Skocz do zawartości


Viktoria

Wiosna tej jesieni

Polecane posty



Anezka

Czekoladowe Mikołaje i świąteczne ozdoby, pod którymi uginają się sklepowe półki jakoś kłócą się z temperaturą powyżej 20 stopni. Gdzie ta moja chłodna, ponura jesień się podziała?  ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

U mnie tez temperatura powyżej dwudziestu kresek w dzień ale i w nocy nie spada poniżej dziesięciu. W ogrodzie kalina puściła kilka kwiatów. Dziwnie to wygląda. Jesienne liście i wiosenne białe kwiaty

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

Mnie się podoba.

Bez pluchy, wiatru, deszczu.

Złota, ciepła i słoneczna- taką jesień lubię.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MXY

Mi się bardzo podoba tak jak jest, a nawet mogłoby być jeszcze cieplej! ? Nie cierpię sezonu jesienno-zimowego, jak jest zimno, szaro i ponuro, wietrznie i deszczowo, dopada mnie wtedy jesienna depresja ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

A dziś zrywałem owoce pigwy i jak się okazało to i ona ma kwiaty. Wiosna.

10 godzin temu, la primavera napisał:

Mnie się podoba.

Bez pluchy, wiatru, deszczu.

Złota, ciepła i słoneczna- taką jesień lubię.

Może i tak ale o tej porze góry powinny być juz białe

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera
17 godzin temu, Dionizy napisał:

 

Może i tak ale o tej porze góry powinny być juz białe

A kto decyduje o tym, jakie góry mają być? Może one wcale nie lubią zimy?

Może  nie chcą marznąć na zimnym wietrze i dźwigać na swoich ramionach zwałów śniegu?

Nikt góry nie pyta, jak chce wyglądać, czy jej nie zimno, czy nie ma kataru jak z gołą głową stoi. Wszyscy tylko przyjeżdżają i mówią jak ładnie u pani góry. Oglądają, dotykają, wchodzą, schodzą, jeżdżą po niej a potem idą się grzać góralskimi herbatkami a ona zostaje sama. Nikt jej nie zaprosi, nikt grzanca nie przyniesie. Każdy myśli o sobie. To góra też będzie myśleć o sobie i jeśli postanowi, że w tym roku biała nie będzie, to nie będzie.

 Będzie w kwiatki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Primavero!!!.

Panienka jest przekorna i kłótliwa!

To nie przystoi Pannie z Twoich sfer.

A Góra? Ona jest dojrzałą piękną kobietą i jako taka bardzo lubi zmieniać suknie i inne elementy odzienia. Wczesną wiosną na świeżość młodej zieleni upina krokusy wielobarwne, wstydliwe przebiśniegi ze spuszczonym główkami. Czasem pojawiają się też gdzieniegdzie żółte żonkile. No ale jej jak każdej kobiecie jest wciąż mało i mało. Narzuca na siebie kolejne warstwy różnorakich zieleni. Od bardzo jasnej młodych pędów sosny i kosodrzewiny, poprzez jeszcze nie wyrośniętą zieloność listków brzozy i buczyny aż po  intensywną barwę porostów i mchów w dolnej warstwie. Tuż przy samej skórze kobiecej góry. Nie trwa to zbyt długo bo juz z chwilę suknia przybiera bardziej dojrzała tonację. Zieleń traci jasne odcienie a wszystko staje się bardziej pełne, intensywne. zmysłowe. Swoim zapachem doprowadza do utraty zdrowego rozsądku i ostatnich odruchów moralności. Zachęca by rzucić się w otchłań zapomnienia.

Choć na chwile

Chociaż raz

Dojść do szczytu z okrzykiem uniesienia

Zapomnieć że istnieje na świecie coś więcej niż ona. Góra

Po jakimś czasie pojawiają sie efekty tamtych swawolnych górskich igraszek a ona sama przystraja sie w radosne barwy złota i czerwieni Owoce tamtych chwil są wszędzie. na dole tuż na przedgórzu rozsypane orzechy leszczynowe trochę wyżej maliny i ostrężyna. Wszędzie mnóstwo trójkątnych nasion bukowych  które mają ponoć jakąś zawartość psycho-genów powodujących widziadła i omamy. No i wiewiórki zbierające co się da  i upychające gdzie tylko można. No i teraz dochodzimy do sedna. Trzeba usankcjonować tamte wybryki. Ukochana góra przywdziewa biała nieskazitelną suknię z upiętymi w niej miliardami diamencików lodowych. I choć nie wypada oglądać panny młodej jeszcze przed obrzędem niekiedy siedzę godzinami wpatrzony w jej cnotliwy i niewinny wygląd. Obiecuję jej miłość na zawsze i że nigdy jej nie opuszczę. Aż do śmierci. Potem wkładam swój strój godny spotkania z górą i zmierzam w jej kierunku z nadzieją kolejnego dojścia na szczyt.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zuzia
3 godziny temu, la primavera napisał:

Czytam to i czytam i naczytać się tego nie mogę....

 

Macie moi kochani wyobraźnię, oj macie :) 

Primavera mam do Ciebie malutką prośbę, taka malusieńką, która sprawiła by mi dużo radości... zaloguj się i nie pisz z gościa, tylko tak jak my :) Pomyślisz o tym?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy
12 godzin temu, la primavera napisał:

Czytam to i czytam i naczytać się tego nie mogę....

 

Powinnaś teraz wymierzyć mi klapsa lub nawet bat za to że szybko pisałem jakby ktoś mnie gonił a potem bez czytania kontrolnego wkleiłem tekst. Jest trochę nie najlepszych kawałków i powtarzających się słów jakby mi ich brakowało w słowniku. Darujcie. Obiecuję poprawę

Primavero. To co piszę i jak to robię jest w dużej mierze Twoją zasługą bo na piękne konstrukcje jakie nadajesz swoim wypowiedziom nie wypada odpowiedzieć inaczej jak tylko z zaangażowaniem. Mam nadzieję ze to nie ostatni nasz dialog a tylko rozgrzewka przed tym co nieuchronnie musi nastąpić.

A Jesień?

Przyjdzie tylko trochę się spóźnia bo hipermarket ma urodziny> To taki częsty slogan reklamowy a ja sobie wyobrażam jak to on się narodził i jaka był reakcja tatusie gdy na porodówce usłyszał':

-Ma pon piękny market. Jeszcze jest malutki ale wkrótce urośnie.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

Zizi, pomyślę, ale nie rozumiem jakie ma znaczenie to, ze jestem niezalogowana?

Jak to pisał Shakespeare:

,, Czym jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało" 

Dionizy

To nie książka, żeby trzeba było korekty nanosić. 

Możesz redagować własne teksty. Będą wtedy idealne i poprawne. Ale czy o to Ci chodzi?

Mam nadzieję, że nie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Masz rację Primavero ze raczej nie chodzi o tworzenie ideału a przy zbytnim przy głaskaniu z pierwotnych myśli Frywolnych, żywiołowych  może się zrobić : ,, ą i ę ,,

A co do logowania jestem ZA!!!. Nie będziesz wtedy taka szara tylko ubierzesz się w ślicznego Avka i dostaniemy nowe możliwości komunikacji No i będzie można okazać swój stosunek emocjonalny na napisany tekst. Lepiej by było ale wszystko zależy od Ciebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

Dziś jesień mgłę na siebie przyodziała. Z rana, jakby jeszcze sen na ramionach niosąc, moczyła włosy wilgocią, odkrywała miejsca gdzie zwisały pajęczyny ciężkie od nadmiaru rosy.

Już prawie południe, a ona dalej mgłą świat zaściela. Niewzruszona stoi słońcu na drodze. Popołudniowym deszczem straszy. Wieczornym zimnem. 

Wezmę jesień do kina na komedię. Może humor jej wróci, ze słońcem się pogodzi, pędzel do dłoni weźmie by biel mgły pokolorować, Włóczykija zawoła:

 

,,Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.

Taki wymarsz zawsze jest nagły.
W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. Tam gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt trawy.
Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą:„odszedl widać jesień się zbliża"- Jansson

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Widziałem go dziś o świcie na naszej uliczce. Szedł bardzo szybko od strony zielonych jeszcze wzgórz w kierunku pól rzepowych gdzie machały na niego swoimi szmacianymi rękawami strachy na wróble. Machały one rytmicznie w takt kroków Włóczykija: Lewa, prawa, lewa prawa..... otuliła go mgła słychać już było tylko szuranie jego butów Przeleciały mi dreszcze po plecach. Nie wiem czy to z tej scenerii czy czy to był oddech chłodnego mglistego poranka.

Muchy poszły już spać w szparach w podbitce chyba już do wiosny a stary pająk siedzi już chyba tylko z przyzwyczajenia na pokrytej drobinkami mgły ileśtamrazy łatanej pajęczynie.

Powiedziałem do niego:

-Jesień idzie stary

nie popatrzył na mnie tylko wzruszył obojętnie trzecią parą odnóży 

-Ech tam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

Każdy ma swego włóczykija w duszy, którego czasem chciałby wyjąć z siebie, pasterski kij do dłoni włożyć, apaszkę na szyji zawiązać i puścić przed siebie. Żeby żył za nas. On ma tę odwagę, która pozwala mu podejmować decyzję, on ma to nic, co nie trzyma go w jednym miejscu. Mając cokolwiek, już miałby coś do stracenia, co zamąciloby jego włóczęgowski sposób życia. Dlatego musi mieć nic. Musi być sam. Musi nikogo nie kochać. Musi nikogo nie mieć.  

Wiatr jesienny o przemijaniu przypomina, prostoty życia szuka zaglądając do...ups, otóż nie zaglądnie do mieszkań przez super szczelne okna, nie będzie świszczal w kominie  ze świerszczami przyniesionymi  wraz z drewnem do kominka. Nie ma komina,  nie ma prawdziwego ognia tylko jakieś kolorowe podrygi prądu udają tańczące iskry w ,, ekologicznym" kominku. 

Jesień. Zasnął  jeż w olszynie, myszki w norkach zapasy sprawdzają, motyli już brak, malwy dawno zaschnięte pod płotem połamane leżą. To tą jesień poczuł Włóczykij, to ona zaśpiewała mu do ucha,, chodź" . I poszedł uwiedziony  zapachem niezebranych,  zasuszonych na krzewach owoców które już wkrótce, gdy zima świat w posiadanie weźmie, staną się stołówką dla leśnych mieszkańców.

A my chowamy swojego włóczykija na dno swojej duszy i zostajemy w swoich wypielęgnowanych domach, męcząc się luksusem posiadania rzeczy których żal stracić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Przerażasz mnie czasem Pocahontas. Tak łatwo sięgasz po tajemniczy notes skryty gdzieś bardzo głęboko w duszy przed wścibskim okiem ciekawskich moralnych z sąsiedztwa. Potem kartka po kartce odsłaniasz kolejne pokoje, osoby, wcielenia. Jak na razie ujawniłaś tego najbardziej widoczny ubiór włóczykija. Nie wiem jak inni ale tak bardzo trudno mi jest się oprzeć chęci zerwania wszystkich sznurków lin i nitek poplątanych między mną a domem, pracownią, klientami, ogrodem i setką innych rzeczy składających się na potężną kotwicę trzymającą tu i teraz... Może takie drastyczne zrzucenie więzów jest nie możliwe ale dobrze jest raz na jakiś czas uwolnić szwędacza i niech zniknie gdzieś we mgle i zaroślach. Choćby to nawet była jesień. A co oprócz włóczykija?

U Ciebie gdzieś tam blisko pieca tuż za sercem siedzi w bujanym fotelu dojrzała doświadczeniem kobieta. Przeczytała w swoim życiu tysiące książek, opowiedziała setki historii. lekko zmrożonymi oczami zagląda w ludzkie wnętrza. Robi na drutach z ciepła życzliwości szalik kolorowy. Jest on tak długi że można nim obwiązać wszystkich bardziej i mniej bliskich i znajomych. Ja też mam nadzieję. Mimo to ciągle go przybywa Musi go wystarczyć aż do wiosny

Rzuciłem dziś rybkom w bajorku ich ulubioną karmę. Nie zjadły. Nie widać ich. Moze odleciały gdzieś do ciepłych krajów na zimę?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Wróciłem tutaj kolejny raz. To dziwne jak łatwo przyzwyczajam się do miejsc nadając im rangę prawie świątyni lub chociaż znaczącego pomnika. W rzeczywistym życiu też tak mam. W moim ogrodzie każde miejsce ma swoja nazwę i historię często znaną tylko mi. Jest Wzgórze Kościuszki potocznie zwane szybowcowym bo z tamtego miejsca najlepiej wzbija się w przestworza mój pojazd myślowy do lotów w chmury i wyżej, wyżej... Jest miejsce zwane przez dwoje ludzi w tym mnie Domkiem Pod Konwaliami W nim układam wszystkie nierealne marzenia i tęsknoty. Prawie co dzień tam zaglądam patrząc czy plany są wystarczająco ambitne a tęsknoty wystarczająco piekące. No tak ale przecież nie o ogrodzie dziś miałem mówić. Pamiętasz tą górę o której Ci opowiadałem? W zeszłym tygodniu wiał wiatr od Rozdroża Izerskiego. W telewizji mówią o jakiś anomaliach i huraganach u nas ale oni nie wiedzą. Dwa razy w roku przychodzi taki czas gdy od Rozdroża wieje silny jednostajny chłodny wiatr. Nie wiem czy kiedyś juz słuchaliście halnego. Nie przyspiesza, nie ma porywów, nie zmienia kierunków. Ponuro bucząco wieje tak że czasem po plecach biegają mrówki. Po kilku dniach wszystko ustaje. Zmienia sie pora roku w górach. Od dwóch dni całe pasmo szczytów zasłonięte jest parawanem mgieł i chmur. Moja wielka góra zmienia suknię na tą nieskazitelną. Za kilka dni pokaże sie w pełnej okazałości. Po kilku subtelnych spojrzeniach wyszepcze :

- Choć Dionizy

A ja pójdę jak zawsze idę na jej wezwanie nawet gdyby to było już ostatni raz.......

Od jakiegoś czasu spędzam w górach dzień wszystkich świętych czyli pierwszego listopada. Kilka lat temu na jednej z równi w górnych warstwach natchnąłem sie na taki zwykły drewniany krzyż oparty o skałę Miał przymocowaną tabliczke. > ŁUKASZ 27 lat< Pod tym krzyżem na małym placyku wysypanym żwirem i otoczonym kamieniami palił się znicz.Taki zwykły z Biedronki. Przez dluższą chwilę wpatrywałem sie w płomyk jak zamurowany. Dlaczego tu ? Potem szukałem informacji o tym Łukaszu. Okazało sie ze był on bardzo lubianą postacią. Zrezygnował z życia wśród ludzi  i zamieszkał tam w małej jaskini wśród skał i dziewiczych tam karłowatych lasów. Czasem tylko schodził około cztery kilometry do wsi a tam ludzie dawali mu jakiś chleb, jakieś domowe przetwory, konserwy. Lubili go i nie pytali dlaczego tak? 27 lat. Młody chłopak. A może on wiedział już wszystko?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
la primavera

Dionizy.

Miło się z Tobą filozofuje.

Zwłaszcza gdy ciepło w domu, lodówka pełna, rachunki opłacone. Życie. Ma też stronę praktyczną. Bez której trudno sobie pozwolić na bujanie w obłokach. Nie umniejszam znaczenia pracy, codzienności, obowiązków. Mają sens, rozwijają, dają satysfakcję, radość, że się coś potrafi. 

 

Gdzieś trzeba jednak znaleźć ciche miejsce, gdzie słychać własne myśli. Bo to nie do końca jest tak jak w Seksmisji:

,,Czy Ty czasem nie jesteś chora Lamia? Zdrowy organizm żyje i działa. Dopiero chory zastanawia się nad sobą."

 

Lubię się trochę pozastanawiać. Ale nie  za dużo. Obawiam się, że szpitale psychiatryczne pełne są tych, co zastanawiali się za bardzo. Niekoniecznie chcę tam zamieszkać. Chociaż, bycie Napoleonką Bonaparte jest trochę kuszące.

 

Natomiast bez ograniczeń lubię się światem zachwycać. 

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Świat to takie bardzo rozległe określenie. Może już gdzieś tu napisałem to ale moja teoria jest taka ze świat rodzi sie za każdym razem gdy rodzi się dziecko. To jego świat. Najpierw zawiera tylko cyca mamy i jakieś mgliste obrazy ale ten świat ciągle rośnie i sie rozwija. Nabiera nowych form i elementów. Zjawiają sie w nim zabawki i smakołyki... Potem ten już dorosły człowiek rozbudowuje go o przekonania, wiarę, hierarchię wartości i obiekt kultu by nie powiedzieć Boga. Dla jednych jest to samochód luksusowy w garażu, dla innego będzie to ukochana osoba, rodzina, codzienna puszka piwa. Rzadko jest to Bóg lokowany w kościele choć wszyscy twierdzą inaczej. A koniec świata? też następuje indywidualnie wraz ze śmiercią. Tylko czy tam z drugiej strony wystawiają cenzurki? Tego nie wie nikt

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zuzia

Zastanawiam się... czy warto się zastanawiać?

Ja generalnie dużo milczę i analizuję obserwując świat.

Zawsze myślałam że będę miała na to dużo czasu i pewnie tak będzie.

Tylko dlaczego to wszystko tak szybko się zmienia? 

 

Miło się Was czyta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy
5 minut temu, Zizi napisał:

Zastanawiam się... czy warto się zastanawiać?

Ja generalnie dużo milczę i analizuję obserwując świat.

Zawsze myślałam że będę miała na to dużo czasu i pewnie tak będzie.

Tylko dlaczego to wszystko tak szybko się zmienia? 

 

Miło się Was czyta.

Ciebie też Zizi. Czemu tak szybko?

Nie wiem.

Znowu wracamy do jesieni

Czy już minął rok?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zuzia

Tak, minął rok. Już któryś z kolei. 

Co roku jesień maluje mi się inaczej, liście inaczej szeleszczą pod stopami, deszcz inaczej moczy moje włosy.

Włóczykij we mnie robi się leniwie stary, udaje że śpi... a może go ktoś podmienił? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dionizy

Nikt go nie podmienił. On tylko czeka na odpowiednią porę. Masz rację ze za każdym razem listopad jest inny. Ma inne myśli Inaczej układa złote liście na myślach....a może myśli na złotych liściach. Jakie to ma znaczenie gdy rozpanoszyła się bezradność. Nie wiem. Wtulę się w sosnę przydrodze do spotkania z nadzieją że wszystko opowie mi. Na ucho. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.






  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 697
    • Postów
      260 885
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      951
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    czarna_espresso
    Najnowszy użytkownik
    czarna_espresso
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Chi
      Klasykami Waść poleciał to może i ja poszperam w pamięci ?     Dużo roboty jeszcze dzisiaj przede mną, to sobie uprzyjemnię trochę czas.      Ale najpierw kilka świeżynek        
    • Niekulturalny
      "Drzewa i ich powiązania" (Trees and Other Entanglements) - film dokumentalny w reżyserii Irene Taylor. Wygląda jak nakręcony na zlecenie firmy trudniącej się wyrębem drzew i ocieplaniem wizerunku właściciela, jednak nie jest typową propagandą. Może być impulsem do zastanowienia nad ideą panowania człowieka nad naturą i światem, w którym żyje. Ukazuje techniki, jakimi człowiek posługuje się, by czuć się lepiej w tej roli. Jedną z tych technik jest sztuka. W tym przypadku sztuka bonsai. Mistrzowie bonsai kochają swoje "dzieła", nawet któryś przyznaje, że jego stosunek do jego drzewek jest intymny. Wzrusza się i szczyci opieką. Nawet nie zauważając przy tym, że jest to tworzenie na kanwie "cierpienia", zmuszania organizmu do życia w bardzo okrojonych warunkach. Tak, by hamować jego wzrost. Sztuka nie jest jedyną zasłoną. Możemy się przyjrzeć przywiązaniu konkretnych ludzi do drzew. Powiązaniu ich wspomnieniami z  życiem ludzi posiadających lub uprawiających jakiś kawałek ziemi.  Jest też trochę o fotografii. O zachowywaniu pamięci o konkretnych drzewach, które przeżyły szmat czasu, aż nadszedł ich kres i ich potęga pozostaje już jedynie na papierze. Gra sentymentu, wzniosłych uczuć i... nieobecność żalu na widok wyrębu. "Kiedyś powiedziałem, że drzewa są rośliną uprawną i miałem rację" - to cytat z amerykańskiego przedsiębiorcy branży drzewnej. Warto obejrzeć. Nie jest to atak na przemysł i po komentarzach na Filmweb widać, że ten film może też wzruszać. 
    • la primavera
      Długo trzeba było czekać na Twoją refleksję o filmie.  Miło,  że w końcu pojawiła się.  Swojej nie dodam,  bo widziałam tylko kawałek  i nie zaciekawił mnie. A Monia nie chciała dokończyć  😉   Życie 🙂   Słuchałam rozmowy z Romanem Rogowieckim, który zachwalał serial  ,,Jedyna" o szczęśliwym świecie, który tym szczęściem.tłamsi. I o tych kilku,którzy chcą powrotu normalności. Seriale oglądam rzadko, ale może ten warto będzie obejrzeć.    
    • la primavera
      ,,Amundsen " z 2019 r Film przedstawia  Roalda Amundsena- zdobywcę bieguna południowego, brata, kochanka, kapitana, Norwega. Poznajemy go w tych wszystkich rolach, bo film nie opowiada o tej jednej słynnej wyprawie ale obejmuje większa część jego życia  i do głosu dochodzą ludzie z jego otoczenia i jego bliscy, np brat Leon, który  długo trwał przy nim, wspierał i finansował jego wyprawy. Dzięki temu mamy obraz Amundsena nie tylko zdobywcy ale i człowieka,  ze wszystkimi jego wadami, z trudnym charakterem,  bez empatii, skupionego na sobie. Ale czy człowiek, który dociera tam, gdzie innych jeszcze nie bylo, może byc pozbawiony cech przywódczych,  wręcz autorytarnych? Wybujałe ego, które pchało go w tym wyścigu o palmę bycia pierwszym człowiekiem na biegunie,  nie odebrało mu jasności oceny sytuacji, dzięki czemu podejmowal właściwe decyzje podczas wyprawy,  którą solidnie przygotował, skupiając się na współdziałaniu  z naturą  a nie pokonywaniu jej.  Mnie film zaciekawił, spodobał mi się -surowe kino, chlodni bohaterowie, śnieg i mróz. I Pål Sverre Valheim Hagen jako Amundsen
    • Ups...
      Nie wiem, jak to się stało, że napisałem "żeczy"  Może to też jest istotne przy tym opisie filmu? W jakimś sensie wszystko ma znaczenie. Również to, że reżyser, zgodnie z zapowiedzią, nie nakręcił potem nic nowego. Jakieś takie stopienie życia z refleksją. Życie tzw. realne przemieszane z ideą, fantazją, uczuciem i jego zanikaniem. Doskonałość chyba nie istnieje. Pojawiają się błędy i potknięcia. Upadki i bezsilność. Jak u F. Nietzsche.
    • Trop Gloter
      16 lutego 1900 r. trzy państwa (USA, Wielka Brytania i Niemcy) podpisały układ o oddaniu zachodniej części archipelagu Samoa (wyspy Upolu i Savaiʻi) pod zwierzchnictwo Niemiec. Była to ostatnia kolonialna zdobycz Niemiec. Niemieckie zwierzchnictwo nad tą częścią archipelagu zakończyło się po 14 latach, gdy wspomniane wyspy zajęła armia Nowej Zelandii.
    • Koń turyński.
      Już trochę czasu minęło od obejrzenia tego filmu. Podchodziłem do niego z ostrożnością powodowaną przez te opinie krytyków o arcydziele. Obawiałem się rozczarowania. I włączyłem film wtedy, gdy odsunąłem na bok te super recenzje. Podszedłem do zwykłego filmu. Spodobał mi się bardzo. Jest prosty, ale nie jednoznaczny. Niby film o schyłku życia... a jednak nie. W filmie nie ma ani jednej sceny śmierci. Nawet choroba nie jest wspomniana. I tak dużo żeczy ma znaczenie. Tytuł filmu i marginalna ilość miejsca poświęcona tytułowemu bohaterowi. To celowy zabieg, wg mnie. Bo jest to film o ociosanych emocjach. O empatii, której nie daje się prawa zabierania głosu i może tylko szeptać, tak, by nie wybić się ponad twarde reguły prostego, normalnego, nieczułego życia. W pewnym momencie można zauważyć nawet, że dla gospodarza ważniejsze jest zabranie palinki (alkohol), niż troska o konia. A chyba nie jest ten gospodarz alkoholikiem. Po prostu ma zwyczaj wypicia kieliszka jakby na rozgrzewkę. Zauważyłem dwa techniczne niedociągnięcia. Jakby uproszczenia. Jedno - gdy córka chce zaczerpnąć wodę ze studni. Wrzuca drewniane wiadro do studni i natychmiast wyciąga. Wyciąga pełne wiadro. Tak szybko by się ono jednak nie napełniło. Jest to więc jakiś skrót. Uproszczenie. Druga sytuacja to rozpalenie ognia w piecu. Kobieta włożyła drewno, podpaliła je zapałką i ogień od razu zaczął buchać. Jakby to było wcześniej polane łatwopalną cieczą. Film jest dość długi, ale po końcowej scenie miałem poczucie, że chciałbym, żeby trwał dalej. Wtopiłem się w jego nastrój. Myślę, że można go oglądać wiele razy. I za każdym razem przeżyć go inaczej. Teraz, po tym pierwszym obejrzeniu, jest to dla mnie film o ociosanych emocjach. O emocjonalnym zniewoleniu życiem. I niezdolności do ucieczki. Wyrwania się z tego, co oczywiste i od wieków praktykowane.
    • Gość w kość
      a skąd!   ... aczkolwiek ograniczam🤨
    • Gość w kość
    • KapitanJackSparrow
      😁
    • Dana
    • Gregor
      Lnyavska
    • xxx
      Niepowtarzalny
    • KapitanJackSparrow
      Z CYKLU FAJNY FILM OBEJRZALEH Ołowiane dzieci reż. Macieja Pieprzycy. Serial na (N reklama x 😄). Wyśmienity moim skromnym zdaniem. Myślę, że warto zapamiętać nazwisko tego reżysera, bo liczę na kolejne, równie dobre filmy w jego wykonaniu — takie, które na stałe zapiszą się w jego filmografii i w naszych głowach, podobnie jak omawiany poniżej, nie bójmy się tego slowa- klasyk gatunku. Pan Maciej najwyraźniej przekuł doświadczenie zdobyte przy filmie ,,Jestem mordercą",  bo stworzył nam wybitne widowisko osadzone w rzeczywistości socrealizmu stosowanego. Naprawdę,  starałem się złapać jakiś detal niezgodności w scenografii, czy w kostiumach, czy w zachowaniach ludzi. Wszystko perfekcyjne przeniesione z epoki lat siedemdziesiątych, w tym mentalność i logika myślenia. Reżyser jakby za sprawą wehikułu czasu przenosi nas o 50 lat wstecz w historię, która porusza, wzrusza, ale na pewno nie pozostawia nikogo obojętnym. Naprawdę jestem w szoku, że mamy / niestety mieliśmy taką bohaterkę  jak pani doktor Jolanta Wadowska-Król. I że dopiero za sprawą tego filmu, o niej usłyszałem, o jej dokonaniach, heroizmie i niespotykanej w tamtych czasach odwadze. Ślaska Akademia Medyczna dopiero w 2023 uhonorowała ją doktorem honoris causa. Miło, że przyszła refleksja po latach, refleksja nad krzywdą  wyrządzoną kiedyś tej pani i to przez naukowców. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Akademia nie robiła chyba tego zbyt gorliwie i chętnie, bo zajęło im to blisko 35 lat , aby naprawić swój błąd. Liczę też, że były to ich czyste intencje, a nie z powodem była ekipa filmowa,  która zbierała materiał na film.  Właśnie, film.  W rolę głównej  bohaterki wcieliła się moja ulubienica Joanna Kulig.Ha! Jeśli do tej pory czytelniku tej recenzji nie przekonałem cię do tego filmu to niech zabrzmi to,  że nawet okazały biust tej pani,   nie był w stanie mnie rozproszyć w pochłanianiu odcinka serialu za odcinkiem. Ale co tam pani Joanna ...w serialu  tłoczy się od pełnokrwistych postaci drugoplanowych, że nie w sposób ich wszystkich tu wyróżnić.  Tematem filmu, powiem  krótko  jest ołowica dzieci na Śląsku w pobliżu huty Szopienice.  Szybko się okazuje, że  proste dziś wydawałoby się problemy,  zataczają w tamtych czasach absurdalne kręgi zdarzeń.  Dla przeciwwagi realiów życia ówczesnych robotników i ich rodzin , częstowani jesteśmy archiwalnymi kronikami filmowymi która w tamtych czasach była powszechnym  narzędziem do siania patosowej propagandy. Ten zabieg jeszcze mocniej wciska nas i przenosi do roku 1974.  Zgrzeszyłbym gdybym nie zatrzymał się na chwilę nad muzyką, która rozbrzmiewa i cieszy ucho...Breakaut, Jantar.. Grechuta.  Więcej o filmie nie będzie, nie chcę spojlerować i psuć komuś widowisko. Po prostu jest to pozycja obowiązkowa. Ciekaw jestem też odbioru filmu  przez pokolenie Z. No jeśli w ogóle to obejrzą 😅🤣. Dla mnie smaczne kino, które porusza ciekawy problem który nierzadko możemy jeszcze po dziś dzień obserwować, gloryfikuje zmarłą niedawno panią doktor. Bohaterkę przez duże B. Gorąco polecam.    
    • Gregor
      Derywowanie 
    • Nafto Chłopiec
      Ja pier...dopiero dzisiaj się zorientowałem, że w tym mieście są dwa kluby piłkarskie które w dodatku...grają dzisiaj mecz ze sobą 🤦😡
    • Pieprzna
    • Pieprzna
      Ostatnio byłam tak zawiedziona gdy sąsiad kawaler pokazywał mieszkanie po remoncie 😄
    • Vitalinka
      Aj tam ręczników nigdy nie za wiele, a to są ręczniczki😊 poza tym ja piszę, że JA bym kupiła, a Ty akurat wolisz breloczki i ok🙂
    • Vitalinka
    • Nafto Chłopiec
      Na co mi ręczniki w obecnie liczbie sztuk ok 20? 😴
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...