Z ostatniej chwili. Donald Trump przestaje kryć swoje prawdziwe intencje. Tym razem otwarcie przyznał, że wcale nie chodzi mu o ratowanie ludzi zamieszkujących Grenlandię (jak i o dobra tych ziem).
Jak twierdzi, otrzymał liczne wiadomości na Telegramie – i to nie od byle od kogo. O pomoc miały go błagać niedźwiedzie polarne, lisy arktyczne oraz wilki polarne, które rzekomo obawiają się nadchodzącej zagłady. Zwierzęta te wyraziły jednoznaczne stanowisko: chcą być „hamerykańskie”.
Nie wszyscy mieszkańcy Grenlandii podchodzą jednak do sprawy z takim entuzjazmem. Foki i morsy postawiły twarde warunki – zgoda na jakiekolwiek zmiany tylko pod warunkiem całkowitego niezakłócania ich spokoju. Podobne żądania wysunęły mewy oraz sowy, które jasno dały do zrozumienia, że nie interesują ich wielkie polityczne projekty, a jedynie cisza, spokój i niezmącony arktyczny krajobraz.