Kiedyś chciałam wykopać forsycję z ogrodu, bo 'nie pasuje mi kolorystycznie do całości'. I cieszę się, że jednak tego nie zrobiłam, bo ta jej żółć na starcie wiosny jest tak energetyczna i budzącą zachwyt, że nie wyobrażam sobie, żeby jej w moim zakątku nie było 🙂 a poza tym ona przestaje kwitnąć, kiedy pojawia się reszta barw i nic mi nie psuje jakiegoś tam zamysłu 😁
A mlecze w sprzyjających sobie warunkach rosną olbrzymie. W Polsce nie mamy dla nich klimatu, który pozwoliłby im się rozwinąć, więc mamy je w takiej wersji karłowatej.