Gdy noc grudniowa ciszą świat otula,
a śnieg jak modlitwa na ziemię opada,
w stajence serca rodzi się nadzieja —
cicha, lecz mocna, jak pierwsza gwiazda.
Migoczą światła w oknach domów bliskich,
zapach choinki wypełnia powietrze,
a czas na chwilę zwalnia swój oddech,
by człowiek mógł poczuć, co naprawdę wieczne.
Przy stole miejsca więcej niż ludzi,
bo pamięć siada razem z nami,
są ci, co odeszli, i ci, co daleko,
lecz miłość łączy ich z opłatkiem białym.
Słowo „przepraszam” brzmi dziś lżej,
a „dziękuję” ma smak ciepłego chleba,
w tę noc cuda dzieją się bez hałasu —
wystarczy uwierzyć, że dobro to potrzeba.
Kolędy płyną jak rzeka wspomnień,
niosąc dzieciństwo, spokój i wzruszenie,
a Boża Dziecina w prostym ubóstwie
uczy, że siła tkwi w miłosierdziu i pokorze.
A potem — Nowy Rok — cichy próg czasu,
na którym stajemy z marzeniami w dłoniach,
z nadzieją, że jutro będzie jaśniejsze,
choć nie znamy dróg, które przed nami.
Niech niesie ze sobą odwagę serca,
by kochać mocniej i mądrzej żyć,
by umieć przebaczać, gdy boli najbardziej,
i nie zapominać, że warto być dobrym — po prostu być.
Niech Nowy Rok będzie jak świeży śnieg —
czysty, gotowy na nasze ślady,
a Boże Narodzenie niech trwa w nas dłużej
niż blask choinki i świąteczne kolędy.
Bo kiedy w sercu zapali się światło,
każdy dzień może być jak Wigilia —
pełen pokoju, nadziei i cudu,
który zaczyna się od jednego: miłości.