Skocz do zawartości
  • Niebo
  • Borówka
  • Szary
  • Porzeczka
  • Arbuz
  • Truskawka
  • Pomarańcz
  • Banan
  • Jabłko
  • Szmaragd
  • Czekolada
  • Węgiel


la primavera

Całkiem niezły film kiedyś tam obejrzany to...

Polecane posty

la primavera

,,Hipokrates " czyli historia o tym, ze francuska służba zdrowia wcale nie jest lepsza od naszej. 

 

Film przedstawia historię  młodego stażysty  Benjanina,  syna pracującego w tym szpitalu lekarza. Pełny zapalu chłopak zderza się tu i z własną niekompetencją  i z ochronnym działaniem ojca.Spotyka  sie z przypadkami pomyłek i gryzącego  sumienia,   z niełatwymi decyzjami, z konfliktem między dobrem pacjenta a dobrem szpitala.  Braki w sprzęcie, braki w personelu nie są ważne dla zarządzający, którzy traktują szpital jak przedsiębiorstwo  które ma przynosić zysk,  zostawiając bez wsparcia również personel, który mierzy sie każdego dnia z pacjentami wśród których niewszyscy są piękni, pachnący i kulturalni. Stawia pytania czy każdy zasługuje  na pomoc i czy ta pomoc zawsze powinna być taka sama.  

Film ciekawy,  dynamiczny, ogląda się go bardzo dobrze. 

 

,,Nalot "

Rosyjski film o kobiecym oddziale lotniczym walczącym  podczas oblezenia Leningradu w  drugiej wojnie światowej.

Świetlana Aleksiejewicz napisała kiedyś książkę o kobietach  w rosyjskiej armii. Dała ładny tytuł,,Wojna nie ma w sobie nic z kobiety ". Nie pamiętałam czy pisała tam o pilotkach, bo bardziej utkwiły mi w pamięci obrazy kobiet na zapleczu wojska, z dłońmi pokrytymi ranami od pracy. Zatem chciałam zobaczyć historię kobiet które toczyly walki w powietrzu. Sam początek  był mocny a potem napięcie spadło i film wlokł się i dłużył. Dotrwałam do połowy i dałam sobie spokój. 

 

,,Dobry opiekun "

Oparty na prawdziwych wydarzeniach,  przedstawia historię pielęgniarza, który usmiercal pacjentki. Kiedy szpital orientowal się, co się dzieje, zwalniał go bez rozgłosu a on zatrudniał się w kolejnym miejscu i znowu robił to samo. 

Taki sobie, nic szczególnego ale da się obejrzeć  

 

 

 

Dnia 22.01.2026 o 11:11, Vitalinka napisał:

podejdę do tego filmu

Czy nie prościej nie oglądać czegoś co Cię nie zainteresowało? 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


Vitalinka
12 godzin temu, la primavera napisał:

Czy nie prościej nie oglądać czegoś co Cię nie zainteresowało? 

...ależ Peimaverko, mnie to bardzo zainteresowało! Sama pisałaś, że ten film zawiera wszystko...i to prawda.

Jest jak pyszna sałatka z jednym składnikiem, którego nie lubię...dajmy na to kukurydza...muszę ja tylko powybierać na brzeg talerzyka, a resztę zjem🙂

Wiem, nieestetyczne...ale oglądam sama...nikt nie widzi😉😄

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Vitalinka
23 minuty temu, Vitalinka napisał:

...ależ Peimaverko, mnie to bardzo zainteresowało! Sama pisałaś, że ten film zawiera wszystko...i to prawda.

Jest jak pyszna sałatka z jednym składnikiem, którego nie lubię...dajmy na to kukurydza...muszę ja tylko powybierać na brzeg talerzyka, a resztę zjem🙂

Wiem, nieestetyczne...ale oglądam sama...nikt nie widzi😉😄

Okropne to porównanie wiem, ale nie mogę napisać sernik z rodzynkami...bo ja lubię rodzynki w serniku, kukurydzę też... (nie w serniku)

...no to niech będzie sernik na takim podmokłym kruchym cieście (ble)... i te sceny to te podmokłe kruche ciasto, a  sam sernik pyszny🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nomada

 

''Jaśniejsza od gwiazd” to film wyreżyserowany przez Jane Campion, która ma na koncie taki hit jak „Fortepian”. Osią fabuły jest miłość romantycznego angielskiego poety Johna Keatsa i Fanny Brawne. Miłość jak przystało na epokę wszechogarniająca, niezwykła, łamiąca wszelkie konwenanse i – co dość nietypowe dla współczesnego kina - platoniczna. Do tego doprawiona nutką tragizmu i cieniem śmierci. Tyleż jest to bowiem opowieść o miłości, co o śmierci.

 

Można traktować „Jaśniejszą od gwiazd” jako film biograficzny, gdyż Fanny Brawne rzeczywiście była muzą Keatsa. Ważnym zapisem tej miłości jest poezja, choćby piękny sonet, od którego wziął tytuł film.

         Jane Campion korzystała także z zachowanych listów Keatsa i Fanny, ale pokazała historię ich związku z kobiecego punktu widzenia. Na ekranie to Fanny gra pierwsze skrzypce, to w jej orbitę wchodzi młody poeta. Muzę Keatsa w bardzo przekonujący sposób zagrała Abby Cornish. Na początku rzeczywiście była to „białogłowa – pustogłowa” pochłonięta dwoma życiowymi pasjami jak najbardziej właściwymi dla młodej damy w tamtych czasach – filtrowaniem z mężczyznami (no bo przecież uboga, ładna dziewczyna powinna znaleźć sobie męża z odpowiednim dochodem i pozycją) i modą. Fanny uwielbiała wymyślać, szyć i nosić stroje, jakich nikt jeszcze nie miał. Właściwie na tym skupiało się jej życie. Dopiero pod wpływem miłości do Keatsa, uczucia, którego przez długi czas nie potrafiła nawet nazwać, przeszła przemianę.''

 

 

Jasna gwiazdo

John Keats

 

Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie

Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko

Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie

Bezsennie zapatrzone pustelnika oko;

Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole

Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi,

Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole

Maską czystą i miękką opadają śniegi;

Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie

Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej,

Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie,

Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej

I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi,

I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci.

 

 

Przełożył
Stanisław Barańczak

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

,,Herbert "

Ale nie ten pan od poezji tylko niemiecki bokser na emeryturze, który byl w tym kiedys calkiem niezły, potem trafil do więzienia a teraz zajmuje się trenowaniem młodych, wieczorami zaś chodzi odbierać pieniądze  dla swojego szefa, krzywdząc tych, którzy ich nie mają. 

Jest też koło niego kobieta,  będąca przy nim chyba z desperacji. Później okazuje się, że jest również i córka,  którą tata opuścił dawno temu.

Chcialby to wszystko naprawić,  bo jego życie ulega dosc szybko degradacji,  gdy cieniem zasula je choroba, odbierając mu  panowanie nad swoim ciałem i czyniąc zależnym od innych.

 

Film ma wszystko co powinien, jest klimat, jest  muzyka..I jest tak niesamowicie smutny w tych obrazach, w których główny bohater traci swoje zdrowie. Smutny a jednocześnie niezwykły w tym sposobie opowieści,  chwilami subtelny, intymny, ciepły ale i szorstki i trudny. 

Warto zobaczyć. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera
Dnia 24.01.2026 o 14:04, Nomada napisał:

 

''Jaśniejsza od gwiazd” to film wyreżyserowany przez Jane Campion, która ma na koncie taki hit jak „Fortepian”. Osią fabuły jest miłość romantycznego angielskiego poety Johna Keatsa i Fanny Brawne. Miłość jak przystało na epokę wszechogarniająca, niezwykła, łamiąca wszelkie konwenanse i – co dość nietypowe dla współczesnego kina - platoniczna. Do tego doprawiona nutką tragizmu i cieniem śmierci. Tyleż jest to bowiem opowieść o miłości, co o śmierci.

 

Można traktować „Jaśniejszą od gwiazd” jako film biograficzny, gdyż Fanny Brawne rzeczywiście była muzą Keatsa. Ważnym zapisem tej miłości jest poezja, choćby piękny sonet, od którego wziął tytuł film.

         Jane Campion korzystała także z zachowanych listów Keatsa i Fanny, ale pokazała historię ich związku z kobiecego punktu widzenia. Na ekranie to Fanny gra pierwsze skrzypce, to w jej orbitę wchodzi młody poeta. Muzę Keatsa w bardzo przekonujący sposób zagrała Abby Cornish. Na początku rzeczywiście była to „białogłowa – pustogłowa” pochłonięta dwoma życiowymi pasjami jak najbardziej właściwymi dla młodej damy w tamtych czasach – filtrowaniem z mężczyznami (no bo przecież uboga, ładna dziewczyna powinna znaleźć sobie męża z odpowiednim dochodem i pozycją) i modą. Fanny uwielbiała wymyślać, szyć i nosić stroje, jakich nikt jeszcze nie miał. Właściwie na tym skupiało się jej życie. Dopiero pod wpływem miłości do Keatsa, uczucia, którego przez długi czas nie potrafiła nawet nazwać, przeszła przemianę.''

 

 

Jasna gwiazdo

John Keats

 

Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie

Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko

Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie

Bezsennie zapatrzone pustelnika oko;

Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole

Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi,

Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole

Maską czystą i miękką opadają śniegi;

Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie

Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej,

Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie,

Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej

I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi,

I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci.

 

 

Przełożył
Stanisław Barańczak

Będę szukać  gdzie można obejrzeć bo juz mi się podoba 

I lubię przekłady Barańczaka 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nomada
Dnia 26.01.2026 o 22:44, la primavera napisał:

Będę szukać  gdzie można obejrzeć bo juz mi się podoba 

I lubię przekłady Barańczaka 

Cieszę się że mogłam Ciebie zainspirować, ja też lubię przekłady Barańczaka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Vitalinka
Napisano (edytowany)

"Bo się boi" polecam (jak kto lubi filmy psychologiczne, bo inaczej może zmęczyć). Śmiałam choć nie ma z czego, ale jak ja się śmiałam, choć należało współczuć to i inni będą się śmiać... (dopóki pod koniec nie zrozumieją o czym był film... jak i ja niestety).

Midsommer  nie polecam,  Dziedzictwo nie polecam ( nie polecam, ale "poleciałam" reżyserem naśladując Primaverę❤️ i obejrzałam, jak to ja w całości).

Adi Aster ma jeszcze jeden film : "Eddington", ale ja już chyba nie dam rady tego szaleńca oglądać.🙂

 

A z innych:

 

"Zgiń kochanie" BOSKI CUDOWNY POLECAM (pamiętajcie, że ja lubię psychologiczne). Nick Nolte (kocham go❤️) tak krótko na ekranie, a tak go pamiętam, tak wstrząsająco...klucz do zagadki filmu jest w jego postaci...nie czytałam książki, ale tak mi się wydaje...

Jenifer Lawrence zaś powinna dostawać Oskary za wszystkie role...

 

...i "WIELKI MARSZ"....polecam, ale....książkę. Tylko i wyłącznie. Koszmar zepsuć taką książkę...ech 😞film obejrzałam do końca choć mnie irytował i mierził. 

 

Edytowano przez Vitalinka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nomada

''Niech gadają''

 

Meryl Streep gra cenioną w kręgach intelektualnych pisarkę, Alice Hughes, która za namową agentki z wydawnictwa, Karen (w tej roli znana z Bajecznie bogatych Azjatów Gemma Chan) decyduje się przeprawić przez Atlantyk statkiem (gdyż nie może latać samolotami), by odebrać prestiżową nagrodę w Wielkiej Brytanii. W trwającą dwa tygodnie morską podróż zaprasza dwie przyjaciółki z czasów studiów, Susan (Dianne Wiest), prawniczkę z Chicago reprezentującą na co dzień ofiary przemocy domowej oraz Robertę (Candice Bergen), która pracuje jako ekspedientka w sklepie z damską bielizną w Dallas. Towarzyszy im bratanek pisarki, Tyler (Lucas Hedges), którego – jak się okaże – każda z kobiet będzie chciała wykorzystać do swoich celów. Piątym kołem u wozu dla tej czwórki będzie wspomniana już Karen, która podróżuje w tajemnicy przed Alice i również ma swoje plany względem przyjaźnie nastawionego Tylera. 

Alice pragnie przekształcić podróż w swoistą pielgrzymkę do grobu ukochanej autorki, XIX-wiecznej zapomnianej pisarki Blodwyn Pugh (to postać fikcyjna, nie szukajcie jej powieści w bibliotece). Rejs ma być także okazją do odnowienia znajomości z przyjaciółkami, a być może również do wyjaśnienia sobie pewnych nieporozumień z przeszłości. Szczególnie intrygująca jest postać Roberty, w świetnej interpretacji Candice Bergen, która obwinia Alice za porażki swojego życia oraz jest zdesperowana, by wyciągnąć skądś pieniądze, np. poprzez uwiedzenie jakiegoś zamożnego singla.

Pieniądze są zresztą ukrytym bohaterem tej opowieści, gdyż idea zarobku unosi się niemal nieustannie nad rozmowami postaci. Są tu one przede wszystkim jedną z oznak sukcesu, którego obecność lub brak definiują poszczególne postaci. Film jest bowiem małym studium charakterów, które albo do sukcesu dążą i o nim marzą, albo go osiągnęły, albo też zdają sobie sprawę, że umknął im on bezpowrotnie. I każda z osób na swój sposób stara się z tym jakoś uporać. Każda musi też sobie zadać pytanie jak wiele jest w stanie poświęcić, aby sukces osiągnąć: zaufanie bliskiej osoby, a może nawet swoje własne dzieło? 

Gdy te wszystkie postaci spotykają się ze sobą – a do tego grona dołącza jeszcze autor bestsellerowych kryminałów, Kelvin Kranz (Dan Algrant) – możemy przekonać się jak wiele je dzieli. Bo chociaż większość należy do grona białych intelektualistów, żyją tak naprawdę we własnych światach, nie zdając sobie sprawy jak bardzo oddalają się od siebie szukając swoich interesów i będąc ślepymi na sprawy i uczucia innych. Nie jest w stanie tego naprawić ani pokojowo nastawiona i próbująca jednoczyć wszystkich Susan, ani usłużny względem innych Tyler.

Sam statek staje się też miejscem skupiającym jak w soczewce niemal wszystkie elementy współczesnego rynku książki. Ambitna pisarka spotyka się tutaj z poczytnym autorem, a w tle pojawiają się i agentka wydawnictwa, i czytelnicy oraz… bohaterka powieści w postaci żywej osoby, która ją zainspirowała. W tych literacko-rynkowych przekomarzaniach pojawia się odwieczny dylemat komercja kontra sztuka, uznanie krytyków czy mas, tworzenie czegoś nowego i eksperymentalnego czy odtwórczy sequel dzieła, które przyniosło największe pieniądze i rozgłos. Dla wielbicieli książkowych tematów, takich jak ja sam, są to całkiem smakowite kąski. 

Nie mniej ciekawe są same kulisy powstania filmu. Na wstępie już co nieco o nich wspomniałem. Ekspresowe tempo realizacji produkcji podczas autentycznego rejsu szło w parze z innymi ograniczeniami. Reżyser filmował wszystko samodzielnie (choć jako autor zdjęć ukrył się pod pseudonimem Peter Andrews), używając kamery z ręki lub wożąc ją… na wózku inwalidzkim. Sam też swój film zmontował (jako Mary Ann Bernard). Filmując wykorzystano tylko światło naturalne lub to, które na co dzień oświetlało wnętrze statku. Użyto jedynie profesjonalnego sprzętu dźwiękowego, co było o tyle ważne, że nie można było uronić nawet fragmentu dialogów. Były one w całości improwizowane przez obsadę, choć oparte na opowiadaniu Debory Eisenberg, która zresztą była obecna na planie i w razie potrzeby spieszyła z pomocą. W jednym z wywiadów Meryl Streep zażartowała, że Soderbergh zrobił film „za 25 centów”, bo przynajmniej ona tyle dostała za swoją rolę (nie licząc darmowego rejsu). Nie wiem czy to marne honorarium skłoniło ją do tego, że zagrała bardzo oszczędnymi środkami, ale wyszło to zdecydowanie na dobre, bo stworzyła swoją najlepszą kreację od lat. Nie ustępuje jej w niczym Candice Bergen, która jest dla mnie prawdziwą gwiazdą tego filmu. Jej Roberta jest zdecydowanie najciekawszą postacią tego projektu.

Taki sposób pracy jest dosyć ryzykowny i podejrzewam, że sporo widzów może odstraszyć gadulstwo oraz pewna hermetyczność ukazanego świata i jego problemów. Mnie porwała ta filmowa podróż, która jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o tym, że pewnych rzeczy nie da się naprawić i że pewne decyzje przychodzą zbyt późno. Nie zawsze uda się zacząć wszystko od nowa. Fale nigdy nie ustają, statek płynie bez względu na wszystko, a kres podróży może nadejść szybciej, niż się tego spodziewamy.

Paweł Tesznar

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

,,Trener " rosyjski dramat sportowy z 2018 r. w reżyserii  Danila  Kozlovskygo, który zagrał tu również główna rolę. 

Film dość długo się rozkręcał, chciałam go już pięć razy wyłączyć bo ja ani nie przepadam za tym aktorem który grał tytułowego trenera ani nie było to kino rosyjskie które lubię,  czyli opowiadające o rosyjskiej prowincji, prostych ludziach  lub o ciemnej stronie  miasta, albo  skalanym wszystkimi grzechami systemie.

I zrobiłabym błąd, bo mimo wielu niedoskonałości to naprawdę dobry film.

Opowiada historię Jurija, piłkarza Spartaka,  który wylatuje z klubu bo nie dość, że nie strzelił ważnego  karnego to jeszcze zrobił taką akcje na meczu, że  musieli go zawiesić. I tak po jakimś czasie nicnierobienia został trenerem klubu, gdzieś tam na południu  tego ogromnego kraju. Ale i tu nikt na niego nie czekał z radością Zderzył się z niechęcia piłkarzy,  którzy nie  gardzili pieniędzmi z pilkarskiego pokera. Rządzącym miastem wcale nie zależało,  by klub wspinał się po tabeli,  zatem wsparcia Jurij  nie miał ani w klubie ani poza nim. Sam nie wiedział, co tu robi.  Po tych trudnych, nieefektownych początkach film w końcu wskoczył na wyższy bieg,  kiedy coś zaczynało się kleić.  Pojawił się pomysł na drużynę, zaangażowanie kibiców, była motywacja do gry i coś zaczynali wygrywać, chociaż zbitki z meczów były taką sieczką, że trudno było zorientować się, który to mecz i jaki był wynik. Ale za to gdy przychodziły mecze, którym kamera poświęcała więcej czasu,  to były świetne pokazane. Bardzo  podobaly mi się sceny z boiska.

Zatem w filmie działo się coraz lepiej i było coraz bliżej do najważniejszego meczu, który okazał się godnym finałem całego filmu.

Na zachętę mała wstawka z filmu. Pokazuje mecz który odbywał się po śmierci ojca Jurija  i oprawę, jaką dla trenera przygotowali piłkarze z kibicami- Юра мы с тобой. 

 

 

I duży plus za muzykę w filmie 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

,,Lulana. Szkoła na krańcu świata " czyli żywot człowieka  poczciwego na wysokosci 5 000 m

 

Młody nauczyciel  w stolicy Bhutanu odpracowywuje ostatni piąty rok na rzecz państwa ucząc w szkole. Nie lubi tej pracy i nie przykłada się do niej, więc zostaje oddelegowany do małej wiejskiej szkoły wysoko w Himalajach, gdzie ma uczyć tamtejsze dzieci. Jest temu bardzo niechętny,  bo w jego marzeniach powiewa australijska wiza i życie z muzyki a nie kilkudniowy marsz w górę, gdzie czeka szkoła bez okien, tablicy, przyborów, gdzie ludzie wiodą proste życie sterowane porami roku....a dusze ich są czyste jak śnieg leżący na szczytach, serca szeroko otwarte dla innych jak rozległe łąki na których  wypasają jaki, szacunek  dla drugiego człowieka, dobroć i radość są tu wdychane wraz z rozrzedzonym  powietrzem, ktore zamiast tlenu dla płuc niesie w sobie mistyczne przesłanie dla duszy. Pięknie tu i prosto. Świat, który wymyślił czlowiek nie ma tu wstępu- prąd jest nieczęstym gościem, zasięgu brak,  do sklepu idzie się tydzień. Wodę nosi się z rzeki i gotuje  na łajnie. 

Czy naprawdę tak wygląda życie  w Lulanie,  czy to idylla stworzona na potrzeby filmu?  Trudno uwierzyć, by to była prawda, by ludzie żyjący w tak trudnych  warunkach byli tak serdeczni, by ten twardy klimat nie uczynil ich szorstkimi, bardziej zamkniętymi w sobie,  skupionymi na pracy, od której zależy czy będą jeść  i jak przetrwają zimę. Tu, za równie ważne co uprawa zboża postrzegają śpiewanie pasącym się jakom, a gdy któregoś z nich trzeba zabic na mięso, czynią to wedlug ustalonych obrzędów. 

Chciałoby się bardzo by było takie miejsce.  Może więc jest?

 

https://youtu.be/iYTggIkn45Y?si=z_WZmwZj-1B5dXPU

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

,,Początek"  - włosko- francuska produkcja z 2022 r z Riccardo Scamarcio w roli plantatora Elio i Lou de Laage w roli Ester-młodej, żydowskiej dziewczyny, która jak co roku, przybywa z całą rodzin z Francjii na włoską plantację cytronów, by w ciągu dwóch tygodni wybrać najlepsze,   idealne owoce, które będą częścią obrzędów tych ultraortodoksyjnych Żydów.

Elio uprawa ziemię, która odziedziczył po ojcu. Nie takie mial życiowe plany ale tak się wszystko ułożyło,  że to on wrócił  by zająć się plantacją, gdy jego rodzina została w Rzymie. Nie chce sprzedać ani kawałka ziemi, nawet tej, której nie obrabia,  tłumacząc to rodzinną tradycją i tym ile znaczyła dla jego ojca.

Ester natomiast czuje się spętana religijnymi obostrzeniami, które odbierają jej życie zwykłej młodej dziewczyny. Pragnie dla siebie innego świata, takiego, który pozwalałby jej samej chodzić do baru, zdjąć rajstopy latem,tańczyć , podłączyć  internet. Jest to jednak bardzo trudne, bo dla jej ojca religijność jest dniem codziennym, sensem wszystkiego,  wskazówką  i celem życia. Dla Ester ojciec to autorytet,  przewodnik, darzy go miłością i dlatego wybranie drogi,  która jest przeciwna jego naukom, moze być dla niej nie do osiągnięcia. 

 

Ładny film, chociaz o samej platancji nie ma za dużo, to jest więcej o wyborach  które dokonujemy  lub które dokonują za nas inni.  

Bardzo ładnie nakręcony,  piękne zdjęcia,  warto zobaczyć by poczuć trochę włoskiego słońca, poznać nowy, rajski owoc,  zobaczyć życie codzienne ortodoksyjnych Żydów. Docenić własną wolność albo wręcz  przeciwnie- zatęsknić do przynależności. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

,,Za rzekę, w cień drzew "

Film na podstawie powieści Hemingwaya opowiada historię  pułkownika Cantwella i dzieje się podczas ostatnich dni wojny we Włoszech.  

Pułkownik ma poważnie chore serce, jego zycie zmierza ku końcowi. Na ostatni weekend wybiera sie do Wenecji, mowi wszystkim, ze chce jeszcze raz zapolowac na kaczki.

W Wenecji spotka młodą hrabinę, która spędzi z nim ten czas  a tuż za nimi będzie podążał oddany mu sierzant znoszac jego niechęć i oschłośc.

Co młoda śliczna dziewczyna zobaczy w tym schorowanym i popijającym z piersiówki pułkowniku,  że zostawi swój świat by poświęcić cały czas właśnie jemu? I dlaczego właśnie tu chce on spędzić ostatni weekend? Jaka przeszłość  czeka za rzeką w cieniu drzew? Bo przecież nie przyjechał tu spacerować ciemną, pustą, wilgotna Wenecją  i podziwiać  freski na nie do końca zburzonych murach. A juz na pewno nie polowac na kaczki. 

 

 

Dziś Walentynki, ale zadnego ładnego filmu o miłości ostatnio nie zobaczyłam.  To niech będzie chociaż wejscie na szlak na górę  zakochanych:

 

20250803-094821.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Koń turyński.
Dnia 8.01.2026 o 20:53, la primavera napisał:

Trzymasz zatem w dłoniach film o schyłku życia którego autor osiągnął już ten koniec. 

 

Ciekawe, czy spodoba Ci się film. Ma bardzo dobre recenzje, arcydzieło itp .Ja go zaczęłam i ..cała nadzieja w Moni, że dooglada za mnie 🙂 

Już trochę czasu minęło od obejrzenia tego filmu. Podchodziłem do niego z ostrożnością powodowaną przez te opinie krytyków o arcydziele. Obawiałem się rozczarowania. I włączyłem film wtedy, gdy odsunąłem na bok te super recenzje. Podszedłem do zwykłego filmu. Spodobał mi się bardzo. Jest prosty, ale nie jednoznaczny. Niby film o schyłku życia... a jednak nie. W filmie nie ma ani jednej sceny śmierci. Nawet choroba nie jest wspomniana. I tak dużo żeczy ma znaczenie. Tytuł filmu i marginalna ilość miejsca poświęcona tytułowemu bohaterowi. To celowy zabieg, wg mnie. Bo jest to film o ociosanych emocjach. O empatii, której nie daje się prawa zabierania głosu i może tylko szeptać, tak, by nie wybić się ponad twarde reguły prostego, normalnego, nieczułego życia. W pewnym momencie można zauważyć nawet, że dla gospodarza ważniejsze jest zabranie palinki (alkohol), niż troska o konia. A chyba nie jest ten gospodarz alkoholikiem. Po prostu ma zwyczaj wypicia kieliszka jakby na rozgrzewkę.
Zauważyłem dwa techniczne niedociągnięcia. Jakby uproszczenia. Jedno - gdy córka chce zaczerpnąć wodę ze studni. Wrzuca drewniane wiadro do studni i natychmiast wyciąga. Wyciąga pełne wiadro. Tak szybko by się ono jednak nie napełniło. Jest to więc jakiś skrót. Uproszczenie. Druga sytuacja to rozpalenie ognia w piecu. Kobieta włożyła drewno, podpaliła je zapałką i ogień od razu zaczął buchać. Jakby to było wcześniej polane łatwopalną cieczą.
Film jest dość długi, ale po końcowej scenie miałem poczucie, że chciałbym, żeby trwał dalej. Wtopiłem się w jego nastrój. Myślę, że można go oglądać wiele razy. I za każdym razem przeżyć go inaczej.

Teraz, po tym pierwszym obejrzeniu, jest to dla mnie film o ociosanych emocjach. O emocjonalnym zniewoleniu życiem. I niezdolności do ucieczki. Wyrwania się z tego, co oczywiste i od wieków praktykowane.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.






  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 697
    • Postów
      260 874
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      951
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    czarna_espresso
    Najnowszy użytkownik
    czarna_espresso
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • Koń turyński.
      Już trochę czasu minęło od obejrzenia tego filmu. Podchodziłem do niego z ostrożnością powodowaną przez te opinie krytyków o arcydziele. Obawiałem się rozczarowania. I włączyłem film wtedy, gdy odsunąłem na bok te super recenzje. Podszedłem do zwykłego filmu. Spodobał mi się bardzo. Jest prosty, ale nie jednoznaczny. Niby film o schyłku życia... a jednak nie. W filmie nie ma ani jednej sceny śmierci. Nawet choroba nie jest wspomniana. I tak dużo żeczy ma znaczenie. Tytuł filmu i marginalna ilość miejsca poświęcona tytułowemu bohaterowi. To celowy zabieg, wg mnie. Bo jest to film o ociosanych emocjach. O empatii, której nie daje się prawa zabierania głosu i może tylko szeptać, tak, by nie wybić się ponad twarde reguły prostego, normalnego, nieczułego życia. W pewnym momencie można zauważyć nawet, że dla gospodarza ważniejsze jest zabranie palinki (alkohol), niż troska o konia. A chyba nie jest ten gospodarz alkoholikiem. Po prostu ma zwyczaj wypicia kieliszka jakby na rozgrzewkę. Zauważyłem dwa techniczne niedociągnięcia. Jakby uproszczenia. Jedno - gdy córka chce zaczerpnąć wodę ze studni. Wrzuca drewniane wiadro do studni i natychmiast wyciąga. Wyciąga pełne wiadro. Tak szybko by się ono jednak nie napełniło. Jest to więc jakiś skrót. Uproszczenie. Druga sytuacja to rozpalenie ognia w piecu. Kobieta włożyła drewno, podpaliła je zapałką i ogień od razu zaczął buchać. Jakby to było wcześniej polane łatwopalną cieczą. Film jest dość długi, ale po końcowej scenie miałem poczucie, że chciałbym, żeby trwał dalej. Wtopiłem się w jego nastrój. Myślę, że można go oglądać wiele razy. I za każdym razem przeżyć go inaczej. Teraz, po tym pierwszym obejrzeniu, jest to dla mnie film o ociosanych emocjach. O emocjonalnym zniewoleniu życiem. I niezdolności do ucieczki. Wyrwania się z tego, co oczywiste i od wieków praktykowane.
    • Gość w kość
      a skąd!   ... aczkolwiek ograniczam🤨
    • Gość w kość
    • KapitanJackSparrow
      😁
    • Dana
    • Gregor
      Lnyavska
    • xxx
      Niepowtarzalny
    • KapitanJackSparrow
      Z CYKLU FAJNY FILM OBEJRZALEH Ołowiane dzieci reż. Macieja Pieprzycy. Serial na (N reklama x 😄). Wyśmienity moim skromnym zdaniem. Myślę, że warto zapamiętać nazwisko tego reżysera, bo liczę na kolejne, równie dobre filmy w jego wykonaniu — takie, które na stałe zapiszą się w jego filmografii i w naszych głowach, podobnie jak omawiany poniżej, nie bójmy się tego slowa- klasyk gatunku. Pan Maciej najwyraźniej przekuł doświadczenie zdobyte przy filmie ,,Jestem mordercą",  bo stworzył nam wybitne widowisko osadzone w rzeczywistości socrealizmu stosowanego. Naprawdę,  starałem się złapać jakiś detal niezgodności w scenografii, czy w kostiumach, czy w zachowaniach ludzi. Wszystko perfekcyjne przeniesione z epoki lat siedemdziesiątych, w tym mentalność i logika myślenia. Reżyser jakby za sprawą wehikułu czasu przenosi nas o 50 lat wstecz w historię, która porusza, wzrusza, ale na pewno nie pozostawia nikogo obojętnym. Naprawdę jestem w szoku, że mamy / niestety mieliśmy taką bohaterkę  jak pani doktor Jolanta Wadowska-Król. I że dopiero za sprawą tego filmu, o niej usłyszałem, o jej dokonaniach, heroizmie i niespotykanej w tamtych czasach odwadze. Ślaska Akademia Medyczna dopiero w 2023 uhonorowała ją doktorem honoris causa. Miło, że przyszła refleksja po latach, refleksja nad krzywdą  wyrządzoną kiedyś tej pani i to przez naukowców. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Akademia nie robiła chyba tego zbyt gorliwie i chętnie, bo zajęło im to blisko 35 lat , aby naprawić swój błąd. Liczę też, że były to ich czyste intencje, a nie z powodem była ekipa filmowa,  która zbierała materiał na film.  Właśnie, film.  W rolę głównej  bohaterki wcieliła się moja ulubienica Joanna Kulig.Ha! Jeśli do tej pory czytelniku tej recenzji nie przekonałem cię do tego filmu to niech zabrzmi to,  że nawet okazały biust tej pani,   nie był w stanie mnie rozproszyć w pochłanianiu odcinka serialu za odcinkiem. Ale co tam pani Joanna ...w serialu  tłoczy się od pełnokrwistych postaci drugoplanowych, że nie w sposób ich wszystkich tu wyróżnić.  Tematem filmu, powiem  krótko  jest ołowica dzieci na Śląsku w pobliżu huty Szopienice.  Szybko się okazuje, że  proste dziś wydawałoby się problemy,  zataczają w tamtych czasach absurdalne kręgi zdarzeń.  Dla przeciwwagi realiów życia ówczesnych robotników i ich rodzin , częstowani jesteśmy archiwalnymi kronikami filmowymi która w tamtych czasach była powszechnym  narzędziem do siania patosowej propagandy. Ten zabieg jeszcze mocniej wciska nas i przenosi do roku 1974.  Zgrzeszyłbym gdybym nie zatrzymał się na chwilę nad muzyką, która rozbrzmiewa i cieszy ucho...Breakaut, Jantar.. Grechuta.  Więcej o filmie nie będzie, nie chcę spojlerować i psuć komuś widowisko. Po prostu jest to pozycja obowiązkowa. Ciekaw jestem też odbioru filmu  przez pokolenie Z. No jeśli w ogóle to obejrzą 😅🤣. Dla mnie smaczne kino, które porusza ciekawy problem który nierzadko możemy jeszcze po dziś dzień obserwować, gloryfikuje zmarłą niedawno panią doktor. Bohaterkę przez duże B. Gorąco polecam.    
    • Gregor
      Derywowanie 
    • Nafto Chłopiec
      Ja pier...dopiero dzisiaj się zorientowałem, że w tym mieście są dwa kluby piłkarskie które w dodatku...grają dzisiaj mecz ze sobą 🤦😡
    • Pieprzna
    • Pieprzna
      Ostatnio byłam tak zawiedziona gdy sąsiad kawaler pokazywał mieszkanie po remoncie 😄
    • Vitalinka
      Aj tam ręczników nigdy nie za wiele, a to są ręczniczki😊 poza tym ja piszę, że JA bym kupiła, a Ty akurat wolisz breloczki i ok🙂
    • Vitalinka
    • Nafto Chłopiec
      Na co mi ręczniki w obecnie liczbie sztuk ok 20? 😴
    • Nafto Chłopiec
    • Aaa...
      Za dużo kawy?
    • Gość w kość
      dziękuję🙂 robię, co mogę😉
    • Gość w kość
      Mam dreszcze, mnożą się I tracę nad sobą kontrolę Bo moc, którą dajesz Jest elektryzująca Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,grease,you_re_the_one_that_i_want.html   o tak!🤨    
    • KapitanJackSparrow
    • Gość w kość
    • Vitalinka
      Trzy strofki Cyprian Kamil Norwid   Nie bluźń, żem zranił Cię, lub jeszcze ranie, Bom Ci ustąpił na mil sześć tysięcy; I pochowałem łzy me, w Oceanie, Na pereł więcej!...   I nie   m y ś l — jak Cię nauczyli w świecie Świątecznych- uczuć — ś w i ą t e c z n i — c z c i c i e l e — I nie mów, ziemskie iż są marne cele — Lecz żyj — raz — przecie!...   I   m y ś l — gdy nawet o mnie mówić zaczną, Że grób to tylko, co umarłe chowa — A   m ó w... że gwiazda ma była rozpaczną, I — bywaj zdrowa...
    • Vitalinka
      spadające brokatowe pisanki, a na dole zajączki i kurczaczki, które je łapią w koszyczki, by się nie rozbiły🤗 (poniosło mnie😉). Ja bym mogła mieć jeszcze śnieg nie wiem czemu mi wyłączyli skoro u mnie -9 stopni i zima❄️
    • Vitalinka
      hahah, ok😄  to się dogadujemy tymi gifami jak "ślepy z głuchym" 😄    
    • Nomada
      Mi raczej chodziło o totalne wyluzowanie przy sobocie.
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...