Skocz do zawartości


Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 26.02.2026 w Posty

  1. 1 punkt
    Vitalinka

    Całkiem niezły film kiedyś tam obejrzany to...

    Zostałam bardzo zaciekawiona tym filmem i recenzją Kota Paczacza😄, obawiałam się cierpienia zwierzęcia i śmierci tegoż, ale skoro nie ma to chyba obejrzę🙂
  2. 1 punkt
    Nomada

    Całkiem niezły film kiedyś tam obejrzany to...

    ''Niech gadają'' Meryl Streep gra cenioną w kręgach intelektualnych pisarkę, Alice Hughes, która za namową agentki z wydawnictwa, Karen (w tej roli znana z Bajecznie bogatych Azjatów Gemma Chan) decyduje się przeprawić przez Atlantyk statkiem (gdyż nie może latać samolotami), by odebrać prestiżową nagrodę w Wielkiej Brytanii. W trwającą dwa tygodnie morską podróż zaprasza dwie przyjaciółki z czasów studiów, Susan (Dianne Wiest), prawniczkę z Chicago reprezentującą na co dzień ofiary przemocy domowej oraz Robertę (Candice Bergen), która pracuje jako ekspedientka w sklepie z damską bielizną w Dallas. Towarzyszy im bratanek pisarki, Tyler (Lucas Hedges), którego – jak się okaże – każda z kobiet będzie chciała wykorzystać do swoich celów. Piątym kołem u wozu dla tej czwórki będzie wspomniana już Karen, która podróżuje w tajemnicy przed Alice i również ma swoje plany względem przyjaźnie nastawionego Tylera. Alice pragnie przekształcić podróż w swoistą pielgrzymkę do grobu ukochanej autorki, XIX-wiecznej zapomnianej pisarki Blodwyn Pugh (to postać fikcyjna, nie szukajcie jej powieści w bibliotece). Rejs ma być także okazją do odnowienia znajomości z przyjaciółkami, a być może również do wyjaśnienia sobie pewnych nieporozumień z przeszłości. Szczególnie intrygująca jest postać Roberty, w świetnej interpretacji Candice Bergen, która obwinia Alice za porażki swojego życia oraz jest zdesperowana, by wyciągnąć skądś pieniądze, np. poprzez uwiedzenie jakiegoś zamożnego singla. Pieniądze są zresztą ukrytym bohaterem tej opowieści, gdyż idea zarobku unosi się niemal nieustannie nad rozmowami postaci. Są tu one przede wszystkim jedną z oznak sukcesu, którego obecność lub brak definiują poszczególne postaci. Film jest bowiem małym studium charakterów, które albo do sukcesu dążą i o nim marzą, albo go osiągnęły, albo też zdają sobie sprawę, że umknął im on bezpowrotnie. I każda z osób na swój sposób stara się z tym jakoś uporać. Każda musi też sobie zadać pytanie jak wiele jest w stanie poświęcić, aby sukces osiągnąć: zaufanie bliskiej osoby, a może nawet swoje własne dzieło? Gdy te wszystkie postaci spotykają się ze sobą – a do tego grona dołącza jeszcze autor bestsellerowych kryminałów, Kelvin Kranz (Dan Algrant) – możemy przekonać się jak wiele je dzieli. Bo chociaż większość należy do grona białych intelektualistów, żyją tak naprawdę we własnych światach, nie zdając sobie sprawy jak bardzo oddalają się od siebie szukając swoich interesów i będąc ślepymi na sprawy i uczucia innych. Nie jest w stanie tego naprawić ani pokojowo nastawiona i próbująca jednoczyć wszystkich Susan, ani usłużny względem innych Tyler. Sam statek staje się też miejscem skupiającym jak w soczewce niemal wszystkie elementy współczesnego rynku książki. Ambitna pisarka spotyka się tutaj z poczytnym autorem, a w tle pojawiają się i agentka wydawnictwa, i czytelnicy oraz… bohaterka powieści w postaci żywej osoby, która ją zainspirowała. W tych literacko-rynkowych przekomarzaniach pojawia się odwieczny dylemat komercja kontra sztuka, uznanie krytyków czy mas, tworzenie czegoś nowego i eksperymentalnego czy odtwórczy sequel dzieła, które przyniosło największe pieniądze i rozgłos. Dla wielbicieli książkowych tematów, takich jak ja sam, są to całkiem smakowite kąski. Nie mniej ciekawe są same kulisy powstania filmu. Na wstępie już co nieco o nich wspomniałem. Ekspresowe tempo realizacji produkcji podczas autentycznego rejsu szło w parze z innymi ograniczeniami. Reżyser filmował wszystko samodzielnie (choć jako autor zdjęć ukrył się pod pseudonimem Peter Andrews), używając kamery z ręki lub wożąc ją… na wózku inwalidzkim. Sam też swój film zmontował (jako Mary Ann Bernard). Filmując wykorzystano tylko światło naturalne lub to, które na co dzień oświetlało wnętrze statku. Użyto jedynie profesjonalnego sprzętu dźwiękowego, co było o tyle ważne, że nie można było uronić nawet fragmentu dialogów. Były one w całości improwizowane przez obsadę, choć oparte na opowiadaniu Debory Eisenberg, która zresztą była obecna na planie i w razie potrzeby spieszyła z pomocą. W jednym z wywiadów Meryl Streep zażartowała, że Soderbergh zrobił film „za 25 centów”, bo przynajmniej ona tyle dostała za swoją rolę (nie licząc darmowego rejsu). Nie wiem czy to marne honorarium skłoniło ją do tego, że zagrała bardzo oszczędnymi środkami, ale wyszło to zdecydowanie na dobre, bo stworzyła swoją najlepszą kreację od lat. Nie ustępuje jej w niczym Candice Bergen, która jest dla mnie prawdziwą gwiazdą tego filmu. Jej Roberta jest zdecydowanie najciekawszą postacią tego projektu. Taki sposób pracy jest dosyć ryzykowny i podejrzewam, że sporo widzów może odstraszyć gadulstwo oraz pewna hermetyczność ukazanego świata i jego problemów. Mnie porwała ta filmowa podróż, która jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o tym, że pewnych rzeczy nie da się naprawić i że pewne decyzje przychodzą zbyt późno. Nie zawsze uda się zacząć wszystko od nowa. Fale nigdy nie ustają, statek płynie bez względu na wszystko, a kres podróży może nadejść szybciej, niż się tego spodziewamy. Paweł Tesznar
  3. 1 punkt
    Vitalinka

    Całkiem niezły film kiedyś tam obejrzany to...

    "Bo się boi" polecam (jak kto lubi filmy psychologiczne, bo inaczej może zmęczyć). Śmiałam choć nie ma z czego, ale jak ja się śmiałam, choć należało współczuć to i inni będą się śmiać... (dopóki pod koniec nie zrozumieją o czym był film... jak i ja niestety). Midsommer nie polecam, Dziedzictwo nie polecam ( nie polecam, ale "poleciałam" reżyserem naśladując Primaverę❤️ i obejrzałam, jak to ja w całości). Adi Aster ma jeszcze jeden film : "Eddington", ale ja już chyba nie dam rady tego szaleńca oglądać.🙂 A z innych: "Zgiń kochanie" BOSKI CUDOWNY POLECAM (pamiętajcie, że ja lubię psychologiczne). Nick Nolte (kocham go❤️) tak krótko na ekranie, a tak go pamiętam, tak wstrząsająco...klucz do zagadki filmu jest w jego postaci...nie czytałam książki, ale tak mi się wydaje... Jenifer Lawrence zaś powinna dostawać Oskary za wszystkie role... ...i "WIELKI MARSZ"....polecam, ale....książkę. Tylko i wyłącznie. Koszmar zepsuć taką książkę...ech 😞film obejrzałam do końca choć mnie irytował i mierził.
  4. 1 punkt
    Nomada

    Całkiem niezły film kiedyś tam obejrzany to...

    ''Jaśniejsza od gwiazd” to film wyreżyserowany przez Jane Campion, która ma na koncie taki hit jak „Fortepian”. Osią fabuły jest miłość romantycznego angielskiego poety Johna Keatsa i Fanny Brawne. Miłość jak przystało na epokę wszechogarniająca, niezwykła, łamiąca wszelkie konwenanse i – co dość nietypowe dla współczesnego kina - platoniczna. Do tego doprawiona nutką tragizmu i cieniem śmierci. Tyleż jest to bowiem opowieść o miłości, co o śmierci. Można traktować „Jaśniejszą od gwiazd” jako film biograficzny, gdyż Fanny Brawne rzeczywiście była muzą Keatsa. Ważnym zapisem tej miłości jest poezja, choćby piękny sonet, od którego wziął tytuł film. Jane Campion korzystała także z zachowanych listów Keatsa i Fanny, ale pokazała historię ich związku z kobiecego punktu widzenia. Na ekranie to Fanny gra pierwsze skrzypce, to w jej orbitę wchodzi młody poeta. Muzę Keatsa w bardzo przekonujący sposób zagrała Abby Cornish. Na początku rzeczywiście była to „białogłowa – pustogłowa” pochłonięta dwoma życiowymi pasjami jak najbardziej właściwymi dla młodej damy w tamtych czasach – filtrowaniem z mężczyznami (no bo przecież uboga, ładna dziewczyna powinna znaleźć sobie męża z odpowiednim dochodem i pozycją) i modą. Fanny uwielbiała wymyślać, szyć i nosić stroje, jakich nikt jeszcze nie miał. Właściwie na tym skupiało się jej życie. Dopiero pod wpływem miłości do Keatsa, uczucia, którego przez długi czas nie potrafiła nawet nazwać, przeszła przemianę.'' Jasna gwiazdo John Keats Jasna gwiazdo, o, gdybym mógł tak nieprzerwanie Jak ty — nie, nie promienieć samotnie, wysoko Jak na wieczność rozwarte, w natury otchłanie Bezsennie zapatrzone pustelnika oko; Nie śledzić, jak w odwiecznym kapłańskim mozole Wody mórz obmywają ludzkich lądów brzegi, Lub jak na ostre rysy łańcuchów gór w dole Maską czystą i miękką opadają śniegi; Nie — raczej nieprzerwanie jak ty i niezmiennie Trwać jak teraz, skroń tuląc do piersi dziewczęcej, Czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie, Na sen nie tracić odtąd ani chwili więcej I wciąż, wciąż słyszeć równy puls serca w tej piersi, I żyć tak wiecznie — albo zapaść w wieczność śmierci. Przełożył Stanisław Barańczak
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...