Publikujesz jako gość.
Jeśli masz konto, Zaloguj się teraz, aby publikować na swoim koncie.
Uwaga: Twój wpis będzie wymagał zatwierdzenia moderatora, zanim będzie widoczny.
"Tahitańska miłość Paula Gauguina"
Paul Gauguin- w tej roli Vincent Cassel, niedoceniany artysta malarz, wiedzie wraz z żoną i dziećmi niezbyt dostanie życie. Podejmuje decyzje o wyjeździe na Thaiti by tam mieszkać i malować. Żona odmawia wyjazdu zatem zostawia ją i dzieci w Paryżu na utrzymaniu jej rodziny. Na miejscu wiąże się z młodziutką dziewczyną, która dzieli z nim zycie ale również pozuje mu do obrazów, na które ciągle brak nabywców.
Zapoznając się z biografią artysty mało miałam dla niego sympatii, właściwie tyle co nic. Cassel odegrał rolę Gauguina świetnie, tak go przedstawił, że moja sympatia w jego stronę ani drgnęła.
Film taki sobie, mnie zmęczył.
Moja interpretacja- mrówka nie trzyma wycelowanego w niego karabinu. A jeśli na dodatek potrzebuje pomocy, to jest to okazja, by nakarmić takim uczynkiem dobrego człowieka który w nim mieszka. Wśród wojennych okrucieństw, zła, które czyni swoimi rękami potrzebuje udowodnić sobie, że ciągle jeszcze zdolny jest czynić dobre rzeczy.
Zdrowia!
Z tego co mi wiadomo z licznych objawień na świecie , przyczyną potępienia wiecznego jest nieprzebaczenie bliźniemu i nieodwołanie złych życień jakie się słownie rzuciło na konkretnych ludzi.
Z każdego złego życzenia lub słowa trzeba będzie się kiedyś rozliczyć przed Bogiem.
Dlatego tak jest gdyż Bóg przebaczenie swe daję każdemu pod warunkiem że innym przebaczył.
Biada temu kto znajdzie się po tamtej stronie a będzie miał przy sobie nieodwołane bratu złe życzenia.