomada
      Chcę mieć taki dywan w salonie- pomyślała- dywan z motywem jesiennych liści. Nagle Kapitan przerwał jej wewnętrzne dywagacje o pięknie natury...
    • Nomada
      Gdybym chciała zobaczyć wszystko co mnie ciekawi, nie starczyłoby mi czasu na życie😂
    • Gość w kość
      chwalimy się urlopem?🧐
    • Gość w kość
      czy pośród tych wszystkich odcisków, można jeszcze zidentyfikować palce?🤔😬
    • jeografija
      A 18 stycznia 1230 nastąpiło potwierdzenie przekazania ziemi chełmińskiej zakonowi krzyżackiemu (bulla papieża Grzegorza IX). Jak to mówili nawet w Inflantach - dzisiaj ziemia chełmińska, jutro Grenlandia.
    • zarzut 2
      Na czym polegał atak Grzegorza Brauna na Łukasza Szumowskiego? Doszło do naruszenia nietykalności cielesnej? Doszło do przeszkadzania w pracy tegoż doktora i dyrekcji? Jest to w Polsce prawnie dopuszczalne?
    • dopisek
      Jeśli p. Grzegorzowi Braunowi chodziło o zachowanie świeckiego charakteru Sejmu, dlaczego nie przeprowadza akcji wobec krzyża w Sejmie? I wielu innych krzyży w placówkach państwowych?
    • Nafto Chłopiec
      Wjechał trening 17 km 😎 Dobra już wiem, mam platfusa. Kolejnych 11 odcisków po dzisiejszym treningu 😂
    • zwłoka
      @LadyTiger Ad. 1. Przepis o ochronie uczuć religijnych nie obejmuje wyłącznie wyznaczonych miejsc sprawowania praktyk religijnych (jak kościoły, synagogi, zbory, cmentarze). Dotyczy dowolnych miejsc, w których do takich przejawów działalności religijnej dochodzi. Nawet wtedy, gdy są to niezalegalizowane, nieuzgodnione miejsca. W przypadku organizowania praktyk religijnych w nieuzgodnionych miejscach można te praktyki zaskarżyć, ale byłoby to odrębne dochodzenie i nieskutkujące automatycznym odrzuceniem skarg, na obrazę uczuć religijnych. Przykładem praktyk religijnych w miejscach nieprzeznaczonych do działalności religijnej są na przykład procesje na święto Bożego Ciała, maszerujące po publicznych drogach. Ad.2. Święto chanuki wymienione jest w księdze uznawanej za świętą zarówno przez wyznawców religii mojżeszowej jak i chrześcijan. A konkretnie Druga Księga Machabejska, rozdział 10. (2 Mch 10,1-9). Jest to więc wydarzenie głównie religijne. Kulturowe w dalszej kolejności.  Ad.3. W Polsce działalność podobną do Chabad Lubawicz prowadzi Fundacja Chai. Jest zarejestrowana.  Ad.4. Coś takiego jak obraza uczuć religijnych jest wysoce niedoprecyzowana, co zgłaszają prawnicy. Nie ma jednak jakiegoś katalogu chronionych symboli, w którym nie figuruje chanukowy świecznik. Ochronie podlegają różne symbole religijne, jako obiekty czci (figury, obrazy, księgi) ale też narzędzia sprawowania tej czci (szaty liturgiczne, naczynia itp.). Mogę się mylić, ale jeśli tak, jeśli istnieje taki sztywny katalog, to proszę o info. Porównałem zarzut w sprawie obrazy uczuć religijnych wobec wspomnianego Pana Grzegorza, z próbami skazania za obrazę uczuć religijnych niejakiego Adama Darskiego, który na scenie podczas koncertu podarł Biblię. Mimo wielu wznowień procesów, Darski był uniewinniany, ponieważ... w przypadku zarzutu o obrazę uczuć religijnych przynajmniej dwie osoby muszą stwierdzić, że ich uczucia zostały obrażone. Poza oskarżycielem nikt więcej się nie zgłosił. I tak sobie myślę, czy ten oskarżyciel był aż takim leniem, że nie chciało mu się nikogo nakłonić do zgłoszenia obrazy uczuć religijnych? W kwestii poruszonej tu tematyki jest fajne i przystępne opracowanie. Polecam osobom namawianym do wspierania p. Brauna. "Obraza uczuć religijnych, czyli kontrowersje wokół artykułu 196 kodeksu karnego" - Sławomir Cebula. Można znaleźć w internecie i za darmo pobrać plik pdf. Na zachętę fragment:
    • LarryCarce
    • la primavera
      ,,Ciecie"   Jest sobie pewien emerytowany bokser- w tej roli Orlando Bloom- który dostaje szanse walki, musi tylko zrzucić  12 kg...w tydzień. Docinka nie idzie jak należy,  zatem do całej akcji włącza się  dodatkowy członek drużyny ekstremalnych dietetyków ze swoimi bliżej nieokreślonymi  metodami. Wyniszczony, zmęczony, odwodniony Orlando staje w końcu na wadze  i przekracza dopuszczana masę o kilka deka. Słaniając sie na nogach decyduje w drastyczny sposób  pozbawić się zbędnej masy, czyli odcina sobie palec- albo dwa, bo nie patrzyłam - i w ten sposób osiąga cel. I oczywiście walczy na ringu, bez palców, skatowany dietą.  Samej walki litościwie nie pokazują, ale większych głupot  dawno nie widziałam.   
    • LadyTiger
      1. prawnie w Polsce Sejm jest miejscem świeckim, to była prowokatorska reakcja na łamanie tej konstytucyjnej zasady przez wysokich urzędników państwowych  2. chanuka to bardziej symbol kulturowy niż religijny  3. chabad lubawicz, sekta, która każe to palić poza terenem np. synagogi nie jest zarejestrowana w Polsce 4. nie ma czegoś takiego, jak ogólna obraza uczuć religijnych (wszystko może być przedmiotem takowych); są konkretne symbole taką ochroną objęte (np. święte księgi, krzyż, gwiazda Dawida, niektóre wizerunki Matki Jezusa)  
    • Podziękowanie
      za odpowiedź. Czyli nie tylko kwestia chanukowa. A jeśli chodzi o te chanukowe świeczki potraktowane gaśnicą - czy była to obraza uczuć religijnych? Prawnie w PL zakazana?
    • Chi
      Dobrych     
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...