Skocz do zawartości


Zaloguj się, aby obserwować  
JSCharles

Załamanie życiowe z powodu rodziców

Polecane posty

JSCharles

Witam,

Chciałbym podzielić się z kim moją sytuacją, ponieważ nie wiem już co o tym wszystkim myśleć i chciałbym zaczerpnąć opinii jakieś osoby bezstronnej.

 

Jestem 30 letnim mężczyzną, mam żonę, mieszkanie, ale mam także rodziców, z którymi, odkąd pamiętam się nie dogaduję. Ale zacząć muszę wszystko od początku. W wieku moich 7 lat (ponad 20 lat temu), będąc jedynakiem moja matka dostała udaru mózgu przez co wylądowała na wózku, będąc niezdolną do samodzielnej egzystencji. Po ok. roku niestety mój ojciec nie wytrzymał presji ze strony sytuacji, ale także mojej babci, która zarzucała mu alkoholizm, że to wszystko przez niego itd. Oczywiście jeśli chodzi o alkoholizm mojego ojca to jest to prawda i w ciągu tych 30 lat mojego życia miałem okazję odwiedzać go na toksykologii i w innych różnych dziwnych miejscach. Wychowywała mnie mama (na tyle na ile mogła) oraz babcia (dziadka nie znałem).

Mniej więcej do osiągnięcia 19 roku życia, mój świat wyglądał z dnia na dzień bardzo podobnie, szkoła, dom, nauka, raz na jakiś czas widywałem się z ojcem, ale był on w oczach mamy i babci wrogiem numer jeden. Po rozpoczęciu studiów, które wybrałem tak aby móc dojeżdżać na uczelnie codziennie z domu, na prawdę odżyłem. Nawiązałem wiele nowych znajomości, pierwszych miłości itp. Natomiast nie było to typowe życie studencie, codziennie wracałem do domu do innej miejscowości i rzeczywistości. Po ukończeniu pierwszego roku zdecydowałem się usamodzielnić, w ogromnym konflikcie wyprowadziłem się z domu, ale kontakt nadal utrzymywałem. Przyjeżdżałem robić zakupy, ogarniać dom itp., itd. Na samym początku przyjeżdżałem praktycznie co tydzień. Byłem coraz bardziej zadowolony ze swojego życia, może nie było fajerwerków, ale byłem samodzielny. Lata mijały, kończyłem studia, znajdywałem kolejne to prace dorywcze, a później już etatowe (mama nigdy na mnie nie płaciła, do 25 roku otrzymywałem alimenty od ojca oraz miałem to co zarobiłem), co najważniejsze na studiach poznałem moją obecną żonę (jesteśmy już razem 7 lat, 2 lata jako małżeństwo). Z każdym rokiem będąc jeszcze na studiach polepszał się mój kontakt z ojcem (zaczynałem choć trochę rozumieć jego decyzję) natomiast oddalałem się od mamy i babci. Bywały różne momenty, kłóciłem się z mamą, bo chciałem się dowiedzieć jaki ma plan na przyszłość, co będzie, gdy babci zabraknie bo niestety nikt nie żyje wiecznie. Proponowałem zaplanowanie czegoś "na wypadek", kupno w przyszłości jakiegoś mieszkania, które pozwoli jej na jakąkolwiek samodzielność, bo ja widząc jak mieszkanie z moją babcią rozbiło małżeństwo moich rodziców nie chciałem tego, aby mieszkać z matką całe życie. Chciałem żyć po swojemu, z uwzględnieniem tego, że muszę mamie pomóc. Ale oczywiście wszystkie tematy o przyszłości kończyły się histerią matki, kłótnią i zerwaniem kontaktu na np. tydzień, czy dwa. Analogicznie wyglądał mój kontakt z ojcem, czasami było ok, a czasami chciał mnie pod wpływem bić albo musiałem go odbierać naprutego od jakiś obcych bab (rodzice do tej pory są w separacji).

 

Na pewno dużą zmianą było poznanie mojej obecnej żony, która od początku o wszystkim wiedziała i wspierała mnie. Jeździła do mojego domu pomagała przy pracach porządkowych itd. itp. Przyjeżdżali nawet do mojej mamy rodzice mojej wtedy jeszcze dziewczyny. Ale ona też chciała się dowiedzieć "na czym stoimy" i podejmowaliśmy praktycznie od samego początku wspólne kolejne rozmowy z moją mamą, "co będzie jak babci zabraknie", przecież trzeba cokolwiek zaplanować. Temat ten był niestety nie do ruszenia, a my z żoną zaczęliśmy jeszcze bardziej żyć swoim życiem, kolejna praca, własne mieszkanie, aż w końcu ślub. Ślub był dniem, w którym po raz pierwszy od 20 ponad lat zobaczyłem moich rodziców razem rozmawiających spokojnie, bez kłótni. Babci na weselu nie było, ponieważ z nią również miałem zły kontakt, przez to że denerwuje matkę, rozmowami i że przeze mnie płace (zawsze tak kończyły się rozmowy o przyszłości). Wesele wspominam fantastycznie, dużo znajomych, rodzina, z którą nie miałem kontaktu od nastu lat. Ale niestety do tej pory jest mi wypominane, że nie zajmowałem się moją rodziną, że bardziej rozmawiałem ze znajomymi, z rodziną żony... argumenty, które nie mieszczą mi się w głowie, pomijam także fakt, że mój wujek (brat mamy) chciał mnie bić po alkoholu.

Niestety, dwa lata po ślubie stało się to o czym chcieliśmy z żoną podyskutować od 7 lat (ja sam jeszcze dłużej). Moja matka została sama, na wózku, w ogromnym domu, moja reakcja była jedna... sprzedajemy dom i kupujemy jej mieszkanie w dużym mieście, którym mieszkam obecnie. Nie ukrywam... głównie chodziło o odciążenie mnie, aby opieka nad matką byłą choć trochę łatwiejsza i do pogodzenia z moim życiem. Ale mój pomysł spotkał się z dezaprobatą, bo dom musi zostać dla brata (również po rozwodzie, w mojej rodzinie nie ma „prawdziwego małżeństwa”) powiedziała i mamy czekać kilka lat, aż on go spłaci (w co osobiście nie wierzę po akcji na moim ślubie), a mama będzie miała pieniądze na mieszkanie. Po wielu próbach podjęcia dyskusji coraz bardziej się poddawałem i oddalałem od mamy. Przyjeżdżałem wtedy jak tylko tego wymagała albo potrzebowała jechać do lekarza, o rzeczy codzienne, zakupy itd. prosi sąsiadów, przez co czuję się okropnie. W tym wszystkim pozostaje jeszcze mój ojciec, z którym wznowiłem kontakt po prawie 1,5 roku jego braku. Na początku jego narracja była następująca „zaproponowaliście jakieś rozwiązanie, jeśli mama go nie chce, to żyjcie swoim życiem”. Ze względu na sumienie nie przychodziło mi to lekko, ale rozum mi podpowiadał, że może tak będzie lepiej. Ale niespodziewanie kontakt między ojciec, a matką się polepszał. Ojciec zaczął odwiedzać matkę, ale nie mógł jej pomagać wstać czy zawozić do lekarza, bo sam ma stwierdzoną grupę inwalidzką (oboje są teraz na rencie/emeryturze). Więc dalej jeździłem jeszcze kila razy do lekarza... bez względu na pracę… kombinowałem zwalniałem się wcześniej by zdążyć na wizytę o 13:00, czy o 12:00. I cały czas starałem się przekonać mamę, żeby się przeprowadziła, żeby nie wierzyła, że jej brat kiedykolwiek ją spłaci, bo on sam ma gdzieś tą sytuację - od kilkunastu lat siedzi w Anglii, przyjeżdża raz na pół roku i jest bohaterem. Ostatnio nastąpiło ogromne spięcie między mną, a mamą, gdy powiedziałem jej, że nie chce widzieć jej brata na oczy (przez bijatykę na ślubie i przekabacenie ją aby domu nie sprzedawać), po czym po kilku dniach gdy przyjechałem do niej, on tam był i jeszcze mnie prosiła żebym go woził samochodem po okolicy bo musi coś pozałatwiać.

Po tej sytuacji dzwoniłem tylko raz na tydzień, chciałem się odciąć ojciec dzwonił do mnie co dziennie, co drugi dzień. Dzwoniąc o 10:00 pytał się, gdzie jestem… a normalnym jest, że o takiej porze jest się w… pracy. Raz nie odebrałem telefonu wieczorem i nie oddzwoniłem na drugi dzień tylko na trzeci, przez co zostało mi wygarnięte, że się nie interesuje niczym i jestem pępkiem świata po czym ojciec się rozłączył.

 

Uznałem, że odpuszczam i nie dzwonię już do nikogo z mojej rodziny. Zbliżające się święta jednak sprawiły, że rodzice do mnie zadzwonili oczywiście z tematem czy będę u mamy na święta. Niestety, pechowo stało się tak, że miałem stłuczkę samochodem i nawet nie mam za bardzo jak dojechać do mamy, a poza tym nie miałem już ochoty po tych wszystkich latach na nic związanego z moimi rodzicami. Moja żona po kilku akcjach, gdzie oboje ryczeliśmy, chciała zerwać kontakt, a ja gdzieś za każdym razem ten kontakt wznawiałem. Rozmowa o świętach z matką oczywiście zamieniła się w jej histerię, że jak to będzie sama w święta, że jej wstyd przed sąsiadami, a ona poświęciła mi całe życie. Dosłownie 5 min po telefonie matki, miałem telefon od ojca „co zrobiłem, że matka do niego dzwoni, że chce się zabić” (swoją drogą zapewnienia o samobójstwie rodziców słyszałem wielokrotnie zarówno od ojca jak i matki), że mam mieć z nią kontakt, że „nie takich cwaniaczków rozpracowywał” i mnie do tego zmusi. Po tych dwóch telefonach byłem wykończony, dostałem ataku paniki, moja żona napisała tylko do moich rodziców, że przez nich wylądowałem na SORze, że im gratuluje i ze zamierzamy zerwać kontakt z nimi. Reakcja rodziców trochę mnie zdumiałą (nie wiem czy słusznie) ale ojciec zaczął się kłócić z moją żoną przez wiadomości, że jako syn mam obowiązek się opiekować matką, a matka napisała mi SMSa żebym przesłał jej wyniki badań pocztą wraz z rachunkiem, a ona mi zwróci pieniądze za badania (?). Ani jedno, ani drugie nie zapytało… po prostu… co ze mną… Do dyskusji wkroczyła nawet moja teściowa stając w mojej obronie i zwracając uwagę, że obowiązki to mają głównie rodzice względem dzieci, a nie na odwrót. Obecnie jestem w patowej sytuacji, nie odbieram telefonów od rodziców, chciałbym po prostu żyć swoim życiem z żoną, która też już jest tym wszystkim nerwowo wykończona.

Musiałem to gdzieś napisać, chciałbym poznać opinię osób bezstronnych, nieznajomych, czy to co robiłem jest czymś złym? Czy jednak jestem okrutnym synem? Nie oczekuję rozwiązania problemu, bo już myślę nad nim od ładnych nastu lat i niestety, zawsze kończy się tak samo – niesamowitą ilością nerwów i wznowieniem kontaktu.

 

Dziękuję każdemu, kto poświęci czas na przeczytanie tej historii i wyrazi jakąkolwiek opinię.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


RosjaniUkrain
51 minut temu, JSCharles napisał:

Witam,

Chciałbym podzielić się z kim moją sytuacją, ponieważ nie wiem już co o tym wszystkim myśleć i chciałbym zaczerpnąć opinii jakieś osoby bezstronnej.

 

Jestem 30 letnim mężczyzną, mam żonę, mieszkanie, ale mam także rodziców, z którymi, odkąd pamiętam się nie dogaduję. Ale zacząć muszę wszystko od początku. W wieku moich 7 lat (ponad 20 lat temu), będąc jedynakiem moja matka dostała udaru mózgu przez co wylądowała na wózku, będąc niezdolną do samodzielnej egzystencji. Po ok. roku niestety mój ojciec nie wytrzymał presji ze strony sytuacji, ale także mojej babci, która zarzucała mu alkoholizm, że to wszystko przez niego itd. Oczywiście jeśli chodzi o alkoholizm mojego ojca to jest to prawda i w ciągu tych 30 lat mojego życia miałem okazję odwiedzać go na toksykologii i w innych różnych dziwnych miejscach. Wychowywała mnie mama (na tyle na ile mogła) oraz babcia (dziadka nie znałem).

Mniej więcej do osiągnięcia 19 roku życia, mój świat wyglądał z dnia na dzień bardzo podobnie, szkoła, dom, nauka, raz na jakiś czas widywałem się z ojcem, ale był on w oczach mamy i babci wrogiem numer jeden. Po rozpoczęciu studiów, które wybrałem tak aby móc dojeżdżać na uczelnie codziennie z domu, na prawdę odżyłem. Nawiązałem wiele nowych znajomości, pierwszych miłości itp. Natomiast nie było to typowe życie studencie, codziennie wracałem do domu do innej miejscowości i rzeczywistości. Po ukończeniu pierwszego roku zdecydowałem się usamodzielnić, w ogromnym konflikcie wyprowadziłem się z domu, ale kontakt nadal utrzymywałem. Przyjeżdżałem robić zakupy, ogarniać dom itp., itd. Na samym początku przyjeżdżałem praktycznie co tydzień. Byłem coraz bardziej zadowolony ze swojego życia, może nie było fajerwerków, ale byłem samodzielny. Lata mijały, kończyłem studia, znajdywałem kolejne to prace dorywcze, a później już etatowe (mama nigdy na mnie nie płaciła, do 25 roku otrzymywałem alimenty od ojca oraz miałem to co zarobiłem), co najważniejsze na studiach poznałem moją obecną żonę (jesteśmy już razem 7 lat, 2 lata jako małżeństwo). Z każdym rokiem będąc jeszcze na studiach polepszał się mój kontakt z ojcem (zaczynałem choć trochę rozumieć jego decyzję) natomiast oddalałem się od mamy i babci. Bywały różne momenty, kłóciłem się z mamą, bo chciałem się dowiedzieć jaki ma plan na przyszłość, co będzie, gdy babci zabraknie bo niestety nikt nie żyje wiecznie. Proponowałem zaplanowanie czegoś "na wypadek", kupno w przyszłości jakiegoś mieszkania, które pozwoli jej na jakąkolwiek samodzielność, bo ja widząc jak mieszkanie z moją babcią rozbiło małżeństwo moich rodziców nie chciałem tego, aby mieszkać z matką całe życie. Chciałem żyć po swojemu, z uwzględnieniem tego, że muszę mamie pomóc. Ale oczywiście wszystkie tematy o przyszłości kończyły się histerią matki, kłótnią i zerwaniem kontaktu na np. tydzień, czy dwa. Analogicznie wyglądał mój kontakt z ojcem, czasami było ok, a czasami chciał mnie pod wpływem bić albo musiałem go odbierać naprutego od jakiś obcych bab (rodzice do tej pory są w separacji).

 

Na pewno dużą zmianą było poznanie mojej obecnej żony, która od początku o wszystkim wiedziała i wspierała mnie. Jeździła do mojego domu pomagała przy pracach porządkowych itd. itp. Przyjeżdżali nawet do mojej mamy rodzice mojej wtedy jeszcze dziewczyny. Ale ona też chciała się dowiedzieć "na czym stoimy" i podejmowaliśmy praktycznie od samego początku wspólne kolejne rozmowy z moją mamą, "co będzie jak babci zabraknie", przecież trzeba cokolwiek zaplanować. Temat ten był niestety nie do ruszenia, a my z żoną zaczęliśmy jeszcze bardziej żyć swoim życiem, kolejna praca, własne mieszkanie, aż w końcu ślub. Ślub był dniem, w którym po raz pierwszy od 20 ponad lat zobaczyłem moich rodziców razem rozmawiających spokojnie, bez kłótni. Babci na weselu nie było, ponieważ z nią również miałem zły kontakt, przez to że denerwuje matkę, rozmowami i że przeze mnie płace (zawsze tak kończyły się rozmowy o przyszłości). Wesele wspominam fantastycznie, dużo znajomych, rodzina, z którą nie miałem kontaktu od nastu lat. Ale niestety do tej pory jest mi wypominane, że nie zajmowałem się moją rodziną, że bardziej rozmawiałem ze znajomymi, z rodziną żony... argumenty, które nie mieszczą mi się w głowie, pomijam także fakt, że mój wujek (brat mamy) chciał mnie bić po alkoholu.

Niestety, dwa lata po ślubie stało się to o czym chcieliśmy z żoną podyskutować od 7 lat (ja sam jeszcze dłużej). Moja matka została sama, na wózku, w ogromnym domu, moja reakcja była jedna... sprzedajemy dom i kupujemy jej mieszkanie w dużym mieście, którym mieszkam obecnie. Nie ukrywam... głównie chodziło o odciążenie mnie, aby opieka nad matką byłą choć trochę łatwiejsza i do pogodzenia z moim życiem. Ale mój pomysł spotkał się z dezaprobatą, bo dom musi zostać dla brata (również po rozwodzie, w mojej rodzinie nie ma „prawdziwego małżeństwa”) powiedziała i mamy czekać kilka lat, aż on go spłaci (w co osobiście nie wierzę po akcji na moim ślubie), a mama będzie miała pieniądze na mieszkanie. Po wielu próbach podjęcia dyskusji coraz bardziej się poddawałem i oddalałem od mamy. Przyjeżdżałem wtedy jak tylko tego wymagała albo potrzebowała jechać do lekarza, o rzeczy codzienne, zakupy itd. prosi sąsiadów, przez co czuję się okropnie. W tym wszystkim pozostaje jeszcze mój ojciec, z którym wznowiłem kontakt po prawie 1,5 roku jego braku. Na początku jego narracja była następująca „zaproponowaliście jakieś rozwiązanie, jeśli mama go nie chce, to żyjcie swoim życiem”. Ze względu na sumienie nie przychodziło mi to lekko, ale rozum mi podpowiadał, że może tak będzie lepiej. Ale niespodziewanie kontakt między ojciec, a matką się polepszał. Ojciec zaczął odwiedzać matkę, ale nie mógł jej pomagać wstać czy zawozić do lekarza, bo sam ma stwierdzoną grupę inwalidzką (oboje są teraz na rencie/emeryturze). Więc dalej jeździłem jeszcze kila razy do lekarza... bez względu na pracę… kombinowałem zwalniałem się wcześniej by zdążyć na wizytę o 13:00, czy o 12:00. I cały czas starałem się przekonać mamę, żeby się przeprowadziła, żeby nie wierzyła, że jej brat kiedykolwiek ją spłaci, bo on sam ma gdzieś tą sytuację - od kilkunastu lat siedzi w Anglii, przyjeżdża raz na pół roku i jest bohaterem. Ostatnio nastąpiło ogromne spięcie między mną, a mamą, gdy powiedziałem jej, że nie chce widzieć jej brata na oczy (przez bijatykę na ślubie i przekabacenie ją aby domu nie sprzedawać), po czym po kilku dniach gdy przyjechałem do niej, on tam był i jeszcze mnie prosiła żebym go woził samochodem po okolicy bo musi coś pozałatwiać.

Po tej sytuacji dzwoniłem tylko raz na tydzień, chciałem się odciąć ojciec dzwonił do mnie co dziennie, co drugi dzień. Dzwoniąc o 10:00 pytał się, gdzie jestem… a normalnym jest, że o takiej porze jest się w… pracy. Raz nie odebrałem telefonu wieczorem i nie oddzwoniłem na drugi dzień tylko na trzeci, przez co zostało mi wygarnięte, że się nie interesuje niczym i jestem pępkiem świata po czym ojciec się rozłączył.

 

Uznałem, że odpuszczam i nie dzwonię już do nikogo z mojej rodziny. Zbliżające się święta jednak sprawiły, że rodzice do mnie zadzwonili oczywiście z tematem czy będę u mamy na święta. Niestety, pechowo stało się tak, że miałem stłuczkę samochodem i nawet nie mam za bardzo jak dojechać do mamy, a poza tym nie miałem już ochoty po tych wszystkich latach na nic związanego z moimi rodzicami. Moja żona po kilku akcjach, gdzie oboje ryczeliśmy, chciała zerwać kontakt, a ja gdzieś za każdym razem ten kontakt wznawiałem. Rozmowa o świętach z matką oczywiście zamieniła się w jej histerię, że jak to będzie sama w święta, że jej wstyd przed sąsiadami, a ona poświęciła mi całe życie. Dosłownie 5 min po telefonie matki, miałem telefon od ojca „co zrobiłem, że matka do niego dzwoni, że chce się zabić” (swoją drogą zapewnienia o samobójstwie rodziców słyszałem wielokrotnie zarówno od ojca jak i matki), że mam mieć z nią kontakt, że „nie takich cwaniaczków rozpracowywał” i mnie do tego zmusi. Po tych dwóch telefonach byłem wykończony, dostałem ataku paniki, moja żona napisała tylko do moich rodziców, że przez nich wylądowałem na SORze, że im gratuluje i ze zamierzamy zerwać kontakt z nimi. Reakcja rodziców trochę mnie zdumiałą (nie wiem czy słusznie) ale ojciec zaczął się kłócić z moją żoną przez wiadomości, że jako syn mam obowiązek się opiekować matką, a matka napisała mi SMSa żebym przesłał jej wyniki badań pocztą wraz z rachunkiem, a ona mi zwróci pieniądze za badania (?). Ani jedno, ani drugie nie zapytało… po prostu… co ze mną… Do dyskusji wkroczyła nawet moja teściowa stając w mojej obronie i zwracając uwagę, że obowiązki to mają głównie rodzice względem dzieci, a nie na odwrót. Obecnie jestem w patowej sytuacji, nie odbieram telefonów od rodziców, chciałbym po prostu żyć swoim życiem z żoną, która też już jest tym wszystkim nerwowo wykończona.

Musiałem to gdzieś napisać, chciałbym poznać opinię osób bezstronnych, nieznajomych, czy to co robiłem jest czymś złym? Czy jednak jestem okrutnym synem? Nie oczekuję rozwiązania problemu, bo już myślę nad nim od ładnych nastu lat i niestety, zawsze kończy się tak samo – niesamowitą ilością nerwów i wznowieniem kontaktu.

 

Dziękuję każdemu, kto poświęci czas na przeczytanie tej historii i wyrazi jakąkolwiek opinię.

Nie odzywaj się do nich, wiele rodzin tak ma,  łączą ich toksyczne relacje i dopiero śmierć je przerywa.

Edytowano przez RosjaniUkrain

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
JSCharles

Dzięki za poświęcenie swojego czasu i odpisanie.

Zerwanie kontaktu jest czymś o czym w zasadzie teraz marzę... Ale wstrzymuję się jedynie że względu na chorobę matki i to że praktycznie zostanie sama. Paskudnie się z tym czuję, ale nie mam już siły.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  





  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 759
    • Postów
      266 277
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      1 002
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    Ratel
    Najnowszy użytkownik
    Ratel
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • brum
      Eeee, pewnie jest jakiś sposób, żeby zniknęło. Jeśli się kasuje nicka, to całą twórczość chyba też?  
    • Pieprzna
      A tu to zostanie na wieki...
    • brum
      Może i dobrze, że nie przerobiłeś. Ja czasami nie wierzę, że takie rzeczy wyszły spod moich palcy. 🤭
    • brum
      Ja nawet myślę, że jest najlepszą ze wszystkich Lalek.Podobala mi się. 
    • Wikusia
    • KapitanJackSparrow
      hm niestety nie przerobiłem waszej całej  konwersacji więc wątku o służbach których nie chcesz rozpraszać swoją golizną zwyczajnie, po ludzku 🤷 nie fersztein, ps może i nie zawsze w negliżu wypada, ale są na szczęście sytuacje kiedy w ubraniu nie wypada🙂
    • KapitanJackSparrow
      Zahaczyłem jadąc, niestety tylko jadąc  Widzę żeby cię pokonać muszę cytować po kolei górki od zachodniej granicy 🙃   
    • Wikusia
    • Wikusia
      Oj tam , oj tam 😁  w końcu ..  
    • la primavera
      Ten na zaś wykorzystam od razu- Góry Choczańskie.  Chyba, że zahaczyłeś jadąc w Niżne. 
    • la primavera
      A.mnie się wydaje, że najwięcej czerwonego jest właśnie w Pieninach.     
    • la primavera
      Proszę bardzo 🙂 ciekawe, czy Tobie również sue spodoba.  Rzeczywiście zdarzało mu się używać oczu za często.  Dla mnie zbyteczne były jego odloty, slanianie się na nogach jakby był w gorączce.  To miałam na myśli pisząc o zbędnej teatralności.   Ja z nią miałam.problem, bo wydawalo mi się, że mówi jakby miała ściśniętą  szczękę. Potem.pomyslalam, że przecież wszystkie Łęckie takie były, denerwujące, z manierą w głosie i wyższością. Czyli,  że dobrze zagrała 🙂
    • la primavera
      ,,Niebo nad Normandią "   Przeglądając  filmy w poszukiwaniu czegoś wartego zobaczenia mam czasem wrażenie,  że wszystko  co dobre, zostało już nakręcone.  A wtedy trafia się taka perełka jak wspomniany już wczesniej,,Tenzing " . Albo  niezwykłe ,,Niebo nad Normandią"- mnie  zachwycil.    ,,Dunkierka" byla wojennym filmem  bez Niemców, a ,, Niebo.." jest wojennym filmem bez wojny. Zamiast tego mamy spoglądanie w mapy, zbieranie danych i prognozowanie pogody na dzień, który ma zmienić losy wojny. Widzimy swiat generałów, ludzi odpowiedzialnych za losy swoich żołnierzy,  decydujacych o ataku czy o jego zaniechaniu. Nad nimi wszystkimi jest Eisenhower, to on po wysłuchaniu wszystkich podejmie decyzję ostateczną i on zostanie z niej rozliczony. Jego głównym doradcą od pogody zostaje Stagg, meteorolog  kierujący zespołem zbierającym pogodowe dane i który, choć nigdy nie będzie miał.pewnosci co do prognoz,  również musi jasno zadeklarować własne stanowisko.    W roli Stagga występuje Andrew Scott. Mam wrażenie, że ten człowiek nie wykonał w filmie ani jednej zbędnej miny, kazde spojrzenie, odwrocenie glowy, przełknięcie sliny bylo idealne. Świetnie oddał skupienie na pracy, powagę sytuacji, profesjonalizm, przeżywanie jednocześnie ze światowymi własnych życiowych dramatów. Z nim.idziemy przez ten film, to on zabiera nas w świat prądów i huraganów.  Zadziwiające, że chociaż znamy historię, wiemy, jak się potoczyła, to film potrafi nas tak zakręcić,  że te wiedzę odkładamy na półkę i w niepewności patrzymy co będzie dalej.   Dla mnie ten film o kawał dobrego kina.      
    • Gość w kość
      byłem🤨 byłem🤨 może to ja byłem...🤨 no, jeśli widoki żadne,... ... to nie mogłem być ja🤨     kiedyś wpadłem na pomysł, żeby wystartować sobie w krótkim biegu w Pieninach, ... więc ledwo żyję, bo tam są podbiegi!🤨 i nagle ten moment, kiedy wybiegłem na otwarte pole i moim oczom wyraźnie ukazały się... Tatry... powiem Pani, że zaczynam oswajać się z myślą, że jesienią wszędzie jest pięknie...🙂    
    • brum
      Czasem też wina brakuje, ale generalnie tak w negliżu przy obcych to chyba nie do końca wypada. W końcu, to są ludzie na służbie. Nie można ich rozpraszać. 
    • KapitanJackSparrow
      Wyspowy to tak z okien samochodu jednie, bo jest tym, czym dla mnie Góry Kaczawskie, niby są po drodze ale ciągnie w ciekawsze miejsca. Punkt dla ciebie i jeszcze jeden ode mnie na zaś 🙂
    • KapitanJackSparrow
      nie każda koszula zdobi 😀
    • brum
      To już się robią poważne sprawy. Forum to, co wiadomo milczy dalej. 
    • brum
      Nie każda kobieta.
    • Gość w kość
      co Ty z tymi zagadkami?😁   to było zdjęcie z Gór Stołowych, co zresztą, wydawało mi się, jasno opisałem😬   z niezagadkami w ogóle Ci nie idzie, może z zagadkami będzie lepiej🤷‍♂️   wygooglowałem, no, pięknie to wygląda na zdjęciach🤨
    • KapitanJackSparrow
      po co ci koszula nocna jak kobieta najlepiej wygląda bez niej 
    • Gość w kość
      widzę,... ... że poniosła Cię wyobraźnia😁    
    • brum
      ❤️ Mam podobne wrażenia. Różnię się oceną Dorocińskiego. Lubię go bezkrytycznie, ale przeczytałam  w jakiejś recenzji, że grał głownie wytrzeszczem oczu i to chyba prawda, niestety. Myślałam, że zrobią ze Stacha bardziej współczesną wersję przedsiębiorcy, chłopaka z ikrą a on jest do szpiku kości pozytywistyczny, poprawny, bez skazy najmniejszej. Uśmiecha się czasem półgębkiem i to wszystko. Aż mi się chciało walnąć go w w łepetynę, żeby mu się zmieniło i żeby pokochał inną.  Podobała mi się bardzo Pani Urzędowska. Była taka, jaka według mnie powinna być - dziecko epoki, w której żyła oraz warstwy społecznej. Taki trochę słodki głuptasek, której los wyznaczył ścieżkę życia no i Stach, niestety, nie skradł jej serca. Choć miał bardzo do zaoferowania. Nawet zupełnie przyjemną aparycję.  A wszystko przez Bolesława Prusa! Filmy bardzo dobry choć przydługawy. Ale nie chciałam wychodzić w trakcie. Lepsze od "Znachora".   Dzięki za "Tenzinga". Będę szukała, żeby obejrzeć. 
    • la primavera
      Byłeś Waść na Sokolicy    Pieniny jesienią to coś pięknego. Pewnego razu zdarzyło mi się pójść na Trzy Korony spotykając po drodze tylko jedna osobę.  Oczywiście  pogoda była wtedy okropna i widoki żadne   Zobacz, jak tam dbają o turystów    Cóż, terra incognita. Na razie.   Ale mam takie przypuszczenie, graniczące  z pewnością,  że w Beskidzie Wyspowy to żaden z Was nie był. Czyli punkt dla mnie.   Ech  stamtąd to się wybitnie nie chce wracać.  Gdzie byłeś? Klasyka czy coś nieoczywistego?      
    • la primavera
      Filmowa Lalka" okazała się caikiem poprawna. Dobrze się oglądało- piękne stroje, scenografia przenosząca w inne czasy, oddana obyczajowość epoki-wszystko to cieszy oko. Calości dopelniała muzyka, która jednak bywała za glośna, jakby jej bylo za dużo. Podobne odczucia miałam w Znachorze, gdzie chwilami byla zbyt dominująca. Ma to jednak ten plus, że zagłusza szeleszczacych  papierkami, uzaleznionych od jedzenia, ludzi   W filmie występuje dużo znanych aktorów, (ty|ko Lindy brakowało) zatem aktorsko też jest na bogato. Czy to dobrze? Nie wiem, mialam mieszane uczucia. Dorociński jakoWokulski świetny, aż za dobry, bo zeby on się Łęckiej nie podobal to ta musialaby być ślepa.   Historia przedstawiona bez udziwnień, z szacunkiem dla oryginalu. Myślę, że to ważne, bo latwo dodac coś do filmu, co zrobi go intrygujacych, kontrowersyjnym i  będzie się o nim mówić ale tak naprawdę będzie to zupełnie inna historia, podpięta  do oryginału, niczym uboga krewna licząca na jakiś zapisek w testamencie.    Na minus w filmie byly dla mnie  momenty teatralności, milosc Wokulskiego i bez tego była wystarczająco dobrze pokazana. I trochę za dużo sentencji, jedna złota mysl wystarczy, bo potem latwo popaść w kicz. Moglby być też krótszy. Ale to takie czepianie się, bo ogólnie  film odbieram pozytywnie.    
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...