Kobieta odwróciła się gwałtownie, próbując wyrwać się z tłumu, lecz kapitan wciąż trzymał ją za rękę… a właściwie niezupełnie za rękę.
– Czy pan kapitan mógłby łaskawie wyjaśnić, co też wyprawia?! – syknęła, posyłając mu spojrzenie, które w normalnych okolicznościach mogłoby zatrzymać niejedną akcję ratunkową.
Kapitan spojrzał na swoją dłoń, potem na kobietę, a na jego twarzy pojawił się wyraz człowieka, który właśnie zrozumiał, że nie wszystkie niebezpieczeństwa w tym domu mają nadprzyrodzone pochodzenie.
– Ja… to był wypadek! W tych ciemnościach człowiek nie wie, czego się chwyta!
– Doprawdy? – uniosła brew, poprawiając ubranie. – To proponuję, żeby od tej chwili chwytał się pan klamki. Podobno dość skutecznie pomaga w wydostawaniu się z nawiedzonych domów.
Zanim kapitan zdążył odpowiedzieć, zza ich pleców dobiegł znajomy, metaliczny stukot.
Raz.
Drugi.
Kobieta przestała się uśmiechać.
– Kapitanie… – powiedziała już znacznie ciszej. – Mam nadzieję, że tym razem złapie mnie pan za rękę. Bo coś mi się wydaje, że to paskudztwo właśnie wybrało nas sobie na kolejne ofiary.
A wtedy klamka drzwi wejściowych powoli opadła sama, choć po drugiej stronie nie było już nikogo.
Lepiej flirtować przy sobocie,
niż mieć ciągle muchy w nosie.
Lepiej czasem być niegrzeczną,
niż mieć nudę zbyt bezpieczną.
Lepiej mieć charakterek zadziorny,
niż romans nudny i pozorny.
Jutro lecę po kilka nowych piegów na policzkach
A póki co, kto mnie spakuje ?
Czwóreczko lecimy po całości ? Potrębuję motywacji do prasowania
10 utworów plus żelazko