Skocz do zawartości


Zaloguj się, aby obserwować  
JSCharles

Załamanie życiowe z powodu rodziców

Polecane posty

JSCharles

Witam,

Chciałbym podzielić się z kim moją sytuacją, ponieważ nie wiem już co o tym wszystkim myśleć i chciałbym zaczerpnąć opinii jakieś osoby bezstronnej.

 

Jestem 30 letnim mężczyzną, mam żonę, mieszkanie, ale mam także rodziców, z którymi, odkąd pamiętam się nie dogaduję. Ale zacząć muszę wszystko od początku. W wieku moich 7 lat (ponad 20 lat temu), będąc jedynakiem moja matka dostała udaru mózgu przez co wylądowała na wózku, będąc niezdolną do samodzielnej egzystencji. Po ok. roku niestety mój ojciec nie wytrzymał presji ze strony sytuacji, ale także mojej babci, która zarzucała mu alkoholizm, że to wszystko przez niego itd. Oczywiście jeśli chodzi o alkoholizm mojego ojca to jest to prawda i w ciągu tych 30 lat mojego życia miałem okazję odwiedzać go na toksykologii i w innych różnych dziwnych miejscach. Wychowywała mnie mama (na tyle na ile mogła) oraz babcia (dziadka nie znałem).

Mniej więcej do osiągnięcia 19 roku życia, mój świat wyglądał z dnia na dzień bardzo podobnie, szkoła, dom, nauka, raz na jakiś czas widywałem się z ojcem, ale był on w oczach mamy i babci wrogiem numer jeden. Po rozpoczęciu studiów, które wybrałem tak aby móc dojeżdżać na uczelnie codziennie z domu, na prawdę odżyłem. Nawiązałem wiele nowych znajomości, pierwszych miłości itp. Natomiast nie było to typowe życie studencie, codziennie wracałem do domu do innej miejscowości i rzeczywistości. Po ukończeniu pierwszego roku zdecydowałem się usamodzielnić, w ogromnym konflikcie wyprowadziłem się z domu, ale kontakt nadal utrzymywałem. Przyjeżdżałem robić zakupy, ogarniać dom itp., itd. Na samym początku przyjeżdżałem praktycznie co tydzień. Byłem coraz bardziej zadowolony ze swojego życia, może nie było fajerwerków, ale byłem samodzielny. Lata mijały, kończyłem studia, znajdywałem kolejne to prace dorywcze, a później już etatowe (mama nigdy na mnie nie płaciła, do 25 roku otrzymywałem alimenty od ojca oraz miałem to co zarobiłem), co najważniejsze na studiach poznałem moją obecną żonę (jesteśmy już razem 7 lat, 2 lata jako małżeństwo). Z każdym rokiem będąc jeszcze na studiach polepszał się mój kontakt z ojcem (zaczynałem choć trochę rozumieć jego decyzję) natomiast oddalałem się od mamy i babci. Bywały różne momenty, kłóciłem się z mamą, bo chciałem się dowiedzieć jaki ma plan na przyszłość, co będzie, gdy babci zabraknie bo niestety nikt nie żyje wiecznie. Proponowałem zaplanowanie czegoś "na wypadek", kupno w przyszłości jakiegoś mieszkania, które pozwoli jej na jakąkolwiek samodzielność, bo ja widząc jak mieszkanie z moją babcią rozbiło małżeństwo moich rodziców nie chciałem tego, aby mieszkać z matką całe życie. Chciałem żyć po swojemu, z uwzględnieniem tego, że muszę mamie pomóc. Ale oczywiście wszystkie tematy o przyszłości kończyły się histerią matki, kłótnią i zerwaniem kontaktu na np. tydzień, czy dwa. Analogicznie wyglądał mój kontakt z ojcem, czasami było ok, a czasami chciał mnie pod wpływem bić albo musiałem go odbierać naprutego od jakiś obcych bab (rodzice do tej pory są w separacji).

 

Na pewno dużą zmianą było poznanie mojej obecnej żony, która od początku o wszystkim wiedziała i wspierała mnie. Jeździła do mojego domu pomagała przy pracach porządkowych itd. itp. Przyjeżdżali nawet do mojej mamy rodzice mojej wtedy jeszcze dziewczyny. Ale ona też chciała się dowiedzieć "na czym stoimy" i podejmowaliśmy praktycznie od samego początku wspólne kolejne rozmowy z moją mamą, "co będzie jak babci zabraknie", przecież trzeba cokolwiek zaplanować. Temat ten był niestety nie do ruszenia, a my z żoną zaczęliśmy jeszcze bardziej żyć swoim życiem, kolejna praca, własne mieszkanie, aż w końcu ślub. Ślub był dniem, w którym po raz pierwszy od 20 ponad lat zobaczyłem moich rodziców razem rozmawiających spokojnie, bez kłótni. Babci na weselu nie było, ponieważ z nią również miałem zły kontakt, przez to że denerwuje matkę, rozmowami i że przeze mnie płace (zawsze tak kończyły się rozmowy o przyszłości). Wesele wspominam fantastycznie, dużo znajomych, rodzina, z którą nie miałem kontaktu od nastu lat. Ale niestety do tej pory jest mi wypominane, że nie zajmowałem się moją rodziną, że bardziej rozmawiałem ze znajomymi, z rodziną żony... argumenty, które nie mieszczą mi się w głowie, pomijam także fakt, że mój wujek (brat mamy) chciał mnie bić po alkoholu.

Niestety, dwa lata po ślubie stało się to o czym chcieliśmy z żoną podyskutować od 7 lat (ja sam jeszcze dłużej). Moja matka została sama, na wózku, w ogromnym domu, moja reakcja była jedna... sprzedajemy dom i kupujemy jej mieszkanie w dużym mieście, którym mieszkam obecnie. Nie ukrywam... głównie chodziło o odciążenie mnie, aby opieka nad matką byłą choć trochę łatwiejsza i do pogodzenia z moim życiem. Ale mój pomysł spotkał się z dezaprobatą, bo dom musi zostać dla brata (również po rozwodzie, w mojej rodzinie nie ma „prawdziwego małżeństwa”) powiedziała i mamy czekać kilka lat, aż on go spłaci (w co osobiście nie wierzę po akcji na moim ślubie), a mama będzie miała pieniądze na mieszkanie. Po wielu próbach podjęcia dyskusji coraz bardziej się poddawałem i oddalałem od mamy. Przyjeżdżałem wtedy jak tylko tego wymagała albo potrzebowała jechać do lekarza, o rzeczy codzienne, zakupy itd. prosi sąsiadów, przez co czuję się okropnie. W tym wszystkim pozostaje jeszcze mój ojciec, z którym wznowiłem kontakt po prawie 1,5 roku jego braku. Na początku jego narracja była następująca „zaproponowaliście jakieś rozwiązanie, jeśli mama go nie chce, to żyjcie swoim życiem”. Ze względu na sumienie nie przychodziło mi to lekko, ale rozum mi podpowiadał, że może tak będzie lepiej. Ale niespodziewanie kontakt między ojciec, a matką się polepszał. Ojciec zaczął odwiedzać matkę, ale nie mógł jej pomagać wstać czy zawozić do lekarza, bo sam ma stwierdzoną grupę inwalidzką (oboje są teraz na rencie/emeryturze). Więc dalej jeździłem jeszcze kila razy do lekarza... bez względu na pracę… kombinowałem zwalniałem się wcześniej by zdążyć na wizytę o 13:00, czy o 12:00. I cały czas starałem się przekonać mamę, żeby się przeprowadziła, żeby nie wierzyła, że jej brat kiedykolwiek ją spłaci, bo on sam ma gdzieś tą sytuację - od kilkunastu lat siedzi w Anglii, przyjeżdża raz na pół roku i jest bohaterem. Ostatnio nastąpiło ogromne spięcie między mną, a mamą, gdy powiedziałem jej, że nie chce widzieć jej brata na oczy (przez bijatykę na ślubie i przekabacenie ją aby domu nie sprzedawać), po czym po kilku dniach gdy przyjechałem do niej, on tam był i jeszcze mnie prosiła żebym go woził samochodem po okolicy bo musi coś pozałatwiać.

Po tej sytuacji dzwoniłem tylko raz na tydzień, chciałem się odciąć ojciec dzwonił do mnie co dziennie, co drugi dzień. Dzwoniąc o 10:00 pytał się, gdzie jestem… a normalnym jest, że o takiej porze jest się w… pracy. Raz nie odebrałem telefonu wieczorem i nie oddzwoniłem na drugi dzień tylko na trzeci, przez co zostało mi wygarnięte, że się nie interesuje niczym i jestem pępkiem świata po czym ojciec się rozłączył.

 

Uznałem, że odpuszczam i nie dzwonię już do nikogo z mojej rodziny. Zbliżające się święta jednak sprawiły, że rodzice do mnie zadzwonili oczywiście z tematem czy będę u mamy na święta. Niestety, pechowo stało się tak, że miałem stłuczkę samochodem i nawet nie mam za bardzo jak dojechać do mamy, a poza tym nie miałem już ochoty po tych wszystkich latach na nic związanego z moimi rodzicami. Moja żona po kilku akcjach, gdzie oboje ryczeliśmy, chciała zerwać kontakt, a ja gdzieś za każdym razem ten kontakt wznawiałem. Rozmowa o świętach z matką oczywiście zamieniła się w jej histerię, że jak to będzie sama w święta, że jej wstyd przed sąsiadami, a ona poświęciła mi całe życie. Dosłownie 5 min po telefonie matki, miałem telefon od ojca „co zrobiłem, że matka do niego dzwoni, że chce się zabić” (swoją drogą zapewnienia o samobójstwie rodziców słyszałem wielokrotnie zarówno od ojca jak i matki), że mam mieć z nią kontakt, że „nie takich cwaniaczków rozpracowywał” i mnie do tego zmusi. Po tych dwóch telefonach byłem wykończony, dostałem ataku paniki, moja żona napisała tylko do moich rodziców, że przez nich wylądowałem na SORze, że im gratuluje i ze zamierzamy zerwać kontakt z nimi. Reakcja rodziców trochę mnie zdumiałą (nie wiem czy słusznie) ale ojciec zaczął się kłócić z moją żoną przez wiadomości, że jako syn mam obowiązek się opiekować matką, a matka napisała mi SMSa żebym przesłał jej wyniki badań pocztą wraz z rachunkiem, a ona mi zwróci pieniądze za badania (?). Ani jedno, ani drugie nie zapytało… po prostu… co ze mną… Do dyskusji wkroczyła nawet moja teściowa stając w mojej obronie i zwracając uwagę, że obowiązki to mają głównie rodzice względem dzieci, a nie na odwrót. Obecnie jestem w patowej sytuacji, nie odbieram telefonów od rodziców, chciałbym po prostu żyć swoim życiem z żoną, która też już jest tym wszystkim nerwowo wykończona.

Musiałem to gdzieś napisać, chciałbym poznać opinię osób bezstronnych, nieznajomych, czy to co robiłem jest czymś złym? Czy jednak jestem okrutnym synem? Nie oczekuję rozwiązania problemu, bo już myślę nad nim od ładnych nastu lat i niestety, zawsze kończy się tak samo – niesamowitą ilością nerwów i wznowieniem kontaktu.

 

Dziękuję każdemu, kto poświęci czas na przeczytanie tej historii i wyrazi jakąkolwiek opinię.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


RosjaniUkrain
51 minut temu, JSCharles napisał:

Witam,

Chciałbym podzielić się z kim moją sytuacją, ponieważ nie wiem już co o tym wszystkim myśleć i chciałbym zaczerpnąć opinii jakieś osoby bezstronnej.

 

Jestem 30 letnim mężczyzną, mam żonę, mieszkanie, ale mam także rodziców, z którymi, odkąd pamiętam się nie dogaduję. Ale zacząć muszę wszystko od początku. W wieku moich 7 lat (ponad 20 lat temu), będąc jedynakiem moja matka dostała udaru mózgu przez co wylądowała na wózku, będąc niezdolną do samodzielnej egzystencji. Po ok. roku niestety mój ojciec nie wytrzymał presji ze strony sytuacji, ale także mojej babci, która zarzucała mu alkoholizm, że to wszystko przez niego itd. Oczywiście jeśli chodzi o alkoholizm mojego ojca to jest to prawda i w ciągu tych 30 lat mojego życia miałem okazję odwiedzać go na toksykologii i w innych różnych dziwnych miejscach. Wychowywała mnie mama (na tyle na ile mogła) oraz babcia (dziadka nie znałem).

Mniej więcej do osiągnięcia 19 roku życia, mój świat wyglądał z dnia na dzień bardzo podobnie, szkoła, dom, nauka, raz na jakiś czas widywałem się z ojcem, ale był on w oczach mamy i babci wrogiem numer jeden. Po rozpoczęciu studiów, które wybrałem tak aby móc dojeżdżać na uczelnie codziennie z domu, na prawdę odżyłem. Nawiązałem wiele nowych znajomości, pierwszych miłości itp. Natomiast nie było to typowe życie studencie, codziennie wracałem do domu do innej miejscowości i rzeczywistości. Po ukończeniu pierwszego roku zdecydowałem się usamodzielnić, w ogromnym konflikcie wyprowadziłem się z domu, ale kontakt nadal utrzymywałem. Przyjeżdżałem robić zakupy, ogarniać dom itp., itd. Na samym początku przyjeżdżałem praktycznie co tydzień. Byłem coraz bardziej zadowolony ze swojego życia, może nie było fajerwerków, ale byłem samodzielny. Lata mijały, kończyłem studia, znajdywałem kolejne to prace dorywcze, a później już etatowe (mama nigdy na mnie nie płaciła, do 25 roku otrzymywałem alimenty od ojca oraz miałem to co zarobiłem), co najważniejsze na studiach poznałem moją obecną żonę (jesteśmy już razem 7 lat, 2 lata jako małżeństwo). Z każdym rokiem będąc jeszcze na studiach polepszał się mój kontakt z ojcem (zaczynałem choć trochę rozumieć jego decyzję) natomiast oddalałem się od mamy i babci. Bywały różne momenty, kłóciłem się z mamą, bo chciałem się dowiedzieć jaki ma plan na przyszłość, co będzie, gdy babci zabraknie bo niestety nikt nie żyje wiecznie. Proponowałem zaplanowanie czegoś "na wypadek", kupno w przyszłości jakiegoś mieszkania, które pozwoli jej na jakąkolwiek samodzielność, bo ja widząc jak mieszkanie z moją babcią rozbiło małżeństwo moich rodziców nie chciałem tego, aby mieszkać z matką całe życie. Chciałem żyć po swojemu, z uwzględnieniem tego, że muszę mamie pomóc. Ale oczywiście wszystkie tematy o przyszłości kończyły się histerią matki, kłótnią i zerwaniem kontaktu na np. tydzień, czy dwa. Analogicznie wyglądał mój kontakt z ojcem, czasami było ok, a czasami chciał mnie pod wpływem bić albo musiałem go odbierać naprutego od jakiś obcych bab (rodzice do tej pory są w separacji).

 

Na pewno dużą zmianą było poznanie mojej obecnej żony, która od początku o wszystkim wiedziała i wspierała mnie. Jeździła do mojego domu pomagała przy pracach porządkowych itd. itp. Przyjeżdżali nawet do mojej mamy rodzice mojej wtedy jeszcze dziewczyny. Ale ona też chciała się dowiedzieć "na czym stoimy" i podejmowaliśmy praktycznie od samego początku wspólne kolejne rozmowy z moją mamą, "co będzie jak babci zabraknie", przecież trzeba cokolwiek zaplanować. Temat ten był niestety nie do ruszenia, a my z żoną zaczęliśmy jeszcze bardziej żyć swoim życiem, kolejna praca, własne mieszkanie, aż w końcu ślub. Ślub był dniem, w którym po raz pierwszy od 20 ponad lat zobaczyłem moich rodziców razem rozmawiających spokojnie, bez kłótni. Babci na weselu nie było, ponieważ z nią również miałem zły kontakt, przez to że denerwuje matkę, rozmowami i że przeze mnie płace (zawsze tak kończyły się rozmowy o przyszłości). Wesele wspominam fantastycznie, dużo znajomych, rodzina, z którą nie miałem kontaktu od nastu lat. Ale niestety do tej pory jest mi wypominane, że nie zajmowałem się moją rodziną, że bardziej rozmawiałem ze znajomymi, z rodziną żony... argumenty, które nie mieszczą mi się w głowie, pomijam także fakt, że mój wujek (brat mamy) chciał mnie bić po alkoholu.

Niestety, dwa lata po ślubie stało się to o czym chcieliśmy z żoną podyskutować od 7 lat (ja sam jeszcze dłużej). Moja matka została sama, na wózku, w ogromnym domu, moja reakcja była jedna... sprzedajemy dom i kupujemy jej mieszkanie w dużym mieście, którym mieszkam obecnie. Nie ukrywam... głównie chodziło o odciążenie mnie, aby opieka nad matką byłą choć trochę łatwiejsza i do pogodzenia z moim życiem. Ale mój pomysł spotkał się z dezaprobatą, bo dom musi zostać dla brata (również po rozwodzie, w mojej rodzinie nie ma „prawdziwego małżeństwa”) powiedziała i mamy czekać kilka lat, aż on go spłaci (w co osobiście nie wierzę po akcji na moim ślubie), a mama będzie miała pieniądze na mieszkanie. Po wielu próbach podjęcia dyskusji coraz bardziej się poddawałem i oddalałem od mamy. Przyjeżdżałem wtedy jak tylko tego wymagała albo potrzebowała jechać do lekarza, o rzeczy codzienne, zakupy itd. prosi sąsiadów, przez co czuję się okropnie. W tym wszystkim pozostaje jeszcze mój ojciec, z którym wznowiłem kontakt po prawie 1,5 roku jego braku. Na początku jego narracja była następująca „zaproponowaliście jakieś rozwiązanie, jeśli mama go nie chce, to żyjcie swoim życiem”. Ze względu na sumienie nie przychodziło mi to lekko, ale rozum mi podpowiadał, że może tak będzie lepiej. Ale niespodziewanie kontakt między ojciec, a matką się polepszał. Ojciec zaczął odwiedzać matkę, ale nie mógł jej pomagać wstać czy zawozić do lekarza, bo sam ma stwierdzoną grupę inwalidzką (oboje są teraz na rencie/emeryturze). Więc dalej jeździłem jeszcze kila razy do lekarza... bez względu na pracę… kombinowałem zwalniałem się wcześniej by zdążyć na wizytę o 13:00, czy o 12:00. I cały czas starałem się przekonać mamę, żeby się przeprowadziła, żeby nie wierzyła, że jej brat kiedykolwiek ją spłaci, bo on sam ma gdzieś tą sytuację - od kilkunastu lat siedzi w Anglii, przyjeżdża raz na pół roku i jest bohaterem. Ostatnio nastąpiło ogromne spięcie między mną, a mamą, gdy powiedziałem jej, że nie chce widzieć jej brata na oczy (przez bijatykę na ślubie i przekabacenie ją aby domu nie sprzedawać), po czym po kilku dniach gdy przyjechałem do niej, on tam był i jeszcze mnie prosiła żebym go woził samochodem po okolicy bo musi coś pozałatwiać.

Po tej sytuacji dzwoniłem tylko raz na tydzień, chciałem się odciąć ojciec dzwonił do mnie co dziennie, co drugi dzień. Dzwoniąc o 10:00 pytał się, gdzie jestem… a normalnym jest, że o takiej porze jest się w… pracy. Raz nie odebrałem telefonu wieczorem i nie oddzwoniłem na drugi dzień tylko na trzeci, przez co zostało mi wygarnięte, że się nie interesuje niczym i jestem pępkiem świata po czym ojciec się rozłączył.

 

Uznałem, że odpuszczam i nie dzwonię już do nikogo z mojej rodziny. Zbliżające się święta jednak sprawiły, że rodzice do mnie zadzwonili oczywiście z tematem czy będę u mamy na święta. Niestety, pechowo stało się tak, że miałem stłuczkę samochodem i nawet nie mam za bardzo jak dojechać do mamy, a poza tym nie miałem już ochoty po tych wszystkich latach na nic związanego z moimi rodzicami. Moja żona po kilku akcjach, gdzie oboje ryczeliśmy, chciała zerwać kontakt, a ja gdzieś za każdym razem ten kontakt wznawiałem. Rozmowa o świętach z matką oczywiście zamieniła się w jej histerię, że jak to będzie sama w święta, że jej wstyd przed sąsiadami, a ona poświęciła mi całe życie. Dosłownie 5 min po telefonie matki, miałem telefon od ojca „co zrobiłem, że matka do niego dzwoni, że chce się zabić” (swoją drogą zapewnienia o samobójstwie rodziców słyszałem wielokrotnie zarówno od ojca jak i matki), że mam mieć z nią kontakt, że „nie takich cwaniaczków rozpracowywał” i mnie do tego zmusi. Po tych dwóch telefonach byłem wykończony, dostałem ataku paniki, moja żona napisała tylko do moich rodziców, że przez nich wylądowałem na SORze, że im gratuluje i ze zamierzamy zerwać kontakt z nimi. Reakcja rodziców trochę mnie zdumiałą (nie wiem czy słusznie) ale ojciec zaczął się kłócić z moją żoną przez wiadomości, że jako syn mam obowiązek się opiekować matką, a matka napisała mi SMSa żebym przesłał jej wyniki badań pocztą wraz z rachunkiem, a ona mi zwróci pieniądze za badania (?). Ani jedno, ani drugie nie zapytało… po prostu… co ze mną… Do dyskusji wkroczyła nawet moja teściowa stając w mojej obronie i zwracając uwagę, że obowiązki to mają głównie rodzice względem dzieci, a nie na odwrót. Obecnie jestem w patowej sytuacji, nie odbieram telefonów od rodziców, chciałbym po prostu żyć swoim życiem z żoną, która też już jest tym wszystkim nerwowo wykończona.

Musiałem to gdzieś napisać, chciałbym poznać opinię osób bezstronnych, nieznajomych, czy to co robiłem jest czymś złym? Czy jednak jestem okrutnym synem? Nie oczekuję rozwiązania problemu, bo już myślę nad nim od ładnych nastu lat i niestety, zawsze kończy się tak samo – niesamowitą ilością nerwów i wznowieniem kontaktu.

 

Dziękuję każdemu, kto poświęci czas na przeczytanie tej historii i wyrazi jakąkolwiek opinię.

Nie odzywaj się do nich, wiele rodzin tak ma,  łączą ich toksyczne relacje i dopiero śmierć je przerywa.

Edytowano przez RosjaniUkrain

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
JSCharles

Dzięki za poświęcenie swojego czasu i odpisanie.

Zerwanie kontaktu jest czymś o czym w zasadzie teraz marzę... Ale wstrzymuję się jedynie że względu na chorobę matki i to że praktycznie zostanie sama. Paskudnie się z tym czuję, ale nie mam już siły.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  





  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 731
    • Postów
      263 476
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      980
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    Erazma
    Najnowszy użytkownik
    Erazma
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Astafakasta
      chemia medyczna to jest takie gówno, że wolałbym być skazany na branie narkotyków i krótsze życie przez to
    • Astafakasta
      Każdy w Internecie brzmi jak wyrocznia. Łatwo takiemu człowiekowi uwierzyć, gdy się szuka prawdy. Najchętniej bym ich jednak spalił w jednym kontenerze na małym ogniu. Nie ma tutaj miejsca na: może, chyba, raczej. Mówią tylko: tak jest, bo ja tak twierdzę. A człowiek się męczy latami przez te ich stwierdzenia. Dobrze, że nie mam już nic wspólnego z takimi i ich ludźmi. 
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • LadyTiger
      Ano właśnie, tak to jest z tymi emocjami, ale nie możesz im wejść na głowę, mając taki potencjał w Twojej sytuacji (widziałam Twoje ryciny).  Jestem niewiele młodsza od Ciebie, nie rób z nas emerytów, którym życie przeleciało przed oczami Polecam też z autopsji na social mediach szukać konkretnych informacji, a nie obserwować cudzych profili i się porównywać - to normalne, że ludzie tam koloryzują i pokazują tylko to, co najlepsze.  
    • Astafakasta
      Właśnie robię kurs grafika komputerowego, w niedzielę ma się zacząć i trwać 10 miesięcy, potem jak by wyszło to planuję studia w tym kierunku, gdyby się udało utrzymać w pracy. Dziś jestem na etapie rzucania palenia. Ćwiczę sporo hantlami, to nawet lubię. Uczę się angielskiego. Rysuję prawie co dzień martwe natury. Czytam też co nieco o sztuce. Ale w tym wszystkim jest taki haczyk, bo uważam, że moje dzialania w obrębie grafiki, rysunku czy czytania o sztuce są wymuszone. Boję się że to będzie mnie męczyło w pracy.
    • LadyTiger
      Nie musisz jej pomagać. Ja bym na Twoim miejscu (choć wiesz, nie potrafię się postawić w Twojej sytuacji, ale ja też swoje przeżyłam) nagrywała po kryjomu wszystko.  Moim zdaniem powinieneś zrobić to, co możesz zrobić i co postawi Cię choć trochę w innej pozycji,  czyli zacząć zarabiać.   
    • KapitanJackSparrow
      😁
    • Astafakasta
      Sami pojechali na wakacje, a dla mnie samotność. W chuju mam takich ludzi. Mam nadzieję, że im się też krzywda stanie i umrą z wielkim zawodem życiowym, że to już. 
    • Astafakasta
      Dopóki nie dotknie to zwykłego człowieka ludzie będą olewać te eksperymenty na ludziach robione przez uczciwych lekarzy, powiedzą: to patologia, należało mu się. 
    • Nomada
      No i już za chwilę lato ;  )   Arbuz świetnie nawadnia więc na letnie upały idealny     Arbuz to jeden z najbardziej soczystych i odświeżających owoców, szczególnie popularny w okresie letnim. Jego lekka, słodka konsystencja i wysoka zawartość wody sprawiają, że jest idealnym wyborem na ciepłe dni. Jednak poza swoim orzeźwiającym smakiem, arbuz kryje w sobie bogactwo wartości odżywczych oraz korzyści zdrowotnych. Warto przyjrzeć się, jakie dokładnie składniki odżywcze oferuje ten owoc oraz w jaki sposób może wpłynąć na zdrowie i samopoczucie. Poniższy artykuł omówi zarówno właściwości arbuza, jak i jego pozytywny wpływ na zdrowie. Arbuz - owoc czy warzywo? Poznaj klasyfikację tego soczystego smakołyka Botanicznie rzecz biorąc, arbuz jest owocem, jednak jego pochodzenie i sposób uprawy często sprawiają, że bywa mylony z warzywami. Należy on do rodziny dyniowatych (Cucurbitaceae), do której należą również ogórki, dynie czy melony. Z punktu widzenia kuchni, arbuz jest zazwyczaj spożywany jako owoc, ze względu na swoją słodycz i soczystość. Arbuz to jagoda – roślina, której owoc ma mięsiste wnętrze oraz zewnętrzną, twardą skórkę, co dodatkowo może sugerować jego warzywny charakter. Niemniej jednak, ze względu na swoje właściwości i sposób konsumpcji, w codziennym użyciu arbuz klasyfikowany jest jako owoc. Wartości odżywcze arbuza: Odkryj, jakie składniki odżywcze zawiera Arbuz jest owocem niskokalorycznym, ponieważ aż 90% jego masy stanowi woda. To sprawia, że jest doskonałym wyborem dla osób, które dbają o kaloryczność swojej diety, ale nie chcą rezygnować z orzeźwiających i smacznych owoców. W 100 gramach arbuza znajduje się zaledwie 30 kcal. Pomimo niskiej kaloryczności, arbuz jest bogaty w witaminy i minerały, które wspierają prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Arbuz zawiera m.in.: Witaminę C, która jest silnym antyoksydantem i wspiera układ odpornościowy; Witaminę A w postaci beta-karotenu, który wpływa na zdrowie oczu i wspomaga procesy regeneracyjne skóry; Witaminę B6, która bierze udział w metabolizmie aminokwasów i wspiera układ nerwowy; Likopen, który jest związkiem o silnym działaniu antyoksydacyjnym, znanym z ochrony przed wolnymi rodnikami oraz wspierającym zdrowie serca. Arbuz dostarcza również niewielkich ilości magnezu, potasu i miedzi, które pomagają w regulacji ciśnienia krwi, wspierają funkcje mięśniowe oraz przyczyniają się do ogólnej równowagi elektrolitowej organizmu. Arbuz - właściwości zdrowotne i korzyści dla organizmu Arbuz posiada szereg właściwości zdrowotnych, które czynią go wartościowym dodatkiem do codziennej diety. Przede wszystkim jego wysoka zawartość wody sprawia, że jest doskonałym środkiem nawadniającym. Spożywanie arbuza może wspomóc utrzymanie odpowiedniego poziomu płynów w organizmie, co jest ważne dla prawidłowego funkcjonowania układu krążenia oraz procesów metabolicznych. Arbuz zawiera likopen, który jest silnym antyoksydantem i ma udowodnione działanie ochronne przed stresem oksydacyjnym. Związek ten odgrywa ważną rolę w ochronie komórek przed uszkodzeniami, zmniejszając ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych oraz niektórych nowotworów, zwłaszcza raka prostaty. Spożywanie arbuza może również wspomagać zdrowie skóry – wysoka zawartość beta-karotenu oraz witaminy C sprzyja regeneracji komórek skóry, poprawiając jej elastyczność i kondycję. Czy arbuz jest zdrowy? Poznaj jego pozytywny wpływ na zdrowie Arbuz jest owocem, który można uznać za niezwykle zdrowy, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego właściwości nawadniające oraz niską kaloryczność. Jego regularne spożywanie może wspomóc utrzymanie zdrowia serca, dzięki obecności potasu, który reguluje ciśnienie krwi, oraz likopenu, który chroni naczynia krwionośne przed uszkodzeniami. Dodatkowo, arbuz może wspomagać trawienie dzięki zawartości błonnika pokarmowego, choć w stosunkowo małych ilościach. Jest to owoc, który może stanowić część diety odchudzającej, ponieważ daje uczucie sytości bez nadmiernego obciążania kalorycznego. Witaminy w arbuzie - znajdź naturalne wsparcie dla zdrowia w tym owocu Arbuz jest bogaty w witaminy i minerały, które wspierają różnorodne funkcje organizmu. Najważniejsze z nich to: Witamina C – pełni funkcję silnego antyoksydantu, wspomaga gojenie ran oraz wzmacnia układ odpornościowy. Witamina A – wspiera zdrowie oczu, wspomaga regenerację skóry i korzystnie wpływa na układ odpornościowy. Witamina B6 – uczestniczy w metabolizmie białek, wpływa na zdrowie układu nerwowego i pomaga regulować poziom glukozy we krwi.
    • Nomada
      Bolało mnie kolano ale kiedy okazało się, że ugotowałam moje ulubione buty to zapomniałam o kolanie😴
    • Nomada
      A to by się zgadzało, kawał cholery ze mnie ;  )
    • KapitanJackSparrow
      Uwielbiam tej, zawsze gdy jestem w Kalabrii zamawiam sobie podwójną porcję 😎
    • Astafakasta
      Jeśli ktoś pracuje w służbie zdrowia to ja nie uznaję, że to jest normalny człowiek i nie wpuszczę do siebie, będę izolowal. Odcinam się od tego typu ludzi za krzywdę, której na mnie dokonali. Jedynie sprzataczkom wybaczam. Reszta personelu to takie same dranstwo jak ci wszyscy wszystkowiedzacy lekarze i nie ma znaczenia, czy pracują w osrodkach zdrowia mniejszych czy wiekszych. Na internistke też mam wywalone. Nigdy nikomu krzywdy nie zrobilem gdy nie bylem pod wpływem leków. Zawsze bylem spokojnym, izolujacym się kolesiem jakich wielu. Autorytet lekarski to jest coś nie do podważenia. 
    • Astafakasta
      Dzięki.  Kłóciłem się z nimi, bo nie chciałem brać dodatkowej chemii, która mnie tylko gorzej otumaniala, a już i tak byłem zblazowany bardzo mocno po 9 letnim okresie brania narkotyków, z czego sam wyszedłem. Po lekach czułem się tak jakby mnie ktoś mocno kopał w głowę. Po każdej kłótni lądowałem bez mojej zgody w szpitalu psychiatrycznym i tak znowu szpryca na wejście z haloperidolu, bo "pacjent agresywny" według zeznań mojej matki i tylko jej się sluchali, mnie nikt o nic nie pytal. Miano mnie po prostu spacyfikować. Tych wizyt kuracji w izolacji okolo trzymiesiecznej na raz mam ponad 20 w ciagu tych 20 lat. Czuję się przemęczony postawą społeczeństwa wobec mnie. Zupełnie nie ufam już ludziom. Nienawidzę matki, a jeszcze muszę jej pomagać. Ludzie się tylko izoluja ode mnie na samą wzmiankę, że jestem na rencie. I bądź tu normalny. 
    • LadyTiger
      To, że mają wywalone na Twój punkt widzenia mnie nie dziwi - też mam toksyczną rodzinę Maja wywalone, że u nich siedzisz, nic nie robisz, odpier.... Ci coraz mocniej i to się nie zamierza skończyć? W to mi trudniej uwierzyć To tak jak piszę: prawnicy, alternatywni lekarze, specjalista od takich spraw na facebooku? Nie wiem. Dobrze, że o tym piszesz i  mówisz, może załóż vloga? Podcast? żeby o tym mówić światu? Nie mam pojęcia, czy to forum to akurat adekwatne miejsce, ale kto wie. 🤨
    • Astafakasta
      Wierzą, kazd6ma wywalone na to jaka jest prawda. Jestem już zmęczony rozgryzaniem tego tematu. Każdy z rodziny i nie tylko ma na mnie wywalone. Koniec tematu. Piekło się komuś należy. 
    • LadyTiger
      To ja nie wiem - albo Ci gorzej od tych leków, bo są źle dobrane; albo coś Ci jest, ale siedzą w domu sobie z tym nie poradzisz, więc to jest zła decyzja sądu,  albo nic Ci nie dolega, więc jesteś ofiarą systemu i trzeba szukać u prawników. Jaka może być jeszcze inna sytuacja? Co na to wszystko Twoja rodzina, co, wszyscy mają o tym takie samo zdanie? Wszyscy wierzą tym wszystkim lekarzom itd.?    Tu masz filmik tego gościa (jak nie dla Ciebie, to może forumowicze się zaciekawią)  
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...