Skocz do zawartości


Przyjemny

Potrzebuję zrzucić 15 kg

Polecane posty

Przyjemny

Potrzebuję zrzucić 15 kg. Czytałem wiele informacji i wynika z nich, że organizm to taki piec, do którego wrzuca się kalorie. Jak wrzucisz za dużo, to będziesz mieć tłuszczyk, jak za mało, to chudniesz.
Na jednym z filmików YT koleś się wypowiada, że nie ważne co się je, ważne, żeby kalorie się zgadzały. Wg. moich wyliczeń potrzebuję dziennie ok. 2500 kcal. Nie jem śniadań, na obiad coś tam skubnę i zjem dopiero na wieczór.
Efektu nie ma. Powiedziałbym nawet, że trend jest odwrotny. Na kolację nie wydaje mi się, żebym zjadł 2000 kcal, więc powinienem mieć deficyt kaloryczny, ale jak wspomniałem, efektu brak.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


endriu
18 minut temu, Przyjemny napisał:

Potrzebuję zrzucić 15 kg. Czytałem wiele informacji i wynika z nich, że organizm to taki piec, do którego wrzuca się kalorie. Jak wrzucisz za dużo, to będziesz mieć tłuszczyk, jak za mało, to chudniesz.
Na jednym z filmików YT koleś się wypowiada, że nie ważne co się je, ważne, żeby kalorie się zgadzały. […] powinienem mieć deficyt kaloryczny, ale jak wspomniałem, efektu brak.

Wygląda na to, że jednak informacje, które znalazłeś, nie są do końca prawdziwe.

 

Mam kilka pytań:

  • ile ważysz, ile masz wzrostu, ile lat?
  • dlaczego potrzebujesz zrzucić akurat 15 kg?
  • w jakim czasie chcesz to osiągnąć?
  • do jakich wyrzeczeń jesteś zdolny, by to osiągnąć?
  • czy zdajesz sobie sprawę, że zrzucenie kilogramów i utrzymanie nowej wagi to dwie zupełnie inne rzeczy?

Nie pytam o to wszystko ot tak. W odchudzaniu jestem mistrzem. ;) Mam jakieś doświadczenie, spore sukcesy, ale także porażki na koncie, więc wiem dobrze, z czym to się – nomen omen – je. ? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przyjemny

Mam 188cm. wzrostu, ważę 115kg., 37 lat.
Czas nie ważny, ale chciałbym systematycznie zrzucać wagę.
Jakie wyrzeczenia? Tego nie wiem, zależy o co dokładnie chodzi? Ja do tego od czasu do czasu ćwiczę i biegam, ale mimo to nic ta waga nie chce opaść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wesoły
BrakLoginu

To i ja się podepnę. Skoro @endriu masz jakieś własne doświadczenia to może i mi coś doradzisz? :)
Ja mam 192cm i 103kg (miałem jak kolega wyżej 115kg), co do wieku to nieco starszy jak autor tematu.  Moim celem było zejście do 100kg, ale chciałbym dalej pójść, z tym, że jakby tu już była "ściana", bo nie zauważam już większych spadków. O dziwo, przez święta mi nie przybyło, a wręcz spadł 1kg.

Rzuciłem w kwietniu 2018r. fajki i mi się przybyło. Ogólnie nie uważam by ta waga była aż taka zła, ale chciałbym zrzucić tak do 90-95kg. Dużo biegam, jeżdżę rowerem, do tego jeszcze kombinuję by kupić orbitrek, jak pogoda nie pozwala to ratuję się rowerkiem stacjonarnym. Jem niestety 3 posiłki dziennie (z tego co wiem to powinno być ich 5), ale nigdy nie jem do syta. Przed rzuceniem fajek, to raczej byłem prawie jak "model", ale z racji, że raz na jakiś czas wypiję parę piw to mi się zrobił mały brzuszek "piwny" mimo, że nie zajadam żadnych przekąsek itp., bo wbrew temu co się mówi, to ja akurat nie zauważam jakiegoś specjalnego łaknienia po browarach.
Tak wiem, zawsze można piwo odstawić, ale od czasu do czasu lubię wypić trochę alkoholu,  a z tego co wiem to wódka itp. też produkują "sztuczne" kalorie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
endriu

Okej, to dam Ci świetny sposób, praktycznie niezawodny, który będzie od Ciebie wymagał po pierwsze zmiany nawyków, po drugie jednego dnia wyrzeczeń w tygodniu, za to efekty są praktycznie pewne. Jesteś gotowy?

  1. Zmień proporcje tego, co zjadasz w ciągu dnia. Piszesz, że śniadań nie jesz wcale, na obiad coś skubniesz, na kolację się objadasz. Zatem zjedz najwięcej na śniadanie, skubnij na obiad (albo podziel kalorie mniej więcej po równo między śniadaniem i obiadem, jeśli nie dasz rady jeść obfitszych śniadań), a z kolacji zrezygnuj. W nocy magazynujesz najwięcej energii, bo organizm działa na zwolnionych obrotach. Z kolei u Ciebie aż do południa metabolizm jest uśpiony – musisz coś rano zjeść, żeby go pobudzić i „wku*wić” żołądek. ;) 
  2. Przygotuj sobie jeden dzień proteinowy w tygodniu. Ważne jest, by tego dnia nie jeść niczego, co zawiera duże ilości węglowodanów lub tłuszczów. Dozwolone są więc chude mięsa (chude części kurczaka, chuda wołowina), jogurty 0%, serki wiejskie lekkie, jajka, ryby, ogólnie wszystko, co ma nie więcej niż 3% tłuszczu i możliwie mało węglowodanów. Bardzo ważne jest, by tego nie przeciągać (to niezbyt zdrowy sposób żywienia, więc nie powinno się go stosować długotrwale) i w trakcie tego dnia spożywać dużo cieczy (co najmniej dwa litry wody pod różną postacią – może być woda mineralna, źródlana, kawa, herbata, napoje bez cukru itp.).
    Mój przykładowy przepis na taki dzień: na śniadanie placki otrębowe (przepis) z chudą wędliną lub pastą z łososia (kupujemy łososia wędzonego na gorąco z pieprzem – takiego – i miksujemy go z chudym serkiem wiejskim, pychota ;) ), na obiad pieczone lub gotowane piersi kurczaka z przyprawami lub jakaś rybka. Do tego dużo pić.

Opisany powyżej sposób to nie jest optymalny styl żywienia (daleko mu do tego), ale daje dość szybkie i wyraźne efekty, a zawsze to zdrowsze niż otyłość. Na hardkorowej wersji powyższego, czyli na diecie typowo proteinowej, zrzuciłem ponad 20 kg w 3 miesiące bez uszczerbku na zdrowiu. Mogę napisać o tym więcej, jeśli chcecie, ale przed przejściem na taką dietę trzeba uzbroić się w sporo wiedzy, inaczej można trwale się uszkodzić (zwłaszcza nerki).

25 minut temu, BrakLoginu napisał:

Jem niestety 3 posiłki dziennie (z tego co wiem to powinno być ich 5),

Faktycznie ponoć się tak powinno, ale da się schudnąć i bez tego. :) 

27 minut temu, BrakLoginu napisał:

Tak wiem, zawsze można piwo odstawić, ale od czasu do czasu lubię wypić trochę alkoholu,  a z tego co wiem to wódka itp. też produkują "sztuczne" kalorie :)

Nie do końca. Mocne alkohole to tzw. puste kalorie (nie sztuczne :D ), a to oznacza, że nie dostarczają do organizmu białek, węglowodanów i tłuszczów, a jedynie same kalorie. To znaczy, że – w przeciwieństwie do piwa – nie są odżywcze.

Jednak to właśnie mocne alkohole powinniśmy pić, jeśli chcemy schudnąć. Są one bardziej kaloryczne od piwa, ale spożywając je, paradoksalnie dostarczamy organizmowi mniej kalorii niż w przypadku wspomnianego trunku. Jak to działa? To proste – przecież przy jednym posiedzeniu nie wypijemy sami butelki, dwóch albo trzech wódki, a w przypadku piwa – owszem. Lepiej więc wypić np. 300 ml wódki niż 1500 ml piwa, prawda? :) Dlatego polecam przesiadkę na whisky, które pod względem kaloryczności wypada podobnie do wódki, a smak to inna liga.  ;) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wesoły
BrakLoginu
13 minut temu, endriu napisał:

Mocne alkohole to tzw. puste kalorie (nie sztuczne :D )

Popierdzieliło mi się, oczywiście chodzi o "puste" kalorie.
Czyli ogólnie jak spada mi waga, może nie wiadomo jak mocno, a alkohol jednak lubię (raz w tygodniu parę piwek) i nie chcę rezygnować całkowicie z niego to wystarczy przenieść się na "szlachetniejsze" trunki? Z tym, że czy od samego tego brzuch piwny mi zniknie? Tradycyjnych brzuszków nie chcę robić, nie lubię tego ćwiczenia (robiłem, ale jakoś efektu nie widziałem po miesiącu).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
endriu
6 minut temu, BrakLoginu napisał:

alkohol jednak lubię (raz w tygodniu parę piwek) i nie chcę rezygnować całkowicie z niego to wystarczy przenieść się na "szlachetniejsze" trunki? Z tym, że czy od samego tego brzuch piwny mi zniknie?

Według mnie – tak. Warto spróbować, potestuj takie rozwiązanie przez miesiąc i sprawdź, czy cokolwiek to zmieniło. A jeśli nie lubisz czystej whisky, to też bardzo fajnie wchodzi z colą light. ;) 

7 minut temu, BrakLoginu napisał:

Tradycyjnych brzuszków nie chcę robić, nie lubię tego ćwiczenia (robiłem, ale jakoś efektu nie widziałem po miesiącu).

Od brzuszków brzuch Ci nie zmaleje, wręcz przeciwnie – w ten sposób ćwiczysz mięśnie brzucha, które – jak wszystkie mięśnie – rosną wskutek wysiłku, więc brzuch, zamiast maleć, może rosnąć (nawet jeśli ilość tłuszczu na nim będzie taka sama lub mniejsza niż wcześniej).

Druga ważna, fundamentalna wręcz sprawa – nie istnieje coś takiego jak chudnięcie miejscowe, nie da się zrzucić tłuszczu tylko z brzucha (np. podczas wykonywania określonych ćwiczeń). Tłuszcz podczas wysiłku schodzi z całego ciała, choć nierównomiernie – u różnych osób odkłada się bardziej w określonych miejscach, np. na boczkach, udach, brzuchu czy klatce piersiowej.

Warto też dodać, że ćwiczenia siłowe (podnoszenie ciężarów, brzuszki, podciągnięcia itp.) nie mają tak dużego wpływu na poziom tkanki tłuszczowej jak ćwiczenia aerobowe. Ale i tak 80% sukcesu to odpowiednia dieta. :) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rutlawski

Jeśli chodzi o ruch ja polecam znacznie bardziej niż ćwiczenia siłowe tz.w. kardio jeśli chodzi o chudniecie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przyjemny

Dziękuję endriu za rady. Postaram się je wprowadzić stopniowo do mojego życia i dam znać za jakiś czas jakie są tego efekty. Mam nadzieję, że wytrwam :)

 

Godzinę temu, Rutlawski napisał:

Jeśli chodzi o ruch ja polecam znacznie bardziej niż ćwiczenia siłowe tz.w. kardio jeśli chodzi o chudniecie.

Co to jest to kardio? Chodzi o trening wytrzymałościowy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
endriu
25 minut temu, Przyjemny napisał:

Co to jest to kardio?

To trening podbijający tętno – biegi, aerobik, skakanka, orbitrek itd.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rutlawski

+ ja bym polecił- i mówię to poważnie- pajacyki. Najlepiej z przysiadem.

 

Skurczybyki wylewaja z Ciebie hektolitry potu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
endriu
13 minut temu, Rutlawski napisał:

+ ja bym polecił- i mówię to poważnie- pajacyki. Najlepiej z przysiadem.

 

Skurczybyki wylewaja z Ciebie hektolitry potu.

Prawda, ale najlepsze są – tam tara dam! – burpees! Trudno o równie męczące ćwiczenie wśród tych łatwych do wykonania. ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MXY
5 godzin temu, Przyjemny napisał:

Potrzebuję zrzucić 15 kg. Czytałem wiele informacji i wynika z nich, że organizm to taki piec, do którego wrzuca się kalorie. Jak wrzucisz za dużo, to będziesz mieć tłuszczyk, jak za mało, to chudniesz.
Na jednym z filmików YT koleś się wypowiada, że nie ważne co się je, ważne, żeby kalorie się zgadzały. Wg. moich wyliczeń potrzebuję dziennie ok. 2500 kcal. Nie jem śniadań, na obiad coś tam skubnę i zjem dopiero na wieczór.
Efektu nie ma. Powiedziałbym nawet, że trend jest odwrotny. Na kolację nie wydaje mi się, żebym zjadł 2000 kcal, więc powinienem mieć deficyt kaloryczny, ale jak wspomniałem, efektu brak.

Może najpierw zrób sobie badania czy ze zdrowiem wszystko ok, z tarczycą itp., bo coś mi się to dziwne wydaje, że zacząłeś się odchudzać i efektów brak, albo coś źle sobie obliczyłeś. Na początku odchudzania to waga powinna lecieć bez problemu już po zmniejszeniu niewielkiej ilości kcal np. 250-500 kcal, niezależnie od tego ile razy dziennie jesz i kiedy, tak myślę.

 

Tu masz kalkulator TDEE

 

http://www.ostaszewski.org/tdee

 

A tu masz tabele kaloryczne (wpisujesz w wyszukiwarce produkt i wyskakują kcal)

 

http://www.ilewazy.pl/

 

Obliczaj dokładnie. Są też aplikacje na tel, gdzie można sprawdzać kaloryczność wszystkiego co się zjada w ciągu dnia.

 

 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rutlawski
5 minut temu, Maryna napisał:

Może najpierw zrób sobie badania czy ze zdrowiem wszystko ok, z tarczycą itp., bo coś mi się to dziwne wydaje, że zacząłeś się odchudzać i efektów brak, albo coś źle sobie obliczyłeś. Na początku odchudzania to waga powinna lecieć bez problemu.

 

Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego co rozumiemy prze z odchudzanie i czy robimy to prawidłowo. I przede wszystkim od tego czy jest to dopasowane do naszego organizmu.

 

Tak samo jest z przbieraniem masy. Jeśli się to robi nieodpowiednio, masy nie przybędzie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MXY
9 minut temu, Rutlawski napisał:

Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego co rozumiemy prze z odchudzanie i czy robimy to prawidłowo. I przede wszystkim od tego czy jest to dopasowane do naszego organizmu.

No nie wiem, a co rozumiesz przez odchudzanie? ? Według mnie konieczny jest ujemny bilans kaloryczny i waga powinna lecieć, po dłuższym odchudzaniu mogą się pojawiać problemy, bo wiadomo, metabolizm zwalnia, organizm się przyzwyczaja do takiej kaloryczności i znowu trzeba zmniejszać, ale to raczej nie dotyczy początkujących u których ze zdrowiem wszystko ok.

 

Odchudzanie jest łatwiejsze niż budowanie masy, nie porównywałabym tego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rutlawski

Nie porównuje. Pokazuje w nich punkt wspólny.

Pytaniem jest co rozumie przez odchudzanie autor tematu. Zrobił jakiś tam minimalny research, ale nie powiedział czy stosuje jakakolwiek dietę, jaki ma plan itp

Powiedział, że mało je rano, dużo wieczorem co też chyba nie jest najlepszym systemem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wania

Wrzucę tak, trochę może znienacka, że podczas dwutygodniowych praktyk polegających na machaniu łopatą przez kilka godzin schudłem 3 kilo. Ale co prawda niewiele jadłem, może cebularza dziennie i kilka piw.

 

Oczywiście już nadrobiłem, ale łopata działa.

Edytowano przez Wania

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
MXY
7 minut temu, Rutlawski napisał:

Nie porównuje. Pokazuje w nich punkt wspólny.

Pytaniem jest co rozumie przez odchudzanie autor tematu. Zrobił jakiś tam minimalny research, ale nie powiedział czy stosuje jakakolwiek dietę, jaki ma plan itp

Powiedział, że mało je rano, dużo wieczorem co też chyba nie jest najlepszym systemem.

Powiedział, że ma deficyt kaloryczny. Według mnie jeśli jest deficyt, zwłaszcza na początku odchudzania, to już nie ma większego znaczenia ile razy je i co, może jeść raz dziennie, a może jeść 6 razy, co za różnica jak bilans się zgadza? Niektórzy odchudzają się jedząc 1-2 razy dziennie w oknie żywieniowym według metody IF (Intermittent Fasting) i mogą jeść nawet w środku nocy i chudną, więc myślę, że autor albo coś źle obliczył, albo coś ze zdrowiem nie tak.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Rutlawski

Otóż to, każdy organizm może odpowiadać inaczej, więc dobrze jest indywidualnie podchodzić.

 

A i ćwiczenia, jak wiadomo, dużo też dadzą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Alma

Dorzucę, może nie znienacka, jak Leszy/Wania, ale komplitnie z autopsji: łopata działa, kickanie po ogródku działa, spacery działajom. ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gruszeczka

Twój sposób odżywiania jest straszny ! Nie masz zielonego pojecia co i jak dziala wiec robisz duzo błedów ktore obciazaja twoj organizm. Zamiast robic glupoty idz do dietetyka takiego z prawdziwego zdarzenia (nie jakies dietetyki online) najlepiej do Panaceum w Warszawie i poddaj sie podstawowym badaniom a potem konsultacji poktorej dostaniesz odpowiedni program zywieniowy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Publikujesz jako gość. Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.






  • Statystyki forum

    • Tematów
      9 694
    • Postów
      260 620
  • Statystyki użytkowników

    • Użytkowników
      951
    • Najwięcej dostępnych
      13 845

    czarna_espresso
    Najnowszy użytkownik
    czarna_espresso
    Dołączył
  • Nowe Posty

    • Vitalinka
      Nafto, Ty musisz jeść probiotyki.
    • Vitalinka
      Chcę ten sweter😍
    • la primavera
      ,,Trener " rosyjski dramat sportowy z 2018 r. w reżyserii  Danila  Kozlovskygo, który zagrał tu również główna rolę.  Film dość długo się rozkręcał, chciałam go już pięć razy wyłączyć bo ja ani nie przepadam za tym aktorem który grał tytułowego trenera ani nie było to kino rosyjskie które lubię,  czyli opowiadające o rosyjskiej prowincji, prostych ludziach  lub o ciemnej stronie  miasta, albo  skalanym wszystkimi grzechami systemie. I zrobiłabym błąd, bo mimo wielu niedoskonałości to naprawdę dobry film. Opowiada historię Jurija, piłkarza Spartaka,  który wylatuje z klubu bo nie dość, że nie strzelił ważnego  karnego to jeszcze zrobił taką akcje na meczu, że  musieli go zawiesić. I tak po jakimś czasie nicnierobienia został trenerem klubu, gdzieś tam na południu  tego ogromnego kraju. Ale i tu nikt na niego nie czekał z radością Zderzył się z niechęcia piłkarzy,  którzy nie  gardzili pieniędzmi z pilkarskiego pokera. Rządzącym miastem wcale nie zależało,  by klub wspinał się po tabeli,  zatem wsparcia Jurij  nie miał ani w klubie ani poza nim. Sam nie wiedział, co tu robi.  Po tych trudnych, nieefektownych początkach film w końcu wskoczył na wyższy bieg,  kiedy coś zaczynało się kleić.  Pojawił się pomysł na drużynę, zaangażowanie kibiców, była motywacja do gry i coś zaczynali wygrywać, chociaż zbitki z meczów były taką sieczką, że trudno było zorientować się, który to mecz i jaki był wynik. Ale za to gdy przychodziły mecze, którym kamera poświęcała więcej czasu,  to były świetne pokazane. Bardzo  podobaly mi się sceny z boiska. Zatem w filmie działo się coraz lepiej i było coraz bliżej do najważniejszego meczu, który okazał się godnym finałem całego filmu. Na zachętę mała wstawka z filmu. Pokazuje mecz który odbywał się po śmierci ojca Jurija  i oprawę, jaką dla trenera przygotowali piłkarze z kibicami- Юра мы с тобой.      I duży plus za muzykę w filmie 
    • Pieprzna
      Wyprowadziłeś się z Polski? Bo ludzie nie są w stanie nawet chodzić podczas gołoledzi.
    • Nafto Chłopiec
      Bieg 7 km od domu przy problemach żołądkowych po obiedzie to kiepski pomysł 😅
    • KapitanJackSparrow
      Faktycznie dziś była kraina lodu, Marznący deszcz zmienił mi auto w górę lodową, takiej pokrywy nie pamiętam od ho Ho ho
    • Nomada
      Jest zielona, to pewne🤣
    • Nomada
      Imbir   Imbir to jedna z najstarszych roślin leczniczych znanych ludzkości, wykorzystywana od ponad 4000 lat w tradycyjnej medycynie chińskiej i ajurwedyjskiej. Jego kłącze zawiera ponad 400 związków bioaktywnych, w tym gingerole i shogaole, które nadają mu charakterystyczny ostry smak oraz cenne właściwości prozdrowotne. Współczesne badania naukowe potwierdzają to, co intuicyjnie wiedzieli nasi przodkowie – imbir może wspierać układ trawienny, łagodzić mdłości i przyczyniać się do lepszego samopoczucia. Gingerol i shogaol – substancje odpowiedzialne za działanie imbiru Właściwości prozdrowotne imbiru wynikają głównie z obecności gingeroli i shogaoli. Gingerol (w tym najaktywniejszy 6-gingerol) występuje w świeżym kłączu i jest chemicznie spokrewniony z kapsaicyną z papryki chili oraz piperyną z czarnego pieprzu. Podczas suszenia lub podgrzewania gingerol przekształca się w shogaol, który jest nawet dwukrotnie ostrzejszy i wykazuje silniejsze właściwości przeciwutleniające oraz przeciwzapalne. Imbir a układ trawienny i nudności Jednym z najlepiej przebadanych zastosowań imbiru jest łagodzenie nudności i wymiotów. Metaanaliza 12 badań z udziałem 1278 kobiet w ciąży wykazała, że imbir w dawce 1-1,5 g dziennie znacząco redukuje poranne mdłości przy minimalnym ryzyku skutków ubocznych. Norwegijskie badanie potwierdziło, że stosowanie imbiru w ciąży nie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem powikłań dla matki ani dziecka. Imbir może być również pomocny przy chorobie lokomocyjnej, mdłościach pooperacyjnych oraz towarzyszących chemioterapii. Badanie z udziałem 744 pacjentów onkologicznych wykazało, że dawka 0,5-1 g dziennie skutecznie łagodziła ostre wymioty. Olejek zawarty w kłączu pobudza wydzielanie śliny i soków trawiennych, wspierając procesy trawienne. Osoby zmagające się z wzdęciami, niestrawością czy brakiem apetytu mogą sięgnąć po produkty z naszej kategorii wsparcia trawienia. Wsparcie dla stawów i łagodzenie bólu Właściwości przeciwzapalne imbiru przyciągają uwagę osób zmagających się z dolegliwościami stawowymi. Metaanaliza randomizowanych badań u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową wykazała, że doustne preparaty imbiru zmniejszają natężenie bólu i poprawiają funkcję stawów w większym stopniu niż placebo. W 2024 roku opublikowano wyniki badania z użyciem standaryzowanego ekstraktu imbiru, które potwierdziły poprawę dolegliwości bólowych u osób z łagodną chorobą zwyrodnieniową kolana. Imbir może również wspierać kobiety cierpiące na bolesne miesiączkowanie. Przegląd systematyczny wykazał, że 750-2000 mg sproszkowanego imbiru dziennie, stosowane w pierwszych 3-4 dniach cyklu, skutecznie łagodzi objawy pierwotnego bolesnego miesiączkowania. Działanie to wynika z hamowania produkcji prostaglandyn, które są odpowiedzialne za skurcze macicy. Imbir a cholesterol i poziom cukru we krwi Metaanaliza 12 badań obejmujących 586 osób wykazała, że regularne spożywanie około 2 g imbiru dziennie może korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi – obniżać poziom cholesterolu LDL i trójglicerydów oraz podnosić poziom cholesterolu HDL. W badaniu z 2015 roku z udziałem 41 osób z cukrzycą typu 2, podawanie 2 gramów imbiru dziennie przez 12 tygodni przyczyniło się do obniżenia glikemii na czczo o 12% oraz hemoglobiny glikowanej o 10%. Imbir może zwiększać wrażliwość tkanek na insulinę i ograniczać wchłanianie glukozy w jelitach. Te właściwości sprawiają, że jest cennym uzupełnieniem diety osób dbających o prawidłowy poziom cukru we krwi, choć zawsze warto skonsultować suplementację z lekarzem, szczególnie w przypadku przyjmowania leków na cukrzycę. Korzeń imbiru w kuchni – świeży czy mielony W polskiej kuchni imbir zyskuje coraz większą popularność, ale warto pamiętać o różnicach między formą świeżą a suszoną. Świeży korzeń ma intensywniejszy, bardziej cytrynowy aromat dzięki wyższej zawartości gingeroli – idealnie pasuje do dań mięsnych, owoców morza, curry i zup. Sproszkowany imbir jest ostrzejszy (więcej shogaoli) i lepiej sprawdza się w wypiekach, piernikach i deserach. Przed użyciem świeży korzeń należy umyć i obrać. Doskonale komponuje się z przyprawami korzennymi jak ziele angielskie, goździki, gałka muszkatołowa czy kardamon. Nie zaleca się natomiast łączenia go z delikatnymi ziołami, które mogą zostać zdominowane przez jego intensywny aromat. Świeży imbir najlepiej przechowywać w lodówce w szczelnym pojemniku – zachowa świeżość przez kilka tygodni. Jak stosować imbir i na co uważać Imbir można spożywać na wiele sposobów: jako świeży korzeń, sproszkowaną przyprawę, nalewkę, syrop, herbatę lub w formie suplementów. Badania sugerują, że dawki do 4 g dziennie są bezpieczne dla większości osób. Przekroczenie 6 g może powodować zgagę, refluks lub biegunkę u osób wrażliwych.
    • Nomada
      ''Niech gadają''   Meryl Streep gra cenioną w kręgach intelektualnych pisarkę, Alice Hughes, która za namową agentki z wydawnictwa, Karen (w tej roli znana z Bajecznie bogatych Azjatów Gemma Chan) decyduje się przeprawić przez Atlantyk statkiem (gdyż nie może latać samolotami), by odebrać prestiżową nagrodę w Wielkiej Brytanii. W trwającą dwa tygodnie morską podróż zaprasza dwie przyjaciółki z czasów studiów, Susan (Dianne Wiest), prawniczkę z Chicago reprezentującą na co dzień ofiary przemocy domowej oraz Robertę (Candice Bergen), która pracuje jako ekspedientka w sklepie z damską bielizną w Dallas. Towarzyszy im bratanek pisarki, Tyler (Lucas Hedges), którego – jak się okaże – każda z kobiet będzie chciała wykorzystać do swoich celów. Piątym kołem u wozu dla tej czwórki będzie wspomniana już Karen, która podróżuje w tajemnicy przed Alice i również ma swoje plany względem przyjaźnie nastawionego Tylera.  Alice pragnie przekształcić podróż w swoistą pielgrzymkę do grobu ukochanej autorki, XIX-wiecznej zapomnianej pisarki Blodwyn Pugh (to postać fikcyjna, nie szukajcie jej powieści w bibliotece). Rejs ma być także okazją do odnowienia znajomości z przyjaciółkami, a być może również do wyjaśnienia sobie pewnych nieporozumień z przeszłości. Szczególnie intrygująca jest postać Roberty, w świetnej interpretacji Candice Bergen, która obwinia Alice za porażki swojego życia oraz jest zdesperowana, by wyciągnąć skądś pieniądze, np. poprzez uwiedzenie jakiegoś zamożnego singla. Pieniądze są zresztą ukrytym bohaterem tej opowieści, gdyż idea zarobku unosi się niemal nieustannie nad rozmowami postaci. Są tu one przede wszystkim jedną z oznak sukcesu, którego obecność lub brak definiują poszczególne postaci. Film jest bowiem małym studium charakterów, które albo do sukcesu dążą i o nim marzą, albo go osiągnęły, albo też zdają sobie sprawę, że umknął im on bezpowrotnie. I każda z osób na swój sposób stara się z tym jakoś uporać. Każda musi też sobie zadać pytanie jak wiele jest w stanie poświęcić, aby sukces osiągnąć: zaufanie bliskiej osoby, a może nawet swoje własne dzieło?  Gdy te wszystkie postaci spotykają się ze sobą – a do tego grona dołącza jeszcze autor bestsellerowych kryminałów, Kelvin Kranz (Dan Algrant) – możemy przekonać się jak wiele je dzieli. Bo chociaż większość należy do grona białych intelektualistów, żyją tak naprawdę we własnych światach, nie zdając sobie sprawy jak bardzo oddalają się od siebie szukając swoich interesów i będąc ślepymi na sprawy i uczucia innych. Nie jest w stanie tego naprawić ani pokojowo nastawiona i próbująca jednoczyć wszystkich Susan, ani usłużny względem innych Tyler. Sam statek staje się też miejscem skupiającym jak w soczewce niemal wszystkie elementy współczesnego rynku książki. Ambitna pisarka spotyka się tutaj z poczytnym autorem, a w tle pojawiają się i agentka wydawnictwa, i czytelnicy oraz… bohaterka powieści w postaci żywej osoby, która ją zainspirowała. W tych literacko-rynkowych przekomarzaniach pojawia się odwieczny dylemat komercja kontra sztuka, uznanie krytyków czy mas, tworzenie czegoś nowego i eksperymentalnego czy odtwórczy sequel dzieła, które przyniosło największe pieniądze i rozgłos. Dla wielbicieli książkowych tematów, takich jak ja sam, są to całkiem smakowite kąski.  Nie mniej ciekawe są same kulisy powstania filmu. Na wstępie już co nieco o nich wspomniałem. Ekspresowe tempo realizacji produkcji podczas autentycznego rejsu szło w parze z innymi ograniczeniami. Reżyser filmował wszystko samodzielnie (choć jako autor zdjęć ukrył się pod pseudonimem Peter Andrews), używając kamery z ręki lub wożąc ją… na wózku inwalidzkim. Sam też swój film zmontował (jako Mary Ann Bernard). Filmując wykorzystano tylko światło naturalne lub to, które na co dzień oświetlało wnętrze statku. Użyto jedynie profesjonalnego sprzętu dźwiękowego, co było o tyle ważne, że nie można było uronić nawet fragmentu dialogów. Były one w całości improwizowane przez obsadę, choć oparte na opowiadaniu Debory Eisenberg, która zresztą była obecna na planie i w razie potrzeby spieszyła z pomocą. W jednym z wywiadów Meryl Streep zażartowała, że Soderbergh zrobił film „za 25 centów”, bo przynajmniej ona tyle dostała za swoją rolę (nie licząc darmowego rejsu). Nie wiem czy to marne honorarium skłoniło ją do tego, że zagrała bardzo oszczędnymi środkami, ale wyszło to zdecydowanie na dobre, bo stworzyła swoją najlepszą kreację od lat. Nie ustępuje jej w niczym Candice Bergen, która jest dla mnie prawdziwą gwiazdą tego filmu. Jej Roberta jest zdecydowanie najciekawszą postacią tego projektu. Taki sposób pracy jest dosyć ryzykowny i podejrzewam, że sporo widzów może odstraszyć gadulstwo oraz pewna hermetyczność ukazanego świata i jego problemów. Mnie porwała ta filmowa podróż, która jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o tym, że pewnych rzeczy nie da się naprawić i że pewne decyzje przychodzą zbyt późno. Nie zawsze uda się zacząć wszystko od nowa. Fale nigdy nie ustają, statek płynie bez względu na wszystko, a kres podróży może nadejść szybciej, niż się tego spodziewamy. Paweł Tesznar
    • Nomada
      Czułam że się ze mną zgodzisz ;  ) Wszyscy cali? U mnie był dziś paraliż komunikacyjny 😴 Lecz ja właśnie dziś doszłam do wniosku, e, może raczej przekonałam się, że jednak urodziłam się pod dobrą gwiazdą. Pięć kilometrów marszu, hmm, raczej jady figurowej i ani jednego orła ;  )
    • Chi
    • Vitalinka
    • Vitalinka
      Wniosek z powyższych wypowiedzi : Nie, nie drażnią nas mili faceci, kochamy miłych facetów (my kobiety i @Jacenty). 😄
    • Vitalinka
      "Bo się boi" polecam (jak kto lubi filmy psychologiczne, bo inaczej może zmęczyć). Śmiałam choć nie ma z czego, ale jak ja się śmiałam, choć należało współczuć to i inni będą się śmiać... (dopóki pod koniec nie zrozumieją o czym był film... jak i ja niestety). Midsommer  nie polecam,  Dziedzictwo nie polecam ( nie polecam, ale "poleciałam" reżyserem naśladując Primaverę❤️ i obejrzałam, jak to ja w całości). Adi Aster ma jeszcze jeden film : "Eddington", ale ja już chyba nie dam rady tego szaleńca oglądać.🙂   A z innych:   "Zgiń kochanie" BOSKI CUDOWNY POLECAM (pamiętajcie, że ja lubię psychologiczne). Nick Nolte (kocham go❤️) tak krótko na ekranie, a tak go pamiętam, tak wstrząsająco...klucz do zagadki filmu jest w jego postaci...nie czytałam książki, ale tak mi się wydaje... Jenifer Lawrence zaś powinna dostawać Oskary za wszystkie role...   ...i "WIELKI MARSZ"....polecam, ale....książkę. Tylko i wyłącznie. Koszmar zepsuć taką książkę...ech 😞film obejrzałam do końca choć mnie irytował i mierził.   
    • Chi
    • Vitalinka
      Myślę, że niewłaściwe obuwie to takie co obciera i kaleczy stopy (jak u Ciebie i Nafto❤️). Jeśli ze stopami wszystko ok, to obojętnie czy są to adidasy, śniegowce czy może botki na 10 cm szpilce, ale za to z kożuszkiem na ozdobę🙂 (niektóre kobiety śmigają i w takich w zimę). Zresztą innych butów potrzebują osoby jeżdżące autem i takie co przemieszczają się pieszo🙂   Ja chcę takie:     ...mieć (dla miania)😉🙂
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Chi
    • Jacenty
      05.02.1949 Kapitan chilijskiej armii Alberto Larraguibel ustanowił obowiązujący do dziś rekord świata w skoku na koniu przez przeszkodę (2,47 m). -Nie wiadomo czy koń był zadowolony.Nic o tym nie piszą.
    • Chi
    • Gość w kość
      tak kończy się noszenie niewłaściwego obuwia😬    
    • Chi
    • Chi
  • Najnowsze Tematy

Chat Nastroik

Chat Nastroik

Proszę wpisać nazwę wyświetlaną

×
×
  • Utwórz nowe...