Już dość tego bigosu! - krzyknęła Monika, która obrażona zeszła wcześniej na parking jesienią, ale wróciła, bo zrobiła się zima i nie mogła wyjechać przez zaspy.-Trzeba zająć się czymś praktycznym, bo ta historyjka, nie ma składu, ani ładu jak się ją czyta...
Po czym zaczęła chodzić po pokojach i zbierać kołdry i poduszki, by babcinym sposobem wywiesić je na mrozie i uwolnić od roztoczy oraz bakterii...
O! Z gęsim puchem, dobrze że tak szyta, że można je prać w 60 stopniach - mruknęła zadowolona, po czym przechodząc obok śpiącego Kapitana podniosła jego okulary z podłogi i rzuciła jedna kołdrę na niego, by się nie wyziębił, gdy ona co rusz otwierała drzwi, wynosząc kolejne kołdry.
Nie wiedziałam, że Kapitan nosi okulary - pomyślała - a gdzie Nomada?
Monika zajrzała przez okno do kuchni i zobaczyła, że Nomada już prawie kończy robić obiad dla wszystkich.
Jakie to szczęście - pomyślała Monika - a dodatkowe, ...że nie jest to bigos!